Na włoskiej skórze

Stefano Cucchi. To imię i nazwisko zna każdy Włoch. Sprawa jego śmierci w 2009 roku powraca co chwilę na czołówki gazet. W tych dniach z dwóch powodów – Netflix wypuścił doskonały film oparty na tej historii, a sam casus po raz kolejny trafił na wokandę, dzięki nowym zeznaniom jednego z karabinierów.

Tymczasem minister spraw wewnętrznych i wicepremier Włoch Matteo Salvini podkreśla, że ta i podobne sprawy to wyjątki i nie powinny one przesłaniać prawdziwego wizerunku stróżów prawa, którzy na co dzień odważnie stają w obronie porządku i obywateli. To wszystko dzieje się niejako w tle ostrego zwarcia między rządem włoskim a Brukselą w sprawie przyszłorocznego budżetu. Gdy dodamy do tego sprawę gwałtu w rzymskiej dzielnicy San Lorenzo, jakiego dopuścili się imigranci z Afryki na 16-letniej dziewczynie, która zmarła po dwunastogodzinnym koszmarze – to mamy obraz tego, jak wielowymiarowe są obecne problemy Włoch.
Słowo „lo spread” było w ostatnich tygodniach wymieniane we włoskiej prasie tysiące razy. Różnica między rentownością obligacji włoskiego państwa (Btp) a tymi niemieckimi (Bund) po informacjach o planowanych przez rząd zmianach w budżecie skoczyła do wysokości ponad 300 punktów. Agencje ratingowe zaczęły obniżać swoje prognozy, a Komisja Europejska w końcu odesłała projekt budżetu do Włoch, dając trzy tygodnie na jego poprawienie. Chodzi o zbyt wysokie wydatki i o to, iż stosunek deficytu do PKB z planowanych wcześniej 1,8 proc. został wywindowany na 2,4 proc. Co ciekawe, konserwatywni publicyści przypomnieli wyższe deficyty państw unijnych aprobowane wcześniej przez Brukselę i przez nią nieodrzucane. Czyżby byli równi i równiejsi?

Nie zmienimy ani przecinka
Komisarz Pierre Moscovici został zapytany w trakcie konferencji prasowej przez włoskiego dziennikarza o słowa, jakie kiedyś wypowiedział w jednym z wywiadów dla francuskiej prasy (był wtedy członkiem francuskiego rządu) i które brzmiały,...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: