Co by tu jeszcze spieprzyć. Klęski Tuska w UE przeczą wizerunkowi „człowieka sukcesu”

FOT. PAP/EPA
FOT. PAP/EPA

KRAJ [Tusk, UE, porażki]

Bez wątpienia przyczynił się do brexitu drażniąc Brytyjczyków, których gazety nazywały go „gangsterem za trzy grosze”, „małym, próżnym hipokrytą” czy „protekcjonalnym pacanem”. Gdy przestał być „królem Europy”, a został szefem Europejskiej Partii Ludowej, która za jego „królowania” straciła 1/4 stanu posiadania w PE, wypchnął z niej jeszcze Węgrów. Wiara części polskich lemingów w powrót Donalda Tuska jako „człowieka sukcesu” jest paradoksalnie dowodem ich prowincjonalizmu, bo w UE nikt tak go nie określa. Można żartobliwie zauważyć, że osiągnął tam tyle, co… Borys Budka na krajowym podwórku.

Gdy w 2014 roku Donald Tusk został wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej, „królem Europy” obwołał go jeden z tabloidów. – Określenie „król Europy” było oczywiście nieporozumieniem, bo przewodniczący Rady Europejskiej nie skupia takiej władzy w swoim ręku. Owszem, zwołuje europejskie szczyty, negocjuje, a skoro jego rola jest niedookreślona, może wypełnić ją

     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze