Wielka rozgrywka o przekop Mierzei. Magia liczb

Ta inwestycja od lat budzi emocje. Dla jednych jest to polska racja stanu i okno na świat dla regionu, a dla innych wyrzucone pieniądze w błoto i idea, którą trzeba za wszelką cenę zwalczać. Wszystko wskazuje na to, że w tej wojnie informacyjnej kluczową rolę odegrają argumenty ekologiczne.

Czy przekop Mierzei Wiślanej to duża inwestycja? Wszystko zależy, jakiej skali użyjemy. Liczby bezwzględne nie są imponujące. 1260 metrów długości to droga, którą mistrz świata w biegu na 1000 metrów pokona z pewnością w mniej niż 3,5 minuty. Przepłynięcie maksymalnej szerokości kanału (60 metrów) najlepszemu pływakowi świata zajmie mniej niż pół minuty. Inwestycji nijak nie da się porównać z innymi tego typu przedsięwzięciami – nie dość, że na świecie, to nawet w basenie morza bałtyckiego. Gdyby bowiem porównać przekop Mierzei Wiślanej z budową przeprawy przez cieśninę Sund, która połączyła duńską Kopenhagę ze szwedzkim Malmö, to wypadałoby się tylko uśmiechnąć. Skandynawska konstrukcja składa się z trzech elementów: 3,5 km tunelu zlokalizowanego na terenie Danii, sztucznej wyspy o długości ponad 4 km i prawie 8 km mostu nad cieśniną. Ten ostatni element jest chyba najbardziej widowiskowy. Kilkadziesiąt filarów, z których najwyższy ma ponad 200 metrów, dziesiątki tys. ton betonu wydają się wręcz razić ogromem prac przy naszym skromnym przekopie. Obu inwestycji nie da się też porównać w kwestii kosztów. Nasza to około 800–900 mln zł. Szwecja i Dania na swoje technologiczne cudo wydały ponad 20 mld zł. Ktoś powie – Polaków, w przeciwieństwie do Szwedów, na to nie stać. To prawda, ale było nas stać na budowę Stadionu Narodowego za 2 mld zł, gdy Szwedzi swoją Friends Arenę wybudowali w tym samym czasie za nieco ponad 900 mln zł (był to pierwszy obiekt tego typu klimatyzowany).

Priorytety
Aż trudno sobie nie zadać pytania, dlaczego jeszcze tego kawałka ziemi nie przekopaliśmy, faktycznie walkowerem oddając Rosjanom...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: