USA–Rosja. Nielegałowie blisko Clinton

Teraz wiceszef FBI ds. kontrwywiadowczych Frank Figliuzzi przyznaje, że zakończono operację pod kryptonimem „Ghost Stories”, ponieważ szpiedzy „zbliżyli się bardzo do ich celu”. Wbrew różnym dotychczasowym opiniom podważającym wartościowość tej siatki agentów, bagatelizującym zagrożenie z jej strony czy sprowadzającym ją do osoby Anny Chapman, ci nielegałowie byli bardzo niebezpieczni.

„Tych dziesięciu rosyjskich oficerów wysłano do USA w specjalnej misji zbliżenia się do kluczowych polityków amerykańskich i liderów naszego rządu” – powiedział Figliuzzi. Przyznał, że FBI zareagowało po tym, jak siatka ulokowała jednego z agentów przy urzędniku z administracji Obamy. Urzędniku ważnym, bo z najbliższego otoczenia samej Hillary Clinton. Chodzi o P. J. Crowley, która była wówczas rzeczniczką szefowej dyplomacji. To z nią zaprzyjaźnić miał się jeden z rosyjskich szpiegów.

Crowley nawet temu nie zaprzecza i naiwnie – w e-mailu wysłanym do redakcji „Washington Times” – pisze, że „nie ma powodu uważać, że to sekretarz stanu była specjalnym celem tej siatki szpiegowskiej”.

Ale było jeszcze drugie dojście, chyba nawet groźniejsze. Cynthia Murphy, jak się później okazało oficer SWR Lidia Gurjewa, nawiązała kontakt z prominentnym nowojorskim finansistą, aktywnym w zbieraniu funduszy na cele polityczne, określanym jako „osobisty przyjaciel” urzędnika Gabinetu Obamy. Tym finansistą był Alan Patricof, dyrektor firmy Greycroft LLC. który wspierał finansowo w wyborach kandydatów Partii Demokratycznej, w tym Clinton, kiedy ta była senatorem w Nowym Jorku.

W 2008 r. Patricof zawiadywał też finansami sztabu wyborczego Clinton w prawyborach prezydenckich. Patricof stwierdził, że zatrudnił Murphy do prowadzenia jego osobistych ksiąg rachunkowych. W ten sposób SWR zyskała dostęp do informacji o finansowaniu Demokratów, dotarła do bliskiego współpracownika Clintonów.

Ujawnienie przez FBI dokumentów, fotografii i filmów...
[pozostało do przeczytania 19% tekstu]
Dostęp do artykułów: