Nadłuższa wojna nowoczesnej Ameryki

Dodano: 27/03/2012 - Nr 13 z 28 marca 2012

Na początku był mak i liście koki. Mak to marycha i heroina, koka – kokaina. Ta pierwsza gwarantuje zwidy, druga energetycznego kopa. Pierwszej królestwem było Peru i Kolumbia, drugiej północne bezdrożna Meksyku. Z czasem podział przestał być oczywisty, zwłaszcza kiedy wyeliminowano parę kolumbijskich potentatów narkotykowych (np. Escobara). W świecie, który nie znosi próżni, ich rolę przejęli Meksykanie. Zresztą trwająca wojna z narkobiznesem ma kształt sinusoidy – raz górą są władze, raz mafiozi. Oczywiście mam na myśli władze USA (zresztą często w swoich działaniach sprzeczne, np. nieustannie skonfliktowane agencje CIA i DEA), w Meksyku aparat jest doszczętnie skorumpowany od dołu do góry, a kiedy prezydent Calderon w roku 2006 postanowił ten stan zmienić, wybuchła wojna na wielką skalę. A właściwie szereg wojen, bo obok walk rządu z kartelami toczyły się wojny wewnętrzne i będące ich odpryskiem uliczne starcia wszystkich ze wszystkimi. Paradoksalnie sukcesy „dużej wojny”,
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze