Do trzech razy Łączewski. Jak „nadzwyczajna kasta” zniszczyła posła PiS

Dodano: 01/08/2017 - Nr 31 z 2 sierpnia 2017

 KRAJ [Sprawiedliwość, sądy, postkomunizm]

Jeden człowiek, kilkanaście procesów sądowych i trzy wyroki. Wszystkie patologie dzisiejszego wymiaru sprawiedliwości skupione jak w soczewce w historii byłego posła PiS Tomasza Markowskiego. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach. – To opowieść o tym, co wymiar sprawiedliwości może zrobić w sądzie z bezbronnym człowiekiem. I jak zupełnie bezkarnie można doprowadzić do jego skazania – mówi na przywitanie Tomasz Markowski i dodaje: – Jest pan pierwszym dziennikarzem, który przez te wszystkie lata chce ze mną na ten temat rozmawiać.Trafiony. Do zatopienia Jest rok 2007. Trwa kampania przed wyborami parlamentarnymi. W bydgoskiej „Gazecie Wyborczej” ukazuje się seria artykułów oskarżających Markowskiego o to, że „posiadając” mieszkanie w Warszawie, pobiera dofinansowanie z Kancelarii Sejmu dla „zamiejscowych” posłów. W ślad za tym poseł postkomunistycznej SDRP Bogdan Lewandowski z Torunia składa zawiadomienie do prokuratury. – Wszystko wydarzyło się jak przy
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze