Marynarz Miller odmeldowuje się w TVN

Sukces wbrew salonom

Przed ostatnimi wyborami prezydenckimi z 2010 r. salony mobilizowały wszystkie siły, by Bronisław Komorowski wygrał z Jarosławem Kaczyńskim. Udana kampania kandydata postkomunistów Grzegorza Napieralskiego obserwowana była przez nie z niesmakiem, jako niepotrzebne rozbijanie głosów. Wśród postkomunistów byli tacy, jak Włodzimierz Cimoszewicz, którzy zapowiedzieli głosowanie na kandydata PO już przed pierwszą turą. Później, wbrew strategii Napieralskiego i przy aplauzie „GW”, wsparli go m.in. Aleksander Kwaśniewski i Ryszard Kalisz.

Napieralski osiągnął w wyborach prezydenckich sukces (13,68 proc. głosów), przyciągając dwie grupy wyborców – twardy elektorat SLD oraz ten pozyskany dzięki „dyskotekowej” kampanii, wzorowanej na sukcesie discopolowego wizerunku Aleksandra Kwaśniewskiego z 1995 r.

Paradoksalnie, kandydat postkomunistów uzyskał więc dobry wynik wbrew postkomunistycznym salonom. I zapamiętał nazwiska zdrajców, którzy w niego nie wierzyli. Tamten wynik oraz ostatnie niezłe notowania sondażowe (w jednym z badań SLD miało 19 proc. poparcia) spowodowały, że Napieralski przestał być traktowany przez oligarchię jak ubogi krewny. Politycy SLD coraz lepiej traktowani są w TVN. Nasz informator, dobrze znający światek warszawskiej polityki, opowiada: – Obserwuję postępującą fraternizację dziennikarzy TVN i polityków SLD, coraz częściej chodzą wspólnie na imprezy.

Napieralski przeszedł też niedawno na „ty” z Grzegorzem Schetyną. – Obaj są dla siebie Grzesiami, kilka razy pili ze sobą wódkę – opowiada nasz rozmówca.

Kalisz w Senacie? Fantastyczny pomysł!

Wśród tych, którzy wspierali Napieralskiego wbrew salonowi, był Leszek Miller, na nowo przyjęty przez niego w styczniu 2010 r. do SLD. Przypomnijmy, że były premier odszedł z SLD po tym, jak partia ta nie chciała wystawić go jako kandydata do Sejmu, bojąc się, że jego nazwisko odstraszy...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: