Pokój Putina, czyli jeszcze więcej krwi. Sypie się rosyjsko-turecki sojusz

„Strefy deeskalacji” miały być oazami bezpieczeństwa, a Moskwa jego gwarantem. Jednak miesiąc po ogłoszeniu przez Putina końca wojny rosyjskie lotnictwo znów morduje ludność cywilną. Oddziały Asada chcą dobić rebelię, ale sytuację może skomplikować inwazja turecka. Cel jak zawsze ten sam – rozbić Kurdów. Tym jednak pomagają Amerykanie, a Turków straszy też Damaszek.



Władimir Putin 11 grudnia w bazie wojskowej Hmejmim obwieścił rosyjskie zwycięstwo w Syrii i początek wycofywania kontyngentu. Niemal dokładnie miesiąc później ONZ ogłosiła, że w tym okresie liczba uchodźców w prowincjach Hama i Idlib zwiększyła się o prawie 100 tys. Oddziały wierne Baszarowi al-Asadowi zaatakowały rebeliantów w „strefie deeskalacji” na północy Syrii. To samo zresztą dzieje się w rejonie Damaszku, gdzie „strefa deeskalacji” obejmuje enklawę Wschodniej Ghuty.



Panika w Idlib

Ucieczka tysięcy mieszkańców prowincji Idlib to skutek zmasowanych nalotów i ostrzału artylerii w pierwszych dniach rządowej ofensywy. Wierne Asadowi oddziały, w tym Hezbollah, wspierane przez rosyjskie lotnictwo, zaatakowały 26 grudnia. Jednym z najbardziej tragicznych dni był 8 stycznia. W nalotach zginęło wtedy co najmniej 21 cywilów, w tym ośmioro dzieci. Najciężej bombardowana jest południowo-wschodnia część prowincji – w miejscowości Sindżar zginęło 11 osób z jednej rodziny. Paniczny strach budzą nie tylko bomby, ale też rosyjskie ciężkie wyrzutnie termobarycznych pocisków rakietowych, które zamieniają w popiół nawet ludzi ukrytych w schronach czy ziemiankach. Celem ostatecznym operacji jest stolica prowincji, nosząca taką samą nazwę Idlib. Ale pierwsza faza to zajęcie Abu ad-Duhur. To miasto i strategicznie ważna baza powietrzna położona na krańcu Pustyni Syryjskiej. Jej zajęcie i utrzymanie przez wojska reżimu oznaczać będzie rozcięcie największego bastionu rebelii na pół. Potem wschodnia, bardziej pustynna część...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: