Armenia przegrała wojnę. Wiarołomny sojusznik z Moskwy

ŚWIAT [Armenia, Rosja, Azerbejdżan, Górski Karabach]

Kolejna wojna o Górski Karabach nie musiała skończyć się klęską Armenii. Wystarczyłoby, aby Rosja interweniowała wcześniej. Ale Moskwa czekała, aż Ormianie się wykrwawią. Ważniejsze dla niej było umocnienie swojej pozycji na Kaukazie niż udzielenie pomocy swemu najwierniejszemu sojusznikowi.   To czwarte podejście do wstrzymania działań wojennych w rozpoczętej pod koniec września wojnie i tym razem, jak wszystko na to wskazuje, skuteczne. Armenia znalazła się bowiem na skraju kompletnej klęski, więc z pokorą przyjęła warunki Rosji i Azerbejdżanu. Tak naprawdę bowiem, patrząc na przebieg wojny i warunki pokoju, Moskwa sojusznikiem Armenii była tylko na papierze, w rzeczywistości czekała na porażkę nieprzychylnie ocenianego przez Kreml rządu w Erywaniu. Rozpoczętej 27 września przez Azerbejdżan wojnie kres położyło porozumienie zawarte w nocy z 9 na 10 listopada przez premiera Armenii Nikola Paszyniana, prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa i prezydenta Rosji Władimira
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze