Honor armii

Książka [Sprawa Dreyfusa]

Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie oglądany w czarno-białej telewizji PRL-u film „Oskarżam”. Emil Zola rzucający oskarżenie w twarz prezydentowi republiki, szefom armii, prasie, większości opinii publicznej, w obronie jednego człowieka, kapitana Alfreda Dreyfusa, Żyda, niewinnego człowieka oskarżonego o współpracę z wrogim wywiadem. Historia faktycznie czarno-biała z happy endem. Jak wiadomo, po latach Dreyfus wrócił z Diabelskiej Wyspy, został zrehabilitowany. Jednak dopiero powieść „Oficer i szpieg” Roberta Harrisa uświadomiła mi cenę, jaką społeczeństwo francuskie zapłaciło za aferę. Za beznadziejną obronę kłamstwa w imię fałszywie pojętego „honoru armii”. Przegrali winni, łącznie z prawdziwym szpiegiem, mjr. Esterhazy, przegrało szefostwo armii, ale przegrała również Francja, tradycjonalistyczna, patriotyczna, katolicka, która stanęła po niewłaściwej stronie. I nigdy już się nie podniosła. Garstka durniów skompromitowała prawicę, wyniosła do władzy radykałów
     
63%
pozostało do przeczytania: 37%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze