Star Wars: Zakończenie? OTO KANON POPKULTURY

W grudniu na ekrany kin ma wejść dziewiąta część „Gwiezdnych wojen”. Film „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie” zwieńczy trzecią trylogię cyklu, który od końca lat 70. wyznacza trendy w kinie i o wiele szerzej pojętej popkulturze.

Jak to bywa w przypadku tytułów będących dla swoich fanów czymś więcej niż tylko jedną z setek zapełniających ekrany kin i telewizorów produkcji, sporym oczekiwaniom towarzyszą jeszcze większe kontrowersje. Tym razem głównym przedmiotem sporu jest sam tytuł filmu.

Awantura o tytuł
Na całym świecie trzeci film trzeciej trylogii nosi tytuł „Star Wars: The Rise of Skywalker”. Tymczasem w Japonii dystrybutor zdecydował się na drobną zmianę i tamtejsi widzowie zimą obejrzą „Star Wars: Dawn of Skywalker”. „Powstanie” (lub „Odrodzenie”) zostanie tam zastąpione przez „Świt” – i to właśnie stało się zarzewiem konfliktu. Japoński tytuł przypadł bowiem do gustu fanom serii na całym świecie i coraz więcej pojawia się głosów, żądań wręcz, by dalekowschodnia mutacja stała się wersją obowiązującą.
Mający prawa do franczyzy („Gwiezdne wojny” jako komercyjny fenomen i sukces handlowy działają bowiem na tej samej zasadzie co Żabki i McDonaldy) Disney prawdopodobnie przeczeka tę burzę, bowiem kosmetyczna na pozór zmiana to przecież potężny wydatek zarówno przy samej produkcji filmu, jak i jego promocji. Skąd bierze się niechęć fanów do oficjalnego tytułu?

Zginął, lecz powróci
Poprzedni film serii, „Ostatni Jedi” Riana Johnsona z 2017 roku kończy się w chwili, gdy do Rey i pozostałych rebeliantów dociera wiadomość o śmierci Luke’a Skywalkera, który zjednoczył się z mocą po pojedynku z Kylo Renem (wnukiem Dartha Vadera i swoim siostrzeńcem), dowodzącym siłami Najwyższego Porządku. Najpotężniejszy Jedi poświęca się więc, by umożliwić ucieczkę i przegrupowanie chwilowo osłabionemu Ruchowi Oporu, którego dalsze przeznaczenie wydaje się oczywiste, skoro w...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: