I wchodzi Biedroń, cały na biało

Nie wierzę Grekom, nawet gdy przynoszą dary – powiada przysłowie. Jak ulał pasuje ono jako komentarz do zrównującego z ziemią opozycję tekstu, który pojawił się w prestiżowym amerykańskim dwumiesięczniku „Foregin Policy”.


Diagnoza polskiej sceny politycznej przeprowadzona przez „FP” mogłaby śmiało ukazać się na łamach „Gazety Polskiej”. Dla części naszych Czytelników może wydać się to zaskakujące, że tytuł, który rozpisywał się o rzekomym „polskim autorytaryzmie” pod rządami Zjednoczonej Prawicy, wykazał się trzeźwością osądu co do polskich realiów. Zanim okaże się, dlaczego, oto garść wyimków:
„FP” pisze, że po pierwszej turze wyborów samorządowych rozmieniona na drobne opozycja nie tylko nie ma prawa ogłaszać zwycięstwa, ale ma spore powody do zmartwień. Owszem, wyjątkiem są bańki wielkich miast, których mieszkańców w dużej mierze udało się przekonać, że „wszystko będzie lepsze niż PiS”. Ale trwają oni tylko niczym ostatnie szańce obrony starego porządku – tego, aby „było tak, jak było”.
Już na wstępie autorzy analizy zwracają uwagę, że: „Czytając jedynie międzynarodowe nagłówki o Polsce – ataki na demokrację, masowe uliczne protesty, konflikt z Unią Europejską – można było odnieść wrażenie, że polski rząd jest w permanentnym oblężeniu. W rzeczywistości rządząca partia znajduje się w dość wygodnej pozycji: jest wysoko w sondażach i stawia czoło mało wiarygodnemu wyzwaniu ze strony opozycji”. 


Przejrzeli na oczy
To oczywiste dla każdego rozumnego obserwatora polskiej polityki spostrzeżenie jest w opiniotwórczych kręgach na Zachodzie przełomem. Zachodnie media, które w swoim myśleniu życzeniowym od trzech lat kreślą wizję polityków PiS już-już wywożonych na śmietnik historii przez Komitet Obrony Demokracji, będą musiały zrewidować swoją optykę. Nie dość, że PiS trzyma się mocno, to powiększa stan posiadania, realizuje obietnice i nie widzi przeszkód przed kolejnymi wyborami....
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: