Przyjaciół (Rosji) poznaje się w biedzie. Hipokryzja poszukiwaczy „narracji Kremla”

fot. PAP/EPA / CHARLES PLATIAU / POOL
fot. PAP/EPA / CHARLES PLATIAU / POOL

ŚWIAT [Rosja, propaganda, walka o wpływy]

Trump i Kaczyński – agenci Putina. Brzmi absurdalnie? Nie szkodzi. Właściwie od początku rządów obecnej administracji w USA oraz Zjednoczonej Prawicy w Polsce słyszymy taki zarzut niemal bez przerwy. Nieważne, że fakty mówią co innego. Nieważne, że taki zarzut stawiają politycy i media, którzy kiedyś piali z zachwytu nad „resetem” stosunków Zachodu z Władimirem Putinem. A dziś znów służą rosyjskiej sprawie.

Próby przyklejenia Trumpowi i jego ekipie łatki „prorosyjskiej administracji” znane są powszechnie. Zaczęło się oczywiście od tego, że obecny prezydent USA miał wygrać tylko dzięki ingerencji rosyjskich służb w kampanię wyborczą. Znaczy się: agent Kremla. To, że przez następne cztery lata USA prowadziły i prowadzą politykę zdecydowanie uderzająca w interesy Rosji i można zaryzykować twierdzenie, że ostatnią administracją amerykańską, która tak mocno napsuła krwi Moskwie, była ta z czasów Ronalda Reagana, to nieważne. Cokolwiek Trump by robił, to robi

11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze