Milcząca większość

Z perspektywy ostatnich dni można odnieść wrażenie, że większość Polaków zamilkła. Na ulice wyszły (najczęściej w dobrej wierze) spore tłumy ludzi oszukanych, zdezinformowanych, autentycznie przekonanych, że bronią demokracji.

W świat poszedł przekaz o osamotnionej władzy. I co z tego, że sondaże mówią co innego?! Sondaży nie widać! Oczywiście zawsze łatwiej jest atakować władzę, niż ją wspierać, mimo to odnoszę wrażenie, że zbyt wielu Polaków przybrało wygodną pozycję kibica. Oczywiście jako niezłomny optymista liczę, że najważniejsza bitwa kampanii o naprawę Rzeczypospolitej została rozstrzygnięta. Ale jeśli się mylę, jeśli wielkie, zagrożone w swoich interesach siły, wsparte przez jeszcze większe pieniądze z kraju i z zagranicy utrzymają stan wrzenia, zachwieją determinacją reformatorów.

Przeczytałem niedawno, że manifestantów przeciw Dobrej Zmianie jest wielokrotnie mniej niż pielgrzymów do Częstochowy czy uczestników niedzielnych mszy. Tylko że ich głosu nie słychać, podobnie jak brakuje mi silnego stanowiska Kościoła. A przecież on może stracić najwięcej. Jeśli przegramy, sekularyzacja ruszy pełną parą, skończy się i religia w szkołach, i opór przeciw szaleństwom „poprawności”.

Jeśli aktualna władza chce dziś wygrać i wygrywać kolejne wybory, musi zmobilizować milczącą większość społeczeństwa. Musi wyzwolić oddolną aktywność, niekoniecznie wpisaną w partyjne struktury. Jako kraj mamy perspektywy zapierające dech w piersiach – od regionalnego mocarstwa, po centrum chrześcijańskiego odrodzenia Europy, szansę rozkwitu gospodarczego, powrotu Polaków z emigracji, stworzenia rzeczywistej wyspy wolności na morzu targanym oszalałymi falami islamu i lewactwa.

Sukces – Rzeczpospolita Naszych Marzeń – jest bardzo blisko, ale nie wpadnie nam w ręce bez udziału nas wszystkich.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: