Bardzo Nowy Amsterdam

Felieton [Wrzutka]

Podobno żeby zobaczyć przyszłość, należy odwiedzić Amerykę. Kiedyś taka wizyta budziła otuchę i nadzieję. Dziś częściej przerażenie. Zarwałem ostatnio kilka nocy i obejrzałem serial „New Amsterdam”, rozgrywający się w scenerii nowojorskiego szpitala komunalnego. 

15 tysięcy pacjentów, 5 tysięcy personelu. Młody dyrektor, piękne aktorki, wartka fabuła… A jednak z każdym odcinkiem czułem potworną indoktrynację. Nie ma odcinka, który nie wywoływałby mojego moralnego sprzeciwu. Poczynając od tego, że nie funkcjonuje tam coś takiego jak klauzula sumienia. Owszem, lekarze dają z siebie wszystko, ale… Na przykład nie jestem zwolennikiem informowania pacjenta o najgorszym. Rodzinę, owszem, ale mówienie nastolatce, że wkrótce umrze, bez cienia nadziei, to coś, czego nie robi się nawet wobec morderców skazanych na śmierć, którzy do ostatniej chwili żyją nadzieją uzyskania łaski. Specyficzny jest stosunek do eutanazji. Lekarka zostawia pastylki pacjentce, aby ta mogła

     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze