Trump ograł Iran i media. Krzyki o wojnie nie pomogły

Donald Trump nie wywołał wcale wojny, ale powrócił do jednej z najskuteczniejszych strategii amerykańskiej potęgi militarnej: odstraszania. Przywódcy w Teheranie okazali się być dużo bardziej racjonalni niż ich wojenno-religijna retoryka.

Gdy napięcie wokół Iranu rosło, jedną z najpopularniejszych metafor używaną przez silących się na oryginalność publicystów było przywoływanie filmu „Wag the Dog” („Fakty i Akty”), w którym dwóch speców od telewizji fabrykuje informacje o rzekomej wojnie toczonej przez USA w Albanii. Wojenne wzmożenie ma pomóc odwrócić uwagę od seksskandalu, w który wmieszany był fikcyjny filmowy prezydent. Metafora nietrudna do odpakowania. W domyśle – Trump chce wyciągnąć z kapelusza wojnę z Iranem po to, by przykryć swoje kłopoty związane z procedurą impeachmentu.
Problem w tym, że po pierwsze, kłopoty Trumpa z impeachmentem są mocno przeszacowane. Prezydentowi pozostaje czekać na głosowanie w Senacie, którego wynik jest zasadniczo przesądzony i będzie dla Trumpa korzystny. Po drugie, jeśli ktoś był odpowiedzialny za stworzenie inscenizacji wojny i podbijanie wojennego wzmożenia, to były to raczej właśnie media. Gdy opadł kurz, okazało się, że odpowiedź Iranu wygląda raczej jak kapitulacja niż eskalacja, a krwiożerczy, pragnący wojny Trump zatweetował: „Wszystko jest w porządku”.

Kroniki histerii
Nie tylko w Polsce, ale także w USA wiadomość o zabiciu Kasema Sulejmaniego wywołała wybuch wojennej histerii, która osiągnęła jeszcze wyższy poziom w nocy z wtorku na środę, gdy w mediach zaczęły pojawiać się informacje o ataku rakietowym wymierzonym w amerykańskie bazy. Bez większego zastanowienia przekazywano dalej zmanipulowane filmy, rzekomo ukazujące moment uderzenia rakiet w bazy czy informację irańskiej telewizji o tym, że atak pochłonął 80 ofiar po stronie USA. Większość jeszcze niedawno szanujących się mediów uznała, że w grze, w której stawką jest udowodnienie tezy: „Trump...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: