O tym, co znaczy „Pi-Dżi”. Lekcja angielskiego w Belize

Dodano: 11/08/2021 - Nr 32 z 11 sierpnia 2021

Podróże [Ameryka Środkowa]

Nadal nie potrafię przyzwyczaić się do tego, że mówią tu do mnie po angielsku. Wszędzie indziej byłoby to normalne, ale tutaj? W Ameryce Środkowej? W świecie na wskroś przesiąkniętym hiszpańsko-portugalską mentalnością? Dziwnie. Zwłaszcza że ten angielski brzmi inaczej. Bałaganiarsko i dość niewyraźnie.

– Ej, ty! Schowaj ten aparat! Hey, you! – dziwnym akcentem przywołuję go do porządku. Problem w tym, że facet albo nie słyszy, albo nie rozumie. – Heeeyyy! What are you doing, man!? (Co ty wyprawiasz?! – tłum. aut.) – Couldn’t You read?! (Czytać nie umiesz?! – tłum. aut.) – spieszy z pomocą koledze drugi pogranicznik.

Co tu się jednak dziwić? Chłopak przed chwilą dopiero co paradował po honduraskiej ziemi, a tu nagle ktoś mu wykrzykuje po angielsku. Tak się składa, że nasza kołysząca się na falach łódź odbiła od Puerto Cortés dobrą godzinkę temu. Swoją drogą to jedna z najdroższych godzin spędzonych przeze mnie w Ameryce Środkowej. Za rejs

     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze