Moje spotkania z Księdzem Prymasem

Otwarcie Ksiądz Prymas mówił też, że rozumie, iż tak w życiu jest – przychodzi po prostu czas odejścia. I że jest to zupełnie normalne, że doczesna egzystencja się kończy. – Uważam, że swoje zadanie na ziemi już wykonałem, właściwie wypełniłem już swoje życie – podkreślał.

Był spokojny. Pełen wiary, że „jest Boże światło i że ono jest większe od ciemności. To mi pomaga czuć się bezpiecznie” – zaznaczał już nieco cichszym, ale wciąż pewnym głosem. W czasie tego spotkania pytałam Księdza Kardynała, jak może być w Niebie. Tłumaczył mi, że tam otwiera się już przed człowiekiem zupełnie inna perspektywa. Że wstępujemy wówczas do kraju, w którym się będzie mówiło innym językiem, w którym inne znaczenie będzie miała przestrzeń, czas, gdzie nie będzie zegara…

Gdy wypowiadał te słowa, patrzyłam na stojący na wprost, biały zegar z napisem: „Czas ucieka, wieczność czeka”. Ten zegar stał tam zawsze. Teraz nabrał symbolicznego znaczenia.

Kiedy zapytałam Księdza Prymasa, kogo by chciał spotkać po drugiej stronie, z uśmiechem na twarzy mówił, że swoich bliskich, matkę i ojca, ale także… „cały szereg prymasów, też dawnych, albo inne postacie znane z historii czy literatury”. Dodał: „Nie będzie niczym nadzwyczajnym spotkać się z prymasem Poniatowskim czy Trąbą, Wyszyńskim czy z … Kasprowiczem! Bo jego też, jak wierzę, będę mógł się w niebie doszukać!”. Znamienna była wzmianka o tym ostatnim poecie, ale wiadomo, że w młodości Ksiądz Prymas uczęszczał do LO im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu i z tą szkołą utrzymywał kontakt przez całe życie.

Kiedy wychodziłam, Ksiądz Prymas dwa razy wypowiedział do mnie zdanie: „Żeby się spotkać jeszcze za życia…”. Niestety, było to moje ostatnie spotkanie z księdzem kardynałem Józefem Glempem.

Przesyłał listę gości

Kiedy przygotowywałam książkową biografię Księdza Prymasa, odbyłam z nim wiele rozmów o… literaturze. Był jej doskonałym znawcą. Ten niedoszły...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: