Maciej Parowski

Maciej Parowski
Holland czyni z tego opowieść pełną napięcia i studium postaw ludzi w potrzasku. Jej (i Więckiewicza) Socha jest aktywny w działaniu, ratowanie staje się jego pasją, nałogiem, obsesją. Wciąga w to kolegów, ryzykuje. Wdaje się w groźną grę z ukraińskim faszystą, kumplem z kryminału. Uzyskuje pomoc żony, naraża córkę. Rozkochuje w sobie żydowską rodzinę, choć ci ze strachu chcieli go zabić. Krytyka podkreśla, że Holland nie uwzniośla żydowskich bohaterów. W grupie dochodzi do aktów zdrady, do waśni, matka morduje noworodka, bo jego krzyk może ściągnąć Niemców; w kanałach uprawia się seks, kompulsywny, bez miłości. To bodaj filmowa specjalność autorki „Kobiety samotnej”. Groźny jest świat na dole, ale bardziej przerażający na górze. Antysemityzm niemiecki ma klasę. Bo ten polski, jak...
Maciej Parowski
Akcja trwa kilkanaście godzin, reżyser sprowadza to do paru mityngów, spotkań, wściekłych, rozpaczliwych rozmów gniewnych ludzi, którzy ratując własną skórę, muszę znaleźć kozła ofiarnego i jelenia (a właściwie stado jeleni), jakim będą poranni nabywcy śmieciowych aktywów. Nielicznych niezłomnych (Spacey), odwołujących się do dobrej opinii, na którą firma pracowała latami, przekona argument nie do zbicia – wszyscy mamy kredyty do spłacenia. O Bogu, diable i piekle nikt nie wspomina. Max Weber ze swoimi uwagami o protestanckiej, kapitalistycznej mentalności brzmiałby w tym towarzystwie jak ględziarz. Chandor, amerykański debiutant wspierany przez aktorską czołówkę Hollywood, znany dotąd z filmów dokumentalnych i naukowych, pokazuje wszystko niezwykle przekonywająco. Podobno miał ojca...
Maciej Parowski
Łatwo przewidzieć, co się stanie. Piękna służąca zwróci uwagę zgorzkniałego pana, zresztą nie tylko na siebie. Pan makler dowie się dzięki niej, że nad jego głową istnieje świat, o którym nie miał pojęcia, i że są ważniejsze rzeczy od dobrze ugotowanego jajka na miękko. Zrazu nie rozumie, co czuje. Powodowany ciekawością i dobrym sercem pomaga kobietom. Musiały myć się na korytarzu, używać paskudnej toalety, podróżować na górę nie windą, lecz schodami, bo taki był kaprys wścibskiej i złośliwej konsjerżki. Ta, nie dość że nie pozwalała korzystać Hiszpankom z telefonu, to jeszcze nie oddawała im listów. Oto różne formy nowoczesnego niewolnictwa. W skrajnej postaci doprowadza ono do izolowanych obozów pracy, jakie odkryto we Włoszech, i porwań do domów publicznych, jak jest w Niemczech i...
Maciej Parowski
Później sprawy stanęły mniej ostro – sputniki i Voyagery odczarowały kosmos, zimna wojna zelżała, a po misjach Apollo skończyły się i lęki, i gwiezdne marzenia. Toteż u Carpentera zamiast polityki i klimatów kosmicznych ważniejsze są efekty. Także rozkład emocji i racji w grupie oraz to, jak organizuje się ona w walce i uczy odróżniać zainfekowanych od czystych. Ale najważniejsze są obrazy istot rozrywanych przez transformującą w nich obcą formę, co w sensie filmowym zrobiono olśniewająco. Jeśli chodzi o ekspresję, bo nie artyzm, był to krok naprzód wobec tego, co Ridley Scott pokazał w „Alienie”. I milowy skok wobec tego, co sygnalizowano w „Zemście kosmosu”. Heijningen robi podobny film jak Carpenter, tyle że kończy tam, gdzie tamten zaczyna. Kręci prequele. U Amerykanina była mowa o...
Maciej Parowski
Na pierwszym planie kilku działaczy, którzy czują bliski koniec solidarnościowego święta. Najbardziej rozważny przypomina o związkowej kasie, którą trzeba ocalić. Najodważniejszy demaskuje na cmentarzu SB-ków, którzy profanują sowieckie groby, by móc oskarżać ekstremę solidarności. Mają rodziny, swoje sprawy, uczestniczą w zebraniach, szumią na ulicach, umawiają się z kobietami. Pomysł z bankiem nie od razu wydaje się racjonalny. Ale wrzenie narasta, a przesilenie tuż-tuż. Tłem jest tu dolny Śląsk, głównie Wrocław, region dzielny i mocno niesubordynowany. Sprawiała to wyrobiona przemysłowo i społecznie klasa robotnicza i klimat miasta, budowany przez ludzi i instytucje kultury. Stworzyli je przesiedleńcy z kresów, którzy napatrzyli się na bolszewickie zbrodnie i nie mieli złudzeń. Za...
Maciej Parowski
Ten film to szachy. Wielopolowe szachy. Grają instytucje i agenci. Swoi i tamci. Obok Brytyjczyków są kuzyni, Amerykanie. Każda strona najpewniej ma u tej drugiej własne wtyki. Sowiecki kret w brytyjskich szeregach musi zablokować próbę przejścia na brytyjską stronę sowieckiego agenta. Inaczej sam zginie. Anglicy próbują dotrzeć do chętnego zdrajcy z tamtej strony, jeden z nich odkrywa, że to piękna kobieta. Owszem, jest trochę seksu, ale nie ma happy endu. Nie można dopuścić do wycieku informacji, warto zbadać, jakimi kanałami jest przekazywana. Dlatego skłonni do zdrady nie wpadają od razu. Są pułapki, podchody, długie okresy przyczajenia i krwawe rozstrzygnięcie jak grom z jasnego nieba, zaraz znów przykryte następującą po nich szarością. Smailey (Odman), bohater paru powieści Le...
Maciej Parowski
Realizatorzy rozgrywają to z wdziękiem, nie oszczędzając na kasie. Londyn, Paryż, Edynburg powracają w filmie, zawsze w lipcu, raz świeci słońce, raz pada, inny klimat panuje też między bohaterami. Nie umiera sentyment, poczucie nienazwanego przeznaczenia. Kiedy to w końcu – jednocześnie! – spostrzegą, do akcji wkraczają różne rodzaje pecha. Film nakręciła kobieta, więc winowajcą tego dryfowania wokół ścieżek predestynacji będzie głównie mężczyzna. Sturgess, męski i heroiczny Polak z „Niepokonanych”, tu odegra playboya, prymitywną gwiazdę telewizyjnych quizów, któremu dobre urodzenie, kasa i powodzenie u kobiet popsuło charakter. – Pociągają mnie wszystkie kobiety – wyznaje dziewczynie życia, zamiast się oświadczyć. A Emma, mimo że uboższa i zakochana, ma zbyt wiele szacunku do siebie...
Maciej Parowski
Zaczyna się koszmar, ale i farsa. Kapitan z żołnierzem atakują burdel i wykupują, a właściwie porywają dziewczynę. Dochodzi między nimi do bójki o brankę z aktywnym użyciem kałacha. Ale jadą dalej. Kapitan wydaje się łajdakiem, lecz poniewczasie próbuje ratować dziewczynę przed losem wojskowej ścierki. Ona uprosi go, by darował bunt żołnierzowi. Złodzieje ikon rabują dziadka i chłopca. Chłopiec szukając psa, wpada do studni. Pies prowadzi dziadka do wnuka, a ten, ponieważ sam nie da rady pomóc, rusza przez tajgę po ratunek. Jest to nieludzka droga przez mękę. Stężenie bezsensu, zła, interesowności wygląda na tak duże, że nie może się zdarzyć nic dobrego. Ale Bóg Rossa pisze prosto po liniach krzywych. By pomagać i po to, by karcić. Wuj niedorajda nie uniknie ataku sfory, zwłaszcza że...
Maciej Parowski
Obraz jest szary, brzydki. Morze, ląd, podupadająca fabryka, beznadziejne blokowiska – taka Grecja zimą czy późną jesienią wygląda bardziej przygnębiająco niż nasz Sopot czy Władysławowo po sezonie. W dodatku to umieranie ojca, oczekiwanie na wyniki badań, długie chwile milczenia pod kroplówką, w szpitalnych poczekalniach zapowiadają film depresyjny i nudny. A jednak rzecz jest poruszająca, opowieść rozwija się w czasie, uruchamia mechanizm ciekawości i zaspokojenia. Pojawia się też nadzieja, niby niemożliwa, ale wynikła z samej natury. Nietrudno pokładać nadzieję w ładnej dwudziestolatce, w tym, co ona może dać światu, a świat jej. Wystarczy ją obudzić. Fakt, jest nieporadna, niezręczna, zielona. Błaznuje naśladując godowe zachowania, gesty zwierząt oglądane na małym ekranie. Ćwiczy z...
Maciej Parowski
Zarzuca się temu filmowi retoryczność i ilustracyjność, ale rozsadzają go emocje. Mimo że Cronenberg nie skandalizuje obrazem jak w „Crash”, gdzie ofiary wypadków doświadczały ekstazy. Nie wyjmuje bohaterowi kasety z brzucha, co oglądaliśmy w filmie „Videodrom”, będącym alegorią mediów. Człowiek nie staje się tu „Muchą”, a wielki karaluch będący zarazem szpiegowską maszyną do pisania nie instruuje odbytem tępiciela insektów (patrz „Nagi lunch” podług narkomana Burrougsa). Oglądamy za to dramat dla intelektualistów. Oto pociągająca histeryczka, uwodzącą dwu tytanów psychologii naszych czasów. Junga także fizycznie, Freuda przede wszystkim intelektualnie. Sabina Spielrein staje się jednym z katalizatorów ich sporu, jej casus czyni wyraźniejszymi dzielące ich różnice. Jung, który tak wiele...
Maciej Parowski
Panek ma więcej i mniej szczęścia. Nie wojuje z cenzurą, ale pracuje dla widza, który nie oczekuje już od kina powagi, tylko jeszcze więcej tego, co go rozbawiło poprzednio. Tymczasem historia Jakuba Franka (Łukaszewicz), nowego żydowskiego Mesjasza (1726–1791), który się ochrzcił, czynił cuda, pociągnął z sobą wielu wiernych, był więźniem na Jasnej Górze, brylował w Niemczech i Wiedniu – nie da się uchwycić w prostym kinie gatunków. Panek w dodatku komplikuje – samego Franka w filmie mało, a jego świat poznajemy przez pryzmat przygód i dążeń niejakiego Golińskiego (Chyra), byłego ucznia Franka, któremu tenże odebrał żonę. Goliński-odstępca, na którego polują inni członkowie sekty, pisze więc do Wiednia donosy na Franka. Idzie ich tropem zawzięty policjant (Bonaszewski), który ma wrażenie...
Maciej Parowski
Ten film to trochę słuchowisko na ekranie. Ekran skrzy się od dowcipu. Wbrew pozorom jest w tym potoku skarg i zarzutów trochę logicznego i tematycznego porządku. Po kolei przerabiane są pretensje socjologiczne, psychologiczne, towarzyskie, freudowskie (problem mamusi), rodzicielskie, feministyczne (sytuacja niebywałego rozwydrzenia kobiet). Parę razy, gdy pojazd staje, a pasażerowie rozprostowują nogi, przydarzają im się przygody bardziej z kina niż z radia. Najlepsza jest ta na stacji benzynowej z panią z ciastkiem i pieskiem. Kiedy indziej pociągający kociak kusi ich z przydrożnych billboardów. Dlaczego kobiety nie wydają się „Babami…” rozdrażnione? Bo to film nie o nich, tylko o innych, nieznośnych babiszonach? A jeśli nawet, to Koterski pokazuje im przecie, jak wielką mają władzę...
Maciej Parowski
Przez dwa tysiąclecia nic podobnego się nie zdarzyło, aż ateista Moretti postanowił bez kompleksów pograć z ideą papiestwa. Wymyślił kapłana w kryzysie wiary i powołania, co ma świadczyć o zagubieniu współczesnego Kościoła. Tak to będzie czytać liberalna krytyka, która nigdy nie zarzuciła swojej misji dokuczania religii. Żeby jeszcze zagubiony arcykapłan, który w filmie ucieka z Watykanu, poszedł naprawdę w miasto, w lud, odkrył nieznane wcześniej rejony, lepiej pojął wyzwania, ogarnął nowy kształt misji. Ale gdzie tam – on wraca do siebie, do swojej młodości, trafia między aktorów i daje się złapać w teatrze podczas spektaklu Czechowa, który namiętnie oglądał w dzieciństwie. Moretti robi założenie, w moim pojęciu fałszywe, że ludzie Kościoła nie rozumieją świata ani samych siebie. A...
Maciej Parowski
Dwóch w jednym. Potem trzech. Jeśli nie czterech. Oto tajemnica, z której trzeba się oczywiście wyliczyć. Nie literalnie wyjaśnić, odpowiedzieć na wszystkie pytania, to nie kryminał. Ale trzeba dać jakąś propozycję intelektualną, jakąś rację. Kiedy Cara podąża tropem paru osobowości swojego bohatera i dociera do szkoły jednej z jego wersji, jeszcze jest nie najgorzej. Film zaczyna kiksować, gdy matka chłopaka(ów) okazuje się religijną maniaczką, on sam został zamordowany i na planie pojawia się kolejna osobowość – rockmana satanisty. Akcja przenosi się na pustkowia, pani psychiatra wyraźnie szuka guza, jedna z osobowości mnogiej pacjenta porwie jej córkę, narażoną notabene na pokusy szatańskie, bo straciła wiarę po śmierci ojca. I tak w filmie pojawia się problem wiary i niewiary,...
Maciej Parowski
Historia małżeństwa ułana (Borys Szyc), poetyzującego szaławiły, i Oli (Natasza Urbańska), aktorki rewiowej, jest pretekstowa. Jan musi być lewicującym poetą, żeby jego uznanie dla Lermontowa finalnie spowodowało areszt i wpadnięcie w ręce bolszewików. Dzięki temu obejrzymy od wewnątrz wojska agresora i ich barbarzyńskie obyczaje (znakomity Ferency jako czekista Bykowski). Ola w kabaretowych piosenkach odda barwy, emocje ulicy towarzyszące rocznej z górą kampanii; zobaczymy ją też jako kwestarkę, rozpaczającą wdowę nachodzoną przez kapitana idiotę (Bończak), pielęgniarkę w polowym szpitalu, wreszcie żołnierkę na polu bitwy. A przy okazji usłyszymy, jak bardzo „zakazane piosenki”, znane dotąd jako okupacyjne, inspirowały się tym, co śpiewała Warszawa w 1920 r. Hoffman sprowadza...
Maciej Parowski
Ki, czyli Kinga – tak skraca się w filmie wszystkie imiona, nie radzi sobie z trzyletnim synkiem Pio (trusiem), z jego ojcem Anto (nim), który odchodzi, bo jest wygodny i nieodpowiedzialny. Zarazem dziewczyna próbuje podbić świat. Pozuje nago na ASP i zabiera tam synka. Uroiła sobie, że będzie artystką, zrobi performance, uruchomi „strategię feministyczną w drodze do sukcesu”, nakręci serię wywiadów z cyklu „oszustwa prawdy”. Koronnym obrazem jest ona w klatce – chodzi o ograniczenia, jakimi są dla niej synek, kobiecość, macierzyństwo. Reżyser Leszek Dawid umiejętnie wpisał studium charakteru Ki w nową sytuację społeczną. Ki przelotnie wiąże się z mężczyznami, przebywa w towarzystwie koleżanek, z nimi pije, przypala, to one wspierają ją w jej szaleństwach i nierealnych projektach....
Maciej Parowski
W książce oglądamy ich jako istoty bezrefleksyjne, bezradne wobec popędów, okrutne i pamiętliwe. Kino zamienia to w farsę, w groteskę, Hiszpan próbuje bowiem unikać obrzydliwości. Ale – nieoczekiwanie – wyostrza zakończenie, które w powieści było słodsze, sentymentalne. W prozie i filmie rzecz podano w retrospekcjach, bohaterowie i widz rekonstruują, co się wydarzyło. Lekarz (Banderas) po śmierci żony w płomieniach, wynajduje sztuczną niezniszczalną skórę. W zamkniętych, nieustannie monitorowanych zakamarkach jego willi przebywa tajemnicza i piękna Vera (Anaya) naga albo odziana w cieliste body. Gdzieś obok rozwija się wątek córki lekarza, tkwiącej w psychiatryku, gdzie trafiła jako ofiara gwałtu niepozornego podrywacza (Cornet). Lekarz teraz więzi podrywacza, który zostaje poddany...
Maciej Parowski
Co się odwlecze, to nie uciecze. Kilkanaście lat później Cataleya prowokuje wypadek, ląduje w celi, wymyka się z niej w nocy i dokonuje pierwszego mścicielskiego zabójstwa na narkotykowym bossie. Jest już atrakcyjną kobietą, którą gra w filmie Zoe Saldana, była tancerka, znana z roli niepokojącej mieszkanki Pandory z „Avatara” Camerona. Tutaj nie ma już niebieskiego ogona, za to oglądamy jej prawdziwą twarz. Cały film jest serią popisowych scen akcji, mieszanką kina sensacyjnego, kopanego i baletu. Bardzo sprawna fizycznie, bojowo, koncepcyjnie i logistycznie Saldana/Cataleya piętnuje swoje kolejne ofiary obrazem storczyka noszącego jej imię. Dzięki doskonałemu kamuflażowi długo pozostanie nierozpoznana. Idący śladem dziewczyny detektyw (James) niewiele może zrobić. CIA pozostaje...
Maciej Parowski
Gil trafia tam cudem, uciekając w nocny Paryż przed praktyczną narzeczoną (McAdams), jej wścibskimi rodzicami i chełpliwym przyjacielem (Sheen). Spotkanie z dawną bohemą wygląda na spełnienie snów, bo Gilowi od zawsze marzyła się wielka proza, pisana w mieście artystów, bez oglądania się na hollywoodzką kasę… Niedoszła żona, teściowie chcą mu to wybić z głowy. Toteż Gil zagłębia się we współczesne paryskie zaułki, zaprzyjaźnia się ze śliczną bukinistką, zdobywa informacje u pięknej przewodniczki (Bruni). A w przeszłości skutecznie bryluje w światku artystów straconego pokolenia (pokolenia epoki jazzu). Świadectwo swojego faktycznego zabłąkania się w przeszłość znajdzie współcześnie w książce kupionej na bulwarach nad Sekwaną. Tego chwytu reżyser nie wyjaśnia, bo w kinie wolno już...
Maciej Parowski
Przedtem Annie wda się w ryzykowną przygodę organizowania wesela i zaręczyn najlepszej przyjaciółce Lilian (Rudolph). Problem w tym, że Annie jest sceptyczna i zgorzkniała. Mężczyzna zawodzi, cukiernia, którą prowadziła, padła, a klienci, którym sprzedaje biżuterię w sklepie przyjaciela mamy, wierzą w miłość, która przecież nie istnieje. W dodatku zjawia się nowa przyjaciółka panny młodej, Helen (Byrne), nieprzyzwoicie piękna, bogata, ustosunkowana, i kradnie Annie rolę pierwszej druhny. Film jest zbiorem gagów i skeczy, w którym dziewczyny niepodglądane przez mężczyzn rozgrywają swoje opowieści, tajemnice, pragnienia. Annie nieprzyzwoicie rywalizująca z Helen doprowadza do zabawnych awantur i kraks podczas zaręczyn i wesela. Wyganiają ją z samolotu wiozącego ekipę druhen do Vegas,...
Maciej Parowski
Lewandowski rozprawia się z tym dyskretnie, nie operując kategorią typowości, lecz ludzkim dramatem. Syn (Szyc) z ojcem, rozgoryczonym weteranem strajkowym, odstawionym na boczny tor (znakomity Dziędziel) jeżdżą furgonetką do Francji po używaną odzież dla krakowskich szmateksów. Kiedy wychodzi na jaw sprawa domniemanego donosicielstwa, ojciec zamyka się, bagatelizuje swoją winę, zapada u brata we Francji, gdzie go zresztą fetują jako prześladowanego bohatera. Młody się szamocze, nie dowierza ojcu, w dodatku wali się jego układ rodzinny z córką zabitego działacza, z nieufną teściową. Naciskają dziennikarze, nie przyjmują ciuchów chętni dotychczas hurtownicy. Opuszczają przyjaciele. W dodatku rusza rozprawa lustracyjna. Szczęśliwie domniemany oficer prowadzący ojca (Pszoniak) zaprzecza...
Maciej Parowski
Na pewno nie pomocnikiem przy funeralnych ceremoniałach, bo z tym syn musi uporać się samodzielnie. Ogląda zdjęcia, pakuje rzeczy zmarłego, wspomina dzieciństwo i popkulturowe konteksty swojego dojrzewania. W retrospekcjach widać, że cała sytuacja przerastała matkę, która niekochana lawirowała między mężem i synem, wysyłając do młodego dwuznaczne sygnały. Także z tego powodu jest dziś on niedojrzały emocjonalnie. Gęste klimaty filmu zaliczam reżyserowi na plus. Małe były szanse, by nawet stary koń wyszedł bez szwanku z dziwnej atmosfery domu, a później z ostentacji ojca. Dlatego chłopak ma na koncie kilkanaście nieudanych związków, a ze swoim dziwnym doświadczeniem próbuje się uporać z pomocą minimalistycznych komiksów. Wiele w jego wewnętrzne oświecenie wnoszą rozmowy z inteligentnym...
Maciej Parowski
Nie pójdzie jej łatwo. Na placówce trwa polityczne przełożenie wajchy. Kapitan, świński blondyn o urodzie pruskiego oficera, trwoni kapitał zaufania i sympatii, jaki w kontaktach z Tuaregami zgromadził jego poprzednik, empatyczny porucznik (Canet). Ruszają aresztowania, padają pierwsze ofiary. To uniwersalne doświadczenie – w gazecie, fabyce, szkole, korporacji, państwie przejmuje stery zadufany dureń bez charakteru i wyczucia, więc w krótkim czasie wszystko idzie w diabły. Zamiast misji ratunkowej ruszy ekspedycja karna przeciw zbuntowanym Tuaregom. Marie de Beaumont, mimo kategorycznego zakazu, znajdzie sposób, by do niej dołączyć. Sympatyzują z nią Arabowie na żołdzie francuskim, wspiera, ale nie daje się namówić na żadne ekstrawagancje rozgoryczony porucznik. Szybko się okaże, że...
Maciej Parowski
Film Sikory otwiera obraz pokiereszowanej kobiety, człapiącej rankiem na wysokich obcasach przez zapuszczone miasteczko. Ewa ma męża, dom, córkę tańczącą w szkolnym balecie, syna zainteresowanego komputerami. Kiedy mąż traci pracę, a kasy za złom i węgiel z biedaszybów nie starcza – przydarza się fucha sprzątaczki. Ale to pułapka – życzliwa szefowa (Guzik) pokazuje prawdziwą twarz i zmusza Ewę do pracy w burdelu. Ochroniarz, owszem, obroni ją przed brutalami, ale dla osobistej potrzeby potrafi wywołać Ewę z rodzinnej uroczystości. Larry Crowne Hanksa wylatuje na bruk, bo nie ma dyplomu – to pretekst, dołączą doń ci, którzy go zwolnili. Nie poddaje się jednak, zamienia samochód na skuter, likwiduje dom, sprzedaje rzeczy, idzie do szkoły, a tam uczą go otwartości i kreatywności. Sami...
Maciej Parowski
Ale zamiast babrać się we własnych bebechach, reżyser opuścił konwencję dramatu psychologicznego i sięgnął po kino gatunków. Po kino katastroficzne. Katastrofizm to pojęcie worek. Kiedyś oznaczał postawę reprezentowaną m.in. przez Spenglera i Toynbeego, którzy przepowiadali zmierzch kultury Zachodu, przechodzenie jej w stadium cywilizacji, a potem upadek wywołany zanikiem twórczej żarliwości elit, wygodnictwem mas, spętaniem ludzi przez technikę i rozmyciem uczuć metafizycznych. To ostatnie eksponował nasz Witkacy. W latach 70. katastroficzne były filmy jak „Płonący wieżowiec”, „Zagłada „Posejdona”, „Trzęsienie. ziemi”, „Chiński syndrom”. Kino smakowało technologiczne porażki, ale i ostrzegało przed katastrofą, pokazując socjologię kraksy. Później w filmach takich jak „Deep impact” czy...
Maciej Parowski
Kto by oczekiwał takiej ostrości widzenia od „Nie opuszczaj mnie”, dozna zawodu. Za sprawą kruchej bohaterki Joanny (Grabowska), która zupełnie nie może się pozbierać, gdy jej mama (Barszczewska) ląduje w szpitalu z rozpoznaniem raka, wpadamy w halucynacyjny wir sytuacji i osób, z których każda została wytrącona ze stacjonarnej orbity. Ten film to kilka prywatnych końców świata, kilka kameralnych kolapsów anihilujących jakby i czas, i przestrzeń, i uczucia. Matka i córka nie potrafią sobie poradzić z umieraniem, reagują na nową sytuację bezradnością, histerią, kurczowym łapaniem się wspomnień, nostalgią, rozpaczą. Innego umierania – religijnego, duchowego – doznaje młody zakonnik Łukasz (Zieliński), któremu ani sport, ani przełożeni, ani nawet ofiarne opiekowanie się chorymi w szpitalu...
Maciej Parowski
Trueba, reżyser oscarowy, nagrodzony za film aktorski z czasów wojny domowej Hiszpanii, tu z pomocą wybitnego rysownika i animatora oddaje się rekonstrukcji, ale szczególnego rodzaju. W animacji (to teoretyczne spostrzeżenie badaczy) odświeżają się chwyty kina zwykłego. Na przykład spadające kartki z kalendarza, wirujące wskazówki zegara, przyspieszona przemienność pór roku – w kinie realistycznym drażnią dosłownością; w animowanym uwodzą jako sposób filozofowania i opowiadania świata od nowa. Tę syntetyczną animowaną kubańskość uzyskano w „Chico i Ricie” dzięki cudem odnalezionym w Hawanie zdjęciom starych dzielnic, domów, ich wnętrz. W postaci syntetycznego, upiększającego rysunku, ożywione grą świateł, są barwniejsze, ciekawsze, bardziej mitologiczne niż wizerunki realistyczne....
Maciej Parowski
Po krótkim prologu A.D. 1986 lądujemy w 1993 r. Placówki po obu stronach granicy istnieją, tylko granicy właściwie nie ma. Ruben pielęgnuje fobie, wpędzając w rozpacz francuskiego celnika Mathiasa (sam Boon). Mathias zakochany z wzajemnością w Irene (Vird), siostrze Rubena, nie wie, jak powiedzieć o tym jej rodzinie. Toteż Francuz wije się, słuchając tyrad belgijskiego kolegi i znosząc jego afronty, Irene domaga się zdecydowanych działań, ale niechęć Rubena do wszystkiego, co nie belgijskie, wydaje się nie do pokonania. Jak to w komediach – stare kłopoty staną się łatwiejsze do pokonania, kiedy przyjdą nowe. Jeśli zmorą zamkniętych granic są chamscy celnicy, to przy otwartych nosicielami niebezpieczeństw będą handlarze narkotyków. Tu wyglądają humorystycznie, ale Boon–reżyser wie...
Maciej Parowski
Gdzieś był, gdy zakładałem ziemię? Powiedz, jeżeli znasz mądrość. Kto wybadał jej przestworza? Wiesz, kto ją sznurem wymierzył? Na czym się słupy wspierają? Kto założył jej kamień węgielny ku uciesze porannych gwiazd, ku radości wszystkich synów Bożych? Bóg mówi to do Hioba szukającego przyczyny spadających na niego nieszczęść i mąk. Ale także do przyjaciół Hioba, dopatrujących się w jego losie winy i kary. Logika działań Stwórcy nie podlega takim prostym regułom, a piękno i rozległość jego dzieła będą argumentem i obroną. Bo przecież Bóg w jakimś sensie tłumaczy się przed Hiobem. Malick przekłada to Boże wyjaśnienie (i samochwalstwo?) na hipnotyczny cykl obrazów nawiązujących m.in. do Stanleya Kubricka. Miesza perspektywę kosmologiczną, kosmiczną i biologiczną, przekracza...
Maciej Parowski
Zjawiają się atrakcyjna pani prokurator (Ostaszewska) i znużony glina (dawno nieoglądany Bukowski). Kiedyś mieli romans. Przyjeżdża też żona Telaka, dziwnie nieporuszona, opanowana (Stenka). Sprawa wygląda na rutynową, trzeba ustalić chronologię wejść i wyjść z pokoi, pójść tropem wzajemnych oskarżeń podejrzanych. Ale dociekliwość dawnej pary sprawia, że rychło wykroczymy poza miejsce i czas zdarzenia. Wszak rzecz dzieje się w Polsce, wracają nierozliczone lata 80. Szybująca nad Krakowem kamera, ciągły szmer SB-ckich komunikatów przypominają, skąd przybyliśmy i kim jesteśmy. Pani prokurator coraz częściej spotyka się na rynku z komisarzem, a jej mąż (Adamczyk) zaczyna się niepokoić, słysząc w słuchawce hejnał mariacki, kiedy żona jest w pracy. Bardziej denerwuje się demoniczny...
Maciej Parowski
Miejscowi, m.in. innymi dwie dziewczyny (Frycz i Kulig), zamierzają wystartować – pierwsza chce za wygraną urządzić salon fryzjerski w Irlandii, druga ciuła na kurację nieślubnego niemowlaka w inkubatorze. Na estradzie, w centrum jest sejf ze złożoną tam nagrodą ufundowaną przez biznesmena Stukrotnego (Melski), cynika i despoty. Sejf będzie celem zabiegów paru grup, zakonnicy wyprzedzą wszystkich, ale i tak ich wyczyn zarejestrują kamery w podczerwieni. Na szczęście istnieją cuda, no i zbiegi okoliczności. Ten film jest bajką, może baśnią. Dlatego możliwy jest tu ksiądz (Lichota), który weźmie udział w turnieju z zakonnicą, bo przecież taniec też jest rodzajem modlitwy. Możliwa jest też zakonnica buntownik, kombajnem atakująca limuzynę lokalnego despoty. Możliwe są wielokrotne cuda i...
Maciej Parowski
Departament lekceważy ekspertyzę, po czym dochodzi do inwazji. Mister Joseph drukuje w „New York Times” artykuł krytykujący administrację za wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Ta mści się oskarżając Wilsonów o nepotyzm i za pomocą kontrolowanego przecieku dekonspiruje panią Wilson jako agentkę CIA. Jest to przestępstwo, naraża życie agentki i jej informatorów. Jak bywa w kinie amerykańskim, sprawa globalna łamie się tu przez losy jednostek. Mamy męża i żonę, których zatarg z administracją wystawia na nieuzasadnione napaści, konfliktuje ze sobą. Penn i Watts dobrze sobie radzą z tym aktorskim wyzwaniem – są jak należy, solidarni, twardzi i zdeterminowani. Ale kiedy los przyciśnie, zachowują się histerycznie, okazują słabość, gotowość do odwrotu. Sprawa publiczna rozkłada się na...
Maciej Parowski
Wygląda to na spisek matrymonialny. Przeciw żonie przemawiają i sceny wspólnego przyjazdu, i rozbłyski czułych wspomnień Harrisa. Widzom pokazano też jego paszport. Hipoteza amnezji wydaje się nie do utrzymania. Tak reżyser przygotowuje nas do „twistu”, wykręcenia kota ogonem, postawienia akcji na głowie, zmiany moralnych znaków z plusa na minus oraz emocjonalnych identyfikacji. Jak w filmie o duchach, kiedy okazują się nimi ci, których braliśmy za żyjących („Inni”). Tu chodzi o to, że człowiek, którego uważaliśmy za ofiarę, nie do końca nią jest. Finalne wyjaśnienie (trochę w stylu „Syndykatu zbrodni” sprzed półwiecza i „Teorii spisku” sprzed dekady) nie wypada dobrze, wszyscy recenzenci to podkreślają. I nie chodzi tylko o warsztat, ale i – mimo amerykańskiej współprodukcji – o nadto...
Maciej Parowski
Bohaterem filmu jest zbiorowość. Córki, wnuczki, zięciowie, krewni i sąsiedzi okrutnika. Także indyferentni policjanci, z dobrym policjantem (Stryj), który, pozbawiony wsparcia, niewiele może zrobić. Film miesza czasy, oglądamy wydarzenia poprzedzające zabójstwo, krótką scenę linczu i jej zdumiewające prawnicze konsekwencje. Zaranek w rewelacyjnej, choć enigmatycznej interpretacji Komasy (aktor nie chciał się utożsamiać z postacią i grał ją zewnętrznie, na zimno) pojawia się jak rekin w filmach przyrodniczych. Szybki, okrutny, nieprzenikniony – atakuje i znika. Drobiazgowa krytyka ma do reżysera pretensje, że nie pokazał Zaranka głębiej, nie dorobił mu rodowodu. Przecież to nieprawda. Oglądamy podobnych Zarankowi zwyrodnialców i poznajemy ich obyczaje podczas więziennej sceny gwałtu na...
Maciej Parowski
Edi Mora (Cooper) szelma i nieudacznik znalazł się na zakręcie. Nie może napisać powieści, na którą dostał zaliczkę, rozlatuje mu się związek z piękną dziewczyną, facet leci w dół społecznej drabiny. Ale znajomy wręcza mu pastylkę NZT, tajny produkt Pentagonu, CIA, FBI czy innej demonicznej instytucji. Po jej zażyciu los Ediego się odmienia. Powieść powstaje w parę dni i jest z zachwytem przyjęta, Edi błyskawicznie przyswaja obce języki, dokonuje towarzyskich i giełdowych podbojów, a świat – co kamera pokazuje w niesamowitych jazdach – odsłania mu się jako pulsująca przestrzeń danych, wykresów i eksplodujących kolorów. Kto widzi rzeczywistość na wylot, może grać na niej jak na fortepianie. Pytanie, kiedy mu się wyczerpie organizm albo skończą pastylki? Do czasu widz czuje się...
Maciej Parowski
Ten obraz musiał być staroświecki. Alter ego reżysera Ludwika Taschke (Wróblewski) – uczeń, repatriant przyjeżdża z rodzicami i siostrą do powojennego Krakowa ze Lwowa odebranego Rzeczpospolitej. Na ojca czeka praca na poczcie i mieszkanie w poniemieckiej (pożydowskiej) kamienicy. Na syna liceum, w którym spotykają się uciekinierzy, weterani (niedawni powstańcy warszawscy) i nauczyciele żywcem przeniesieni z poprzedniej epoki. Nikt nie jest gotowy na los, jaki zgotowała mu geopolityka i historia. Uradowana publika może na krakowskim rynku podnieść w górę samochód z Mikołajczykiem, ale polscy z nazwy żołnierze sprowokują awanturę, po której co bardziej krewki element zostanie aresztowany, pouczony i zastraszony. Kto tego nie zrozumie, ten zginie w strzelaninie, jak starszy kolega...
Maciej Parowski
Satysfakcja tym większa, że Weir to ceniony mag i wizjoner kina. Jego „Truman show” jest błyskotliwą przypowieścią o mediach inscenizujących prawdę, żyjących tą sztuczną prawdą (reality show). Na początku twórczej drogi wyszła spod ręki Weira pochwała tajemnicy – „Piknik pod wiszącą skałą” – fantazja odwołująca się do faktów, ale przystająca w pokorze na magicznej granicy poznania. W filmie „Ostatnia fala” badał obrzędy Aborygenów australijskich i wizje apokaliptycznego potopu nawiedzającego „białego człowieka”. W „Bez lęku” cudowne ocalenie bohatera z katastrofy lotniczej staje się dla Weira punktem wyjścia do rozważań o grze fatum i przypadku. A były jeszcze filmy znane i lubiane, jak „Zielona karta” czy „Stowarzyszenie umarłych poetów” oraz – u nas pokazane tylko w telewizji – „...
Maciej Parowski
Dzięki tysiącom godzin zdjęciowych przed niebieskim ekranem i pracy na komputerach Majewski mógł połączyć sceny z obrazu z aktorskimi właściwie bez szwów. Gwiazdy kina odtwarzają Bruegla, jego żonę, mecenasa, a statyści figury z obrazu. Film jest kontemplacją dzieła sztuki, aktorską rekonstrukcją i interpretacją, hołdem wreszcie. Malarstwo ożywa, mieszają się przestrzenie, akcje i czasy. Komentują się nawzajem różne rzeczywistości. Wizualnie i intelektualnie jest to olśniewające. Na oczach widza staje się obraz – wyznanie wiary i zapis Męki Pańskiej, lecz też historyczny i ideowy palimpsest, piętrowa alegoria. Chodzi o ukrzyżowanie Chrystusa oraz podbitą i krzyżowaną przez Hiszpanów XVI-wieczną Flandrię, w której obraz powstaje. Bruegel na płótnie, a Majewski na ekranie, na którym trwa...
Maciej Parowski
Ślesicki, któremu w istocie wyszedł jeden porządny film („Tato”, bo „Sara” była już tylko niezła), nie miał szczególnie szyderczego zamiaru. Podwiązał się pod rocznicę, narracyjnie poleciał Altmanem i jego „Na skróty”. Była nadzieja, że synteza pojawi się sama i powstanie film o moralności. Nie pojawiła się i nie powstał. Jest trochę emocjonalnych scen (do tego Ślesicki ma rękę), dużo śmieszności i chaosu. Ale to jeszcze pogarsza sprawę, bo szyderstwo łatwiej byłoby znieść niż brak taktu i elementarnej zręczności. Reżyser odsłania siebie i swoje środowisko jako artystycznie bezradne wobec konfliktów targających dziś Polską. Także pozbawione odwagi. Nie można udawać, że nic nie dzieje się na Krakowskim Przedmieściu, że nikt nie zginął, nikt nikogo nie zabił ani nie skopał, nikt z nikim...
Maciej Parowski
To jest przypadek „Władców umysłów” nakręconych na podstawie dwudziestostronicowej nowelki „Ekipa Dostosowawcza” z 1953 r. Nolfi, autor m.in. „Ultimatum Bourne’a” czy „Ocean” Twelve: Dogrywka”, umie robić dynamiczne kino akcji. Toteż opowieść o mężczyźnie, który spóźnia się do pracy i dzięki temu dostrzega zadziwiającą przerwę w funkcjonowaniu rzeczywistości, zamienia w przypowieść polityczną. U Dicka widać przez chwilę czas i materię, które się rozsypują, tajemnicze ekipy w kombinezonach przeprowadzające naprawy i odbierające pamięć tym, którzy cokolwiek spostrzegli. Bohater niechcący podgląda to wszystko i myśli, że oszalał. U Nolfiego mężczyźni w prochowcach bardzo uważnie obserwują posunięcia i karierę młodego polityka (Damon). A zwłaszcza niepokoi ich stająca na jego drodze piękna...
Maciej Parowski
U Komasy jest podobny wirtualny świat. Też nie dokucza nam jego umowny kształt – nie z powodu wyjątkowego wdzięku, ale dlatego, że pod postaciami heroin, rycerzy, paziów, podrasowanych potworków kryją się zranione dusze. W tytułowej celi, w przestrzeni ze świata fantasy, gromadzą się sadyści, manipulatorzy i poddani, rywalizujący o względy wyniosłej władczyni. Wszyscy anonimowi, choć ich głosy wibrują od bolesnych emocji. Ukryci za maskami i ciałami hybryd, doświadczają tu więzi silniejszych niż w rzeczywistym świecie. Oto jeden z nich – Dominik (Gierszał), synalek wysoko postawionych rodziców, nieznośny jak oni i jak całe pokolenie emo. Ma dziewczynę, ojca na ministerialnym stanowisku, matkę dyktatorkę mody, osobistego kierowcę, dobrą szkołę, z „Hamletem” przerabianym na lekcji i judo...
Maciej Parowski
Jedno, co potrafi Ward/Wahlberg, to stanąć na ringu i przyjmować uderzenia, aż przeciwnik się zmęczy, by w drugiej połowie walki, sam rozbity, mógł rozstrzygnąć starcie paroma ciosami. Za taką rolę nie ma Oscara – życie jest niesprawiedliwe – przypadnie on odtwórcom blagierów, wydrwigroszy, niebieskich ptaków. Na szczęście szkicowana mapa emocji wygląda w życiu i na ekranie bardziej zawile. Między młodszym Mickim a Dickym istnieją niekłamane więzi. Ten starszy był kiedyś wzorem, młodszy uczył się odeń życia i boksu. A Dicky miał zadatki na dobrego zawodnika, powalił Raya Sugar Leonarda. Do dziś, mimo że siedział w więzieniu i na krótko pociągnął tam za sobą Mickeya, Dicky może bratu coś podpowiedzieć, coś dać. No i sam przy okazji wyjść na prostą. Na ekranie trochę bezwolny, trochę...
Maciej Parowski
Reżyser „Czarnego Łabędzia” przewrotnie wykorzystał to ograniczone emploi. Portman jest tu Niną, nowojorską baleriną, pozostającą pod kuratelą matki, ekstancerki (Hershey). Nina, idealna w roli Białej Królowej w „Jeziorze łabędzim” Czajkowskiego, nie może z siebie wykrzesać niezbędnego mroku, zła, wyuzdania, by wcielić się w „Czarnego Łabędzia”. Reżyser ją zwodzi, na drodze Niny staje lepsza kandydatka i rywalka (Kunis), na drugim planie widać idącą na dno byłą primabalerinę (Ryder). Nina poddawana jest sprzecznym emocjom i naciskom – marzy o obu rolach, niby je otrzymuje, ale boi się, że nie uniesie ich ciężaru. Reżyser próbuje nakłonić ją do rozwiązłości, wyzwalającej artystyczną doskonałość. Matka niby dopinguje, ale mnoży przeszkody. Nina pragnie się schować w dziecinnym pokoju,...
Maciej Parowski
W latach 70. pozyskiwało się tę wiedzę od mieszkańców. Samo miasto było odnowione, ślady zatarte, rodziny ofiar spacyfikowane. Gdańsk stał się stolicą Filmu Polskiego, kręciły się doroczne festiwale w Sopocie. Dopiero w 1980 r. odsłonięto pomniki w Gdańsku i Gdyni, prawda „o wypadkach” rozlała się na Polskę, a jej okruchy przebiły na ekran w „Człowieku z żelaza”. Rok później był stan wojenny. Poruszający film Krauzego wydobywa tamte wydarzenia z niepamięci. Oglądamy Gdańsk, Gdynię, tragiczną masakrę na stacji kolejki. Film skupia się na losach rodziny 34-latka, Brunona Drywy, pierwszego z listy ofiar tytułowego „czarnego czwartku”. Wracają szare klimaty „małej stabilizacji”, skromnych pragnień i możliwości. Losy rodziny marzącej o mieszkaniu, zakupie mebli, może taksówki, zderzają się...
Maciej Parowski
Żywiołem braci Coen jest ironia, sarkazm. Mistrzowsko ukazują ludzką marność i przekorę losu. Ale ich zapisy upadku to zarazem kino piękne i dające do myślenia. Choć akurat ze światem westernu w „Męstwie…” obeszli się bracia łagodnie. Mamy tu, owszem, pazernych faktorów, łapaczy ludzi dla nagród, mamy skazanych przestępców, którzy wygłaszają, nim zawisną, swoje przestępcze credo. Jest prymitywny morderca (Brolin), który zabił dobroczyńcę, a potem żeby „poprawić swoją pozycję”, bo „nic mu się nie udaje” – gotów jest zabić jego córkę. Są Indianie handlujący zwłokami, bo można z nich uzyskać wiele rzeczy. Są bandyci, którzy mają swój honor. Oglądamy wreszcie dwu prawdziwych rycerzy prerii – szeryfa Cogburna i strażnika Teksasu – LaBoeuf’a (Damon). Ci, blefując, oszczędzając siebie, targując...

Pages