Czterdzieści wieków patrzy na nas

Druga smutna nauka brzmi: nie ma takiego kłamstwa, w które ludzie nie mogliby uwierzyć. Czasem popełnianego zresztą w dobrej wierze. Polacy w 1939 r. naprawdę wierzyli, że są silni, zwarci i gotowi i w parę dni zajmiemy Berlin, a niektórzy młodzi narwańcy martwili się nawet, że wygramy za szybko. Podobnie każdy z odpowiedzialnych za wybuch I wojny światowej kombinował, co na tym zyska, nikt nie przewidywał, że stracą wszyscy, a narody po długich dekadach pokoju ochoczo rzucą się do wzajemnej rzezi. Wierzono Goebbelsowi i Stalinowi, przewodniczącemu Mao i Fidelowi Castro. Niektórzy wierzyli nawet Jerzemu Urbanowi. Wierzono i wierzy się nadal w globalne spiski, wizyty kosmitów, zmowę templariuszy, klątwę piramid... Na szczęcie historia uczy również, że nie ma takiej rury, której by się nie dało odetkać.

Są dziesiątki przypadków beznadziejnych, kiedy cud, determinacja i odwaga, mądrość ludu i głupota władzy odmieniały bieg dziejów.

Na widok papieża Leona Wielkiego Attyla odstąpił od bram Rzymu, Dziewica Orleańska odwróciła losy wojny stuletniej, a Karol Wojtyła wezwaniem do Ducha Świętego odnowił oblicze ziemi, tej ziemi.

Dlatego niech żywi nie tracą nadziei. Nigdy nic nie jest przesądzone. I zdarza się, że niekiedy nawet Dobro może zwyciężyć.

Oczywiście, gdy mu się pomoże.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: