Ostatni więzień Kiszczaka

Korespondent z Warszawy

Józef Szaniawski urodził się w 1944 r. we Lwowie, wychował się w Warszawie. Skończył historię na UW. W 1970 r. podjął pracę w redakcji Dokumentacji i Analiz Polskiej Agencji Prasowej. Z PAP pochodziły nie tylko informacje podawane w radiu, telewizji i gazetach, w agencji przygotowywano też tajne biuletyny dla wyższych funkcjonariuszy reżimu komunistycznego w Polsce. Wspominał: „Byłem jeszcze kawalerem, więc często wyznaczano mnie na nocną zmianę. Przychodziło się na dwudziestą i wychodziło o ósmej rano”. Pomocą przy przesuwaniu biurek zaskarbił sobie sympatię sprzątaczek. „Kiedy sprzątały nocą, wszystkie »tajne« pokoje były pootwierane. Łatwy był dostęp do tej »wiedzy tajemnej«, którą komuniści tak bardzo chronili przed społeczeństwem. Paradoksalnie, właśnie praca w PAP-ie uczyła mnie antykomunizmu”.

Mateusz Wyrwich w „Niedzieli” opisuje, jak Szaniawskiemu udało się wyjechać do Berlina Zachodniego, gdzie w czasie urlopu pracował najpierw na zmywaku, a potem jako barman we włoskiej restauracji. Kilka dni po przyjeździe nawiązał kontakt ze znienawidzonym przez komunistów Radiem Wolna Europa. „Miałem dostęp do informacji i postanowiłem zrobić z tego użytek. Wiedziałem też, że Polacy dowiadują się o wielu sprawach tylko z rozgłośni zagranicznych”. Później poznał dyrektora RWE Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który podkreślał, że korespondent z Warszawy „nie otrzymywał żadnych pieniędzy z RWE, działał z pobudek ideowych i patriotycznych, pro publico bono”. Szaniawski po powrocie do Warszawy zaczął przesyłać do Monachium swoje korespondencje i tajne biuletyny PAP. Podobno swoje materiały wysyłał wrzucając je zwyczajnie do skrzynki pocztowej. Służba Bezpieczeństwa wyznaczyła swoim pracownikom nagrodę za schwytanie „korespondenta z Warszawy” w wysokości 32 talonów na samochody. Złapali go dopiero po 11 latach. Zdążył w tym czasie napisać i wysłać do RWE ponad 500 relacji.

Ostatni więzień PRL-u...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: