Przeminęło z łagrem

Dotąd postrzegałem panią Charlotte Link jako popularną autorkę kryminałów. Okazało się jednak, że współczesna Agatha Christie pozazdrościła Margaret Mitchell. Podobieństwo „Czasu burz”, pierwszego tomu sagi rozpoczynającej się tuż przed I wojną światową, do „Przeminęło z wiatrem” jest oczywiste.

Tyle że w roli mitycznego Południa występują Prusy Wschodnie, a zamiast Scarlett O’Hary mamy Felicję Degnelly z rodu von Domberg wychowaną w majątku położonym gdzieś wśród dorzecza Pregoły. Okoliczności zmuszają Felicję do osobistej przemiany z płochej arystokratki w kobietę czynu. Uwikłana między miłością swego życia rosyjskim rewolucjonistą Maksymem a przemysłowcem Alexem, bon vivantem bardzo przypominającym Rhetta Butlera, musi stawiać czoła niezwykłym wyzwaniom. Jako pielęgniarka na froncie wschodnim trafia do rosyjskiej niewoli, przeżywa dwie rewolucje w Petersburgu, w jednej z nich jej kochanek Maksym odgrywa poczesną rolę. Z jego pomocą ucieka do Estonii, a po przybyciu do Niemiec przeistacza się w dynamiczną bizneswomen. Rozwodzi się z pierwszym mężem, drugi popełnia samobójstwo, widząc romans z Maksymem, który rozczarowany rewolucją przeistacza się w emigranta. Jego rosyjska partnerka Masza, płomienna komunistka, wylądowała w łagrze. Felicja rodzi dwie córki, osiąga sukces zawodowy i traci wszystko w wielkim kryzysie roku 1929. Umierają najbliżsi – ojciec i ciotka w Rosji, bracia na froncie zachodnim, wuj Leo rozstrzelany za dezercję. Dawny świat rozpada się na jej oczach, a zwiastunem nowego staje się monachijski krzykacz Adolf Hitler. Zajmującą lekturę mąci jeden wręcz humorystyczny błąd – główne miasto w Prusach (Królewiec) nazywane jest przez autorkę (może tłumaczkę) Kaliningradem. Coś jakby trzy powstania śląskie działy się w Stalinogrodzie.


Charlotte Link
„Czas burz”
ZNAK, Kraków 2020
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: