Dziennikarstwo na ręcznym hamulcu

Po artykule o trotylu wydawca znalazł się pod bardzo silną presją polityczną ze strony PO i rządu. Celem było zniszczenie największego krytycznego wobec władzy tygodnika. Wiele mówi informacja o nocnym spotkaniu Grzegorza Hajdarowicza z rzecznikiem rządu Pawłem Grasiem przed publikacją artykułu – z byłym redaktorem naczelnym tygodnika „Uważam Rze” Pawłem Lisickim rozmawia Tomasz Sakiewicz.

Dlaczego nie jest już Pan redaktorem naczelnym „Uważam Rze”?

Tego, co się wydarzyło w ostatnich dniach, nie można wytłumaczyć racjonalnie. Wydawca Grzegorz Hajdarowicz podał kilka powodów mojego odwołania. Uraziła go publiczna krytyka z mojej strony wkładki o trotylu na wraku Tu-154M, którą sam zresztą zamieścił w „Rzeczpospolitej”.Mówi Pan o wkładce, która ukazała się już po tekście Cezarego Gmyza?

Po ukazaniu się tej wkładki udzieliłem wywiadu portalowi wPolityce.pl. Mówiłem, że wydawca przekroczył swoje kompetencje, ponieważ dotychczas w Polsce gazetami zajmowali się redaktorzy naczelni, a nie wydawcy. Wytknąłem mu, że zaczął pouczać dziennikarzy, jak mają pisać, mimo że nigdy nie był dziennikarzem i nie ma o tym zielonego pojęcia. Wskazywałem również, że przyjęcie jego zasad w dziennikarstwie śledczym sprawi, iż straci ono sens – dziennikarz nie może ujawniać wydawcy swoich informatorów. Skoro Hajdarowicz tyle mówi o etyce w zawodzie dziennikarza, to mógłby zastosować to w swojej wkładce, udzielając krytykowanym prawa głosu. Wydawca zaakceptował zresztą moje zdanie i w niedawnym wywiadzie w tygodniku „Wprost” stwierdził, że dopuszcza taką formę krytyki. Ale nagle zaczęło mu to przeszkadzać i poczuł się obrażony moimi wypowiedziami.

Czyli bezpośrednią przyczyną był wywiad dla braci Karnowskich, a merytorycznie chodziło o Gmyza?

Po zamieszaniu związanym z artykułem Gmyza uważałem, że powinien on pozostać współpracownikiem „Uważam Rze”. Trzy dni po publikacji w „...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: