Nr 13 z 30 marca 2011

Wojciech Wencel
Na usprawiedliwienie pani Wisi trzeba jednak dodać, że nie jest w swojej postawie osamotniona. Większość polskich pisarzy lubi wspierać polityków konserwujących okrągłostołowy układ i redaktorów prowadzących walkę z ciemnogrodem. Może dlatego, że za to lubienie otrzymuje wiele wymiernych korzyści. Nie tylko ordery, ale przede wszystkim nominacje i nagrody literackie (Nike, Gdynia, Paszport „Polityki”), druk w wydawnictwach posiadających kolportaż, recenzje w wysokonakładowej prasie, stypendia i zaproszenia na zagraniczne festiwale. Zresztą wynagrodzenie, którego oczekują pisarze za swoje usługi, jest bardzo zróżnicowane. Jednym wystarcza funkcjonowanie w obiegu, inni cieszą się dopiero wtedy, gdy polski PEN Club zgłosi ich kandydaturę do literackiej Nagrody Nobla. Zróżnicowany jest też...
Ryszard Czarnecki
Nawet jeśli centroprawica przegra wybory we Francji, to i tak, według wszelkich szacunków, nowy szef Komisji będzie wskazany przez premierów z EPP. Jasne jest, że przewodniczącym KE będzie raczej ustępujący premier, a nie eksminister: tak było w przypadku obecnego szefa Komisji, premiera Portugalii José Manuela Durao Barroso, czy jego poprzedników – premiera Włoch Romano Prodi i premiera Luksemburga Jacquesa Santera. Dlatego Tusk uważa, że ma szanse. Ten plan nie jest specjalnie znany nawet w kierownictwie PO. Jest on jednak śmiertelnie poważnie rozważany przez lidera PO i jego doradców. Tusk wietrzy swoją szansę także w fakcie, że największe państwa UE – Niemcy i Francja – nie mają szans na stanowisko nr 1 w Komisji Europejskiej, bo byłoby to spektakularne potwierdzenie faktycznej...
Antoni Łepkowski
Inaczej ze Słońcem Kaszub. Ten znacznie sprytniej usiłuje ukrywać swoje sympatie i filogermańskie zacięcie. Ostatnio jednak premierowi się niechcący ulało i to w sprawie, w której inicjatorem międzynarodowej akcji humanitarnej nie były znienawidzone Stany Zjednoczone, lecz ONZ, Francja i Wielka Brytania. Ponad wszelką wątpliwość prawdopodobieństwo, że w trakcie libijskiej akcji sił wojskowych realizujących uchwałę Rady Bezpieczeństwa ONZ polegnie któryś z pilotów sił koalicji, z prędkością ponaddźwiękowego myśliwca zmierza ku zeru. Nie troska o polskich żołnierzy przyświecała więc Tuskowi, gdy dystansował Polskę od udziału w libijskiej misji. Cała operacja nie jest interwencją zbrojną, ale akcją humanitarną i dyrdymały o pomocy finansowej i logistycznej w takiej sytuacji zupełnie nie...
Piotr Lisiewicz
Adam Michnik – Medal za Zasługi Bojowe. Przyznawany za szczególne wyczyny na polu walki, np. Uratowanie ważnego towarzysza zagrożonego przez wroga. Za heroiczną obronę Jaruzelskiego będzie w sam raz. Może on być także nagrodą za „bardzo dobre wyniki w szkoleniu bojowym i politycznym, w opanowaniu nowego sprzętu bojowego”. Opanowanie przez Michnika po 1989 r. nowej broni masowego rażenia – gazety, ocenić należy jako wzorowe. Piotr Stasiński – Order Suworowa. „Ura! Warszawa jest nasza!” - meldował carycy w 1794 r. Aleksandr Suworow. Odznaczenie imienia bohaterskiego pogromcy ludności Pragi należy się Stasińskiemu za bezwzględne tępienie wroga, w tym nazwanie popierającego lustrację tytułu prasowego szmatą. Paweł Smoleński – Order Kutuzowa. Przyznawany za umiejętne działania podczas...
Krystyna Grzybowska
Nawyk nic nierobienia Nie ma się co podniecać, panie ministrze od spraw zagranicznych. To, że po trzech latach od wyboru na prezydenta USA Obama wreszcie wpadnie do Polski, nie oznacza, że Polska liczy się w jakikolwiek sposób w jego polityce międzynarodowej. Ale czeka nas rozdmuchany do niebywałych rozmiarów medialny efekt tego wydarzenia. Musimy przez to przejść i nie dać się zwariować. Za rok Obama może przestać być prezydentem, co jest prawdopodobne, więc nie mamy na co liczyć. Na zniesienie wiz też nie. Polska polityka zagraniczna właściwie nie istnieje. Rozumiem Polaków, którzy w sondażu w swej druzgocącej większości opowiedzieli się przeciwko naszej interwencji w Libii. A z czym byśmy tam interweniowali? Z tymi trzema, ponoć niepełnosprawnymi, F16? Przecież polska armia jest...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Karpacką brygadą dowodził gen. Stanisław Kopański, postać niezwykle ciekawa. Urodził się w Petersburgu. W czasie I wojny światowej z armii carskiej przeszedł do Korpusu Polskiego. Jako ochotnik walczył w 1918 r. we Lwowie, a następnie pod Wilnem, gdzie stracił oko. W okresie międzywojennym był dowódcą pułku artylerii w kresowym Stryju. W 1942 r. jego brygada przekształciła się na terenie Palestyny w 3. Dywizję Strzelców Karpackich. Zasilili ją żołnierze-tułacze, którzy wydostali się z radzieckich łagrów. Dywizja zasłynęła w walkach we Włoszech. Po wojnie gen. Kopański pozostał na emigracji. W 1946 r. władze komunistyczne odebrały mu obywatelstwo polskie. Zmarł w 1976 r. w Londynie. W ponownie wolnej Polsce w przeciwieństwie do generałów Sikorskiego czy Andersa jest on praktycznie nieznany...
Tomasz Terlikowski
I od razu na moją głowę posypały się gromy. Usłyszałem, że nienawidzę zwierząt, że jestem złym człowiekiem, że nie rozumiem, że ludzie chcą uczcić sympatycznego zwierzaka, który – w odróżnieniu ode mnie – wywołuje ciepłe emocje itd. Dowiedziałem się też, że wielbiciele Knuta są podobni do ludzi, którzy oddają hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej (to był już poziom debilizmu, z którym polemizować nie sposób, bo jeśli ktoś nie widzi różnicy między niedźwiedziem a ludźmi, między maskotką a przedstawicielami państwa – to wyklucza się z przestrzeni racjonalnego dialogu) itd., itp. Jakiś mądrala przekonywał mnie nawet, że uznanie wyższości ludzi nad zwierzętami to jakaś błędna pozostałość chrześcijaństwa, z którą trzeba walczyć, bo dowodzi ona szowinizmu gatunkowego. Gdybym był złośliwy, to...
Robert Tekieli
Oczywiście, w normalnym kraju media głównego nurtu rozszarpałyby takiego żartownisia. Ale my żyjemy w świecie transformowanym. Wałęsa może bredzić do woli, odkąd stanął po właściwej stronie. Musimy się pogodzić z tym, że wiele postaci zbiorowej wyobraźni to oficerowie służb lub zwykli kapusie. Archiwa, jeśli chodzi o najużyteczniejszych, zostały dokładnie wyczyszczone. Inwigilujący paryską „Kulturę” nobliwy profesor mógł w III RP odgrywać rolę arbitra zdrowego rozsądku. Peerelowski posttotalitaryzm właśnie po to rozmył się w vice-suwerenną III Rzeczpospolitą, by mogło nastąpić płynne przekazanie władzy kolejnemu pokoleniu środowisk, które do Polski przyjechały wraz z sowieckimi czołgami. Właściciele PRL przekazują władzę i wpływy swoim dzieciom. Żeby to zobaczyć, wystarczy nie zaciskać...
WIS
Ofiara stanu wojennego W „Przeglądzie” żałoba. Ogłasza ją Jerzy Domański „Choć tkwimy po uszy w bardzo dzisiejszych i poważnych kłopotach, to polowanie na gen. Jaruzelskiego i autorów stanu wojennego trwa z prawdziwie chrześcijańską konsekwencją. Do wielu ocen stanu wojennego doszła kolejna. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego stwierdzający, że stan wojenny 13 grudnia 1981 r. wprowadzono nielegalnie. Prawicowy historyk cieszy się, że wreszcie wygrała sprawiedliwość. Myli się. Wygrał po prostu bliski mu punkt widzenia. Wygrała polityka. Znowu są wygrani i przegrani”. Polityczne są te orzeczenia, które osądzają PRL, obiektywne – te, które chwalą.
Tadeusz Święchowicz
Największym problemem stawał się czas. Ścigany samolot przeleciał już nad Sachalinem i zmierzał w kierunku wód międzynarodowych. Majorowi kończyło się paliwo. W ostatniej chwili dostał zgodę na zestrzelenie. Odpalił w kierunku intruza dwie rakiety; jedną naprowadzaną radarowo, drugą termicznie. Trafiła tylko pierwsza, ale to wystarczyło, aby potężny odrzutowiec uległ dekompresji. Piloci stracili kontrolę nad maszyną, która weszła w korkociąg i runęła do morza. Samolot był w momencie trafienia niewiele ponad 20 s od neutralnego terytorium. Gdyby tam dotarł, 269 osób znajdujących się na jego pokładzie by ocalało. Dowódca koreańskiego boeinga był doświadczonym pilotem. W powietrzu spędził ponad 10 i pół tysiąca godzin. Latał od dziewiętnastu lat. Popełnił prawdopodobnie błąd przy...

Pages