Ad hitlerum

Dziennikarz w opresji

Każdy właściwie bardziej znany i niewygodny dziennikarz z prawej strony spotkał się z nagonką ze strony władzy. Czy to pozbawiano go pracy, czy obsypywano oszczerstwami, bądź, jak w wypadku Ewy Stankiewicz, posuwano się do przemocy fizycznej w obecności kamer. W wypadku Niesiołowskiego przekroczono jednak pewną barierę. I nie chodzi tu o same zachowanie Niesiołowskiego, ale o reakcję na nie. Pełna pobłażliwość PO, bagatelizacja, a wręcz poparcie ze strony największego, „nie-tabloidowego” (sic) dziennika polskiego, czyli „Gazety Wyborczej” – to nowa jakość w polskiej pornografii politycznej. Bardziej niż na samym jednostkowym wyczynie Niesiołowskiego warto więc skupić się na nowomowie, która pojawiła się przy usprawiedliwianiu jego czynów. Ponieważ grymas i obrzydliwość tzw. Niesioła prędzej czy później odejdzie do lamusa. Ten słaby, a jednocześnie agresywny i skorumpowany rząd upadnie. Ale przemiana języka to coś, co odkręca się latami. Najbardziej znany komentator rewolucji francuskiej, wspaniały filozof angielski Edmund Burke, stwierdził: „Wściekłość i szaleństwo mogą w pół godziny zniszczyć więcej niż roztropność, namysł i przezorność potrafią zbudować w ciągu stu lat”. Mając świadomość różnicy między wydarzeniami dziś w Polsce a krwawym terrorem we Francji, należy jednak stwierdzić, że to, co obserwujemy, jest swoistą próbą zgwałcenia duszy obywatela za pomocą rewolucji. A utrwalenie gwałtu jest możliwe tylko poprzez utrwalenie określonego języka. W tym tkwi zło tego, co się dzieje. Dwadzieścia lat ciężkiej, jakże często nieudanej, jakże często niepełnej próby demokratyzacji naszej rzeczywistości mogą zostać rozsypane jednym plunięciem Stefana Niesiołowskiego i bandy jego pomagierów dzielnie racjonalizujących ten akt.

Dewastacja dusz

Klasycy, a szczególnie Platon i Arystoteles, stwierdzali jasno. Państwo jest wyrazem wspólnoty. Nie da się oderwać struktur władzy od...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: