Rodzinny wymiar niepodległości

Dodano: 13/11/2018 - Nr 46 z 14 listopada 2018

Felieton [Wrzutka]

Dla współczesnych pokoleń Polaków Niepodległość, której jubileusz świętujemy, to wspomnienie jakiejś zamierzchłej przeszłości. Dokładnie czymś takim w szkolnych latach była dla mnie rocznica Powstania Styczniowego. Natomiast międzywojnie odczuwałem jako byt niedawny, bliski, znajomy. Opowiadała mi babcia Karczewska, że jako 15-latka biegała na patriotyczne demonstracje na plac Zamkowy, a że była malutka i drobniutka, żaden Kozak jej nie wypłazował, bo nieludzki carat unikał masakrowania dzieci. Dziadek, wzięty do armii carskiej, ledwie wrócił, znalazł się w Wojsku Polskim i wziął udział w Bitwie Warszawskiej. Brat dziadka, kontrrewolucjonista, służył w Dywizji Syberyjskiej, przebił się do Mandżurii i zaczął układać sobie życie, ale gdy wybuchła niepodległość, wrócił do kraju i też poszedł się bić. W epoce Cudu nad Wisłą mój drugi dziadek, Franciszek Wolski, dowodził obroną cywilną Biłgoraja, babcia była liderką narodowej organizacji kobiecej. Synów też wychował dobrze
     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze