Babka królów

Felieton [Wrzutka]

Dla wielu informacja, że zmarły książę Filip był z pochodzenia Polakiem, może w pierwszej chwili wydawać się szokująca. Ale skoro lud nasz wierzy, że nawet Pan Bóg jest Polakiem, skąd to zdziwienie? Nasza matka, a właściwie „babka królów”, nazywała się Julia Hauke. 

Jej dziadek przybył w XVII wieku do Polski z Saksonii jako wykładowca w szkole artylerii. Błyskawicznie spolszczył się, a jego syn Maurycy, jako szczery patriota, walczył w wojnie polsko-rosyjskiej, insurekcji kościuszkowskiej, dołączył do Legionów we Włoszech i zostawszy generałem napoleońskim, ruszył na Moskwę. Szczęście opuściło go dopiero w nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku, kiedy powstańcy ze Szkoły Podchorążych wezwali go, by stanął na ich czele. Potraktował ich jak bandę gówniarzy i nakazał wracać do koszar. Ci nie zdzierżyli. W efekcie w ciele generała naliczono 19 kul. Tu historia się zaczyna za sprawą jego córki, 6-letniej Julii, która przygarnięta przez cara Mikołaja I błąkała się

     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze