Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

W Polsce dzieją się rzeczy wielkie i piękne, niestety tłem dla tych wyczekiwanych zmian jest towarzystwo, w którym ciężko znaleźć ludzką twarz – same „zdradzieckie mordy”. Odsapnijmy! Czas na odrobinę relaksu i dobrego humoru, chociaż od polityki się nie oderwiemy. Cóż to się stało na marginesie wydarzeń?

„Prezydent” Europy zdobył się na odwagę i poprosił o rozmowę Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Prezydentem RP jest oczywiście Andrzej Duda, jeden Donald wystarczy, zatem Tuskowi pozostaje Adrian. Za złych czasów taka wiadomość byłaby hitem dnia, tygodnia, a może i miesiąca. W czasach coraz lepszych o Adrianie Tusku i jego wysiłkach napisała brukowa prasa i parę gazet, które wypełniły sobie luki w szpaltach. Miało być dowcipnie, to przypomnę, że ten sam Adrian Tusk jeszcze kilka miesięcy temu jeździł na białym koniu i wygrywał wybory prezydenckie we wszystkich sondażach. Pojęcia nie mam, co się stało, może Adrian po pijaku przejechał pijaną zakonnicę w ciąży, a może wypadł z siodła. W każdym razie po kolejnej nadziei politycznego marginesu pozostała kupka popiołu i kupa śmiechu. Prezydent Andrzej Duda odpisał Adrianowi, że w Polsce niemiecki biurokrata nie ma nic do powiedzenia w sprawie wymiaru sprawiedliwości i w każdej innej kwestii, która jest suwerenną decyzją demokratycznie wybranego parlamentu. Adrian Tusk został w ten sposób dowartościowany, ale tylko formalnie, bo nie sądzę, żeby udzielona odpowiedź miała jakiekolwiek inne podstawy niż protokolarne wymogi. Adrian na żadnego konia nie wsiądzie, on już ze wszystkich koni spadł. Jego rolą jest roznoszenie napojów, czyszczenie popielniczek, ale wyłącznie w Brukseli i Berlinie. W Polsce nawet takiego zadania nikt mu nie powierzy.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: