Mierzwa pandemii

Felieton [Wrzutka]

Co zapamiętamy z mijającego roku – nudę przymusowej izolacji, przypominającą nam, starszakom, stan wojenny, oraz brzydotę ulicznego buntu, mimo że prym wiodła płeć nazywana piękną, który wylał się na nasze miasta prawdziwym szambem? 

Wyzwalaczem okazała się pandemia. Strach, dezintegracja, poczucie osamotnienia poszukały sobie ujścia. Należało jeszcze pokazać wroga. Znaleziono go łatwo, teraz łatwym celem okazał się Kościół i władza. Pojawiły się hasła domagające się otwartej wojny i rewolucji. Zwracał wprawdzie uwagę brak programów, przebijało się właściwie tylko jedno hasło – prawo do zabijania nienarodzonych, ale na pierwszy ogień to wystarczyło. A materiał ludzki? Tłumy przymusowo wagarującej z racji pandemii młodzieży, która nie miała dotąd żadnego zbiorowego przeżycia. W PRL-u pokoleniowe bunty zdarzały się regularnie co 12 lat – 1956, 1968, 1981… Dla następnych roczników poza upadkiem komuny i przeżyciem, jakim była śmierć papieża, nie było już

     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze