Nieśmiertelny Jimi

 „People, Hell & Angels” nie powala na kolana. Nie jest to płyta, na której odnajdziemy Świętego Graala w postaci genialnego utworu, ukrywanego przed słuchaczami prawie przez pół wieku. Jest to jednak album stanowiący swoisty dokument, historyczny artefakt, opowiadający nam o kawałku wciąż niepełnej historii geniusza gitary elektrycznej. To krążek, który uświadamia nam po raz kolejny, że Hendrix cały czas poszukiwał nowych brzmień i stylów muzycznych. Był niezwykle twórczy i pełen wewnętrznego napięcia artystycznego. Większość słuchaczy zna przede wszystkim jego „Hey Joe” i pamięta ekstatyczny występ podczas festiwalu w Woodstock. Niestety, ten zamknięty w popkulturowej szkatułce obraz Hendrixa przesłania wielu niezorientowanym słuchaczom prawdziwy, szerszy wizerunek muzyka – twórczego, poszukującego, wrażliwego. Budującego niezliczone ilości efektów muzycznych, eksperymentującego z mieszaniem gatunków i tworzącego dziesiątki nowatorskich utworów. Posiadającego w swojej dyskografii kawałki o wiele bardziej ambitne, wciągające i zaskakujące swoją wielopoziomowością niż przytoczony „Hey Joe”. Czas sięgnąć po Hendrixa mniej znanego, choć niejednokrotnie ciekawszego. Po jego inspiracje bluesem, utwory pełne funku, gitarową mantrę. Po pasję zapisaną w każdym muśnięciu gitarowej struny. Czas zbliżyć się do jądra jego muzycznego geniuszu.
[pozostało do przeczytania 0% tekstu]
Dostęp do artykułów: