Sklep nr 106. Po zamachu w Barcelonie

Jestem człowiekiem opanowanym, ale nie ma bohaterów, gdy jest się pięć metrów od śmierci – mówi „Gazecie Polskiej” senator PiS Stanisław Kogut. Parlamentarzysta wraz z rodziną cudem uniknęli śmierci, gdy na głównym deptaku Barcelony islamscy zamachowcy wjechali furgonetką w tłum, zabijając 13 osób i raniąc ponad sto kolejnych.


La Rambla to jedna z najsłynniejszych atrakcji Barcelony. Znajdują się tu kawiarnie, sklepiki, restauracje. W ubiegły czwartek kierowana przez dżihadystów biała furgonetka wbiła się w tłum spacerowiczów. Pod jej kołami zginęło co najmniej 13 osób, a około 130 zostało rannych.

Kogut: wrogowi tego nie życzę
Barcelońskiej tragedii o włos uniknął Stanisław Kogut. Senator Prawa i Sprawiedliwości w momencie, gdy miał miejsce furiacki atak, znajdował się w jednym ze sklepików tuż przy trasie morderczego rajdu.
– To był taki mały sklepik z pamiątkami FC Barcelona, do którego zaciągnął mnie młodszy wnuk. Szczerze muszę przyznać, że to on uratował nas od niechybnej śmierci. Pięć metrów dalej rozegrała się scena śmierci – mówi senator „Gazecie Polskiej”.
Polityk był w stolicy Katalonii wraz z grupą pielgrzymów. Wszyscy wracali z Lourdes. – W Barcelonie zwiedzaliśmy kościół św. Rodziny i plac Katalonii, spacerowaliśmy feralnym deptakiem – mówi Stanisław Kogut.
Z relacji senatora wyłania się przerażający obraz. Tuż po ataku na miejscu pojawiła się policja, która zabroniła osobom postronnym opuszczać sklepy, w których się znajdowali. Senator wraz z żoną i kilkunastoletnim wnukiem przez kilka godzin chronił się w sklepie „numer 106” – jak sam wspomina.
Policja pojawiła się natychmiast i wydała nakaz zamknięcia witryn. – Byliśmy zamknięci przez blisko sześć godzin. To była zupełnie przypadkowa grupa ludzi. Od dzieci do osób starszych – Hindusi, Rumuni, inne małżeństwo z Polski, z Będzina, jakaś czarnoskóra dziewczyna. Zza zasłoniętej rolety słyszeliśmy na przemian...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: