Pięć lat archiwum i zdalny dostęp skarbówki. Tyle znaczy polskie zezwolenie

Boisko do gry w piłkę nożną
Boisko piłkarskie

Dwa identyczne zakłady na ten sam mecz, zawarte tej samej minuty, mogą trafić do dwóch zupełnie różnych światów. W jednym powstaje zapis, który przez pięć lat pozostaje do odczytania przez polski urząd, a podmiot przyjmujący pieniądze ma ustawowy obowiązek zawiadomić prokuratora, jeżeli nabierze uzasadnionego podejrzenia. W drugim nie powstaje w Polsce nic. Różnicy nie robi wysokość stawki ani rodzaj zdarzenia. Robi ją jeden dokument i ciąg obowiązków, które z niego wynikają.

 

Zezwolenie nie jest papierem, tylko listą warunków

Ustawa o grach hazardowych z 19 listopada 2009 roku rozstrzyga rzecz w art. 6 ust. 3: działalność w zakresie zakładów wzajemnych może być prowadzona „wyłącznie w punktach przyjmowania zakładów wzajemnych albo przez sieć Internet po uzyskaniu zezwolenia na urządzanie zakładów wzajemnych". Zezwolenia udziela minister właściwy do spraw finansów publicznych, a nie żaden urząd niższego szczebla.

Już następny ustęp zamyka drogę, z której korzysta większość rynku nieobjętego polskim prawem. Art. 6 ust. 5 przewiduje, że taka działalność jest możliwa „wyłącznie w formie spółki akcyjnej lub spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, mającej siedzibę na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej". Nie oddział, nie przedstawicielstwo, nie spółka z rejestru w jurysdykcji, do której nie sięga polski sąd. Spółka z siedzibą tutaj, z zarządem, adresem i majątkiem, po które można sięgnąć.

W praktyce oznacza to, że słowo „legalny" ma w tym sektorze treść normatywną, a nie reklamową. Można je sprawdzić w jednym rejestrze i można wskazać przepisy, które za nim stoją.

Archiwum w czasie rzeczywistym i dostęp zdalny

Najdalej idące obowiązki zebrano w art. 15d. Ustęp drugi przesądza, że operator internetowy może wykorzystywać „wyłącznie stronę internetową, której krajowa domena najwyższego poziomu jest przypisana do polskich stron internetowych". To dlatego adresy, które trafiają do prowadzonego przez resort finansów rejestru domen, są niemal zawsze zagraniczne.

Ustęp trzeci idzie dalej i jest w całości o pamięci. Podmiot urządzający gry przez internet ma obowiązek prowadzić „w czasie rzeczywistym" archiwizację „wszelkich danych związanych z urządzaną grą hazardową, w tym wymienianych między tym podmiotem a uczestnikiem", pozwalających ustalić przebieg i wynik gry, przeprowadzone transakcje oraz dane niezbędne do identyfikacji uczestnika. Urządzenie archiwizujące musi stać w Polsce, Unii Europejskiej albo państwie EFTA należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Ustęp czwarty dopisuje do tego zdanie, które zmienia charakter całej konstrukcji: operator ma obowiązek zapewnić organom Krajowej Administracji Skarbowej „dostęp, w tym dostęp zdalny" do tych danych, wraz z narzędziami i oprogramowaniem. Nie chodzi więc o wydanie akt na żądanie po miesiącach korespondencji. Chodzi o stały kanał odczytu po stronie urzędu.

Ustęp siódmy określa horyzont. Dane są przechowywane przez pięć lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym je zarchiwizowano.

Bukmacher w tej samej kategorii co bank

Drugą warstwę dokłada ustawa z 1 marca 2018 roku o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Jej art. 2 ust. 1 zawiera zamknięty katalog instytucji obowiązanych. W pozycji dwudziestej stoją „podmioty prowadzące działalność w zakresie gier losowych, zakładów wzajemnych, gier w karty i gier na automatach w rozumieniu ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych".

Skutek jest taki, że przyjmujący zakłady wzajemne podlega temu samemu reżimowi identyfikacji klienta, oceny ryzyka i dokumentowania, co bank, notariusz czy dom maklerski. Musi ustalić i zweryfikować tożsamość, rozpoznać ryzyko i zachować dokumentację.

Do tego dochodzi obowiązek meldunkowy. Art. 74 ust. 1 nakazuje instytucji obowiązanej zawiadomić Generalnego Inspektora Informacji Finansowej „o okolicznościach, które mogą wskazywać na podejrzenie popełnienia przestępstwa prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu". Ustęp drugi wyznacza termin: niezwłocznie, „nie później jednak niż w terminie 2 dni roboczych od dnia potwierdzenia" podejrzenia.

Przelew, który zatrzymuje prokurator

Najmniej znany jest art. 89 tej ustawy, a to on ma największe znaczenie dla sportu. Dotyczy sytuacji, w której podejrzenie nie dotyczy prania pieniędzy ani przestępstwa skarbowego, tylko przestępstwa innego rodzaju. Instytucja obowiązana zawiadamia wtedy nie inspektora, lecz „właściwego prokuratora", i to niezwłocznie.

Dalszy ciąg jest jeszcze bardziej konkretny. Do czasu otrzymania postanowienia prokuratora, nie dłużej niż przez dziewięćdziesiąt sześć godzin, instytucja nie przeprowadza transakcji ani innych transakcji obciążających rachunek, na którym zgromadzono te wartości. Jeżeli prokurator wszczyna postępowanie, dokonuje blokady rachunku na okres do sześciu miesięcy.

Korupcja w sporcie jest właśnie takim przestępstwem innego rodzaju. Pieniądze zatrzymuje więc nie regulamin i nie decyzja handlowa operatora, tylko przepis ustawy, a decyzję o dalszym losie środków podejmuje prokurator.

Przepis, który karze także za przekazanie wiedzy

Trzecia warstwa leży w ustawie o sporcie z 25 czerwca 2010 roku. Art. 46 ust. 1 opisuje korupcję sportową: przyjęcie korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy w zamian za nieuczciwe zachowanie mogące mieć wpływ na wynik lub przebieg zawodów zagrożone jest karą pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu.

Osobny czyn opisuje art. 47 i to jest przepis, o którym mówi się najrzadziej. W pełnym brzmieniu: „Kto, mając wiadomość o popełnieniu czynu zabronionego określonego w art. 46, bierze udział w zakładach wzajemnych dotyczących zawodów sportowych, do których odnosi się ta wiadomość, lub ujawnia tę wiedzę w celu wzięcia udziału przez inną osobę w takich zakładach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

Warto przeczytać drugą część tego zdania powoli. Karalne jest nie tylko zawarcie zakładu przez osobę, która wie o ustawieniu zawodów. Karalne jest samo przekazanie tej wiedzy komuś innemu, żeby to on zawarł zakład. Nie trzeba więc niczego wpłacać ani niczego otrzymać, żeby wypełnić znamiona.

Konsekwencje sięgają poza wyrok. Art. 49a ust. 1 pkt 2 stanowi, że w razie skazania sąd nie „może", lecz orzeka zakaz z art. 39 pkt 2aa Kodeksu karnego, czyli zakaz zajmowania stanowiska lub wykonywania zawodu bądź pracy w organach i instytucjach państwowych i samorządu terytorialnego, a także w spółkach prawa handlowego, w których Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego mają co najmniej dziesięć procent akcji lub udziałów. Przy ponownym skazaniu sąd orzeka ten zakaz dożywotnio.

W polskich realiach, w których znaczna część infrastruktury sportowej i sponsoringu opiera się na spółkach z udziałem państwa i samorządów, jest to sankcja dotkliwsza niż wymiar kary.

Ustawodawca zostawił przy tym jedno wyjście. Art. 49 zwalnia od kary tego, kto korzyść wręczył, jeżeli zawiadomił organ powołany do ścigania przestępstw i ujawnił wszystkie istotne okoliczności czynu, zanim organ ten się o nim dowiedział. Cały mechanizm wykrywania stoi więc na dwóch nogach: na zapisie, który powstaje po stronie nadzorowanego podmiotu, i na kalkulacji uczestnika zmowy, dla którego milczenie z czasem przestaje się opłacać.

Czego nie ma po drugiej stronie granicy

Po drugiej stronie tej granicy nie ma lżejszego reżimu. Nie ma zezwolenia, więc nie ma spółki z siedzibą w Polsce, nie ma archiwum, do którego skarbówka miałaby zdalny dostęp, nie ma instytucji obowiązanej, nie ma dwóch dni roboczych na zawiadomienie i nie ma prokuratora, który mógłby zatrzymać przelew. legalny bukmacher to nie przymiotnik marketingowy, tylko skrót od tej listy.

Dla porządku warto dodać, czego ta konstrukcja nie robi. Nie sprawia, że zawody stają się uczciwe, i nie zastępuje pracy związków sportowych ani organów ścigania. Robi jedną rzecz: powoduje, że przepływ pieniędzy związany z zawodami zostawia w Polsce ślad, który ktoś ma obowiązek zauważyć, zgłosić i przechować przez pięć lat. Tam, gdzie zezwolenia nie ma, nie ma też tego obowiązku, a zapis, jeżeli w ogóle powstaje, powstaje poza zasięgiem polskich organów.

To rozróżnienie warto mieć w głowie za każdym razem, gdy w sprawozdaniu ze sportowej afery pojawia się zdanie o „nietypowym ruchu na rynku zakładów". Rynek, o którym da się w Polsce cokolwiek ustalić, to rynek objęty zezwoleniem. Reszta jest niewidoczna nie dlatego, że nikt nie patrzy, lecz dlatego, że nie ma czego oglądać.

LV BET Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o. to legalny bukmacher posiadający zezwolenie Ministerstwa Finansów. Gra u nielegalnych bukmacherów jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem i jest dostępny wyłącznie dla osób pełnoletnich.