WNP - Afera rakietowa

Co udało się ustalić? 12 września zarejestrowany na Łotwie samolot przyleciał z Bengazi (w czasie wojny domowej w Libii siedziba władz powstańczych, miasto często wymieniane w kontekście informacji o rozgrabieniu i wyprzedaży arsenałów Kaddafiego) do Kiszyniowa. Na pokładzie miał mieć 30 t ładunku (później minister obrony Mołdawii zeznał w parlamencie, że było to 60 t).

Z Kiszyniowa samolot odleciał do Armenii – 13 lub 14 września. Co znajdowało się na pokładzie? Kilka typów broni przeciwczołgowej i innych systemów rakietowych wraz z tysiącami sztuk amunicji. Wszystko produkcji sowieckiej. W tym wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe (rodzaj nowoczesnej katiuszy) BM-27 Uragan.

Mołdawskie media ustaliły, a przedstawiciele władz w trakcie przesłuchań w parlamencie potwierdzili, że tajna umowa została zawarta latem tego roku. Wykorzystano pośrednika z Łotwy – Kiszyniów sprzedał firmie Latspetsexport broń za 3,3 mln dol. Minister obrony Vitalie Marinuta utrzymuje, że umowa była legalna, a jego rzecznik bagatelizuje sprawę, przekonując, że to była przestarzała broń.

Ale chyba nie wszystko było w porządku, skoro stanowisko stracił dowódca armii gen. Iurie Dominic. Wojskowi mówią, że działali według instrukcji rządu, a rząd twierdzi, że nic nie wiedział. Prawdopodobnie jednak wiedział, a z generała zrobiono kozła ofiarnego.

Chodziło o przynajmniej częściowe ułagodzenie Azerbejdżanu, który był dotychczas jednym z najbliższych sojuszników Mołdawii we Wspólnocie Niepodległych Państw (WNP), należąc wraz z nią do grupy GUAM, powstałej jako przeciwwaga dla wpływów Moskwy w b. ZSRS. Nic dziwnego, że Baku było wściekłe na wiarołomstwo sojusznika, który sprzedał broń śmiertelnemu wrogowi Armenii.

Nie wiadomo, na czym się afera skończy. Na razie wezwano ambasadora Mołdawii w Baku na dywanik w MSZ, ale też rozmowa prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa z mołdawskim premierem Vladem Filatem. Władze Armenii zaś oficjalnie nie...
[pozostało do przeczytania 19% tekstu]
Dostęp do artykułów: