Blackouty nam niestraszne. Rynek mocy w polskiej wersji

W Polsce po 2021 r. nie wystąpią zagrożenia w dostawach energii elektrycznej do odbiorców. Zapewniają to twórcy ustawy wprowadzającej mechanizmy rynku mocy, która ma wkrótce trafić do Sejmu.


Udział na rynku prądu OZE, czyli z odnawialnych źródeł energii, tak promowanych przez UE i ekologiczne lobby, nieustannie rośnie. Dziś jednak wciąż energia z OZE jest droga, przy tym ‒ co jest jej największą wadą ‒ technologia jej magazynowania jest nieefektywna. A to znaczy, że nie można wytworzyć tej energii na zapas. I tu zaczynają się schody.

Obecnie zwiększone zapotrzebowanie na energię występuje podczas największych mrozów (ogrzewanie) i upałów (klimatyzacja, chłodzenie), a w Polsce – właśnie w tym czasie – po prostu nie ma wiatru. Według danych GUS średnia liczba dni słonecznych w roku w największych miastach Polski waha się od 64 w Szczecinie do 92 w Warszawie. Warto dodać, że od 2005 r. na wsparcie OZE w Polsce wydano ponad 30 mld zł!

Gwarantem bezpieczeństwa energetycznego pozostają zatem źródła konwencjonalne, które muszą być w każdej chwili gotowe do uzupełnienia luki energetycznej w chwili, kiedy OZE tej mocy nie dostarczają. Tyle że utrzymywanie takiej gotowości kosztuje. Stąd właśnie potrzeba regulacji prawnych. Elektrownie (węglowe, gazowe) – przykładowo, na co dzień pracując na 70 proc. możliwości – muszą w dowolnej chwili móc „wejść na najwyższe obroty”. To generuje stałe koszty, wymaga też modernizacji i inwestycji.

Środki na nie zapewnić ma niebawem wchodzący pod obrady Sejmu projekt ustawy o rynku mocy. Jego mechanizmy funkcjonują już w najbardziej rozwiniętych państwach na świecie, takich jak USA, Wlk. Brytania czy Francja. Chcą go wprowadzić także Włochy. Jego pojawienie się w naszym kraju wprowadzi rynek dwutowarowy energii elektrycznej. W rynku jednotowarowym, jak dotychczas, podczas aukcji sprzedaje się i kupuje energię elektryczną. Tymczasem rynek mocy przewiduje dodatkowo...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: