Kirgiski Putin prezydentem

Dodano: 15/11/2011 - Nr 46 z 16 listopada 2011
Przebieg głosowania pozostawiał sporo do życzenia. Zdaniem zachodnich obserwatorów było wiele uchybień, a wybory nie spełniły standardów OBWE. Protesty przegranych nic jednak nie zmienią. Obaj główni rywale Atambajewa pochodzą z południa kraju i wśród tamtejszych Kirgizów zebrali większość poparcia. Za to Atambajew wziął bardziej zrusyfikowaną północ kraju, a do tego głosy Uzbeków z południa. W Kirgistanie tradycją jest już, że ten, którego wspiera Rosja, dostaje głosy mniejszości. Widzą one w Moskwie protektora i zabezpieczenie przed kirgiskim nacjonalizmem. Dla nich to najlepsza gwarancja, że nie dojdzie do powtórki rzezi z czerwca 2010 r. Nie przypadkiem nazywają 55-letniego Atambajewa „kirgiskim Putinem”. I nie chodzi tylko o to, że kilkakrotnie jeździł do premiera Rosji z wizytą. W Kirgistanie wielu tęskni za silną władzą, mając dość nieustannych zamieszek i niestabilności politycznej, która trwa od półtora roku. Atambajew popiera ideę wstąpienia Kirgistanu do Związku Celnego
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze