Wybierz wolność

To, co wydarzyło się po pierwszej informacji o tym, że chcemy wydrukować nalepkę w proteście przeciw narzucaniu ideologii LGTB, przypomina jakiś koszmarny komediodramat. Rozumiem Pawła Rabieja, to człowiek nerwowy. Kiedyś po moim starciu w TVP z Różą Thun powiedział, że trzeba dać mi w mordę. Czekałem, czekałem, nie przyszedł. Może i dobrze, lepiej jednak, jak ludzie się nie biją.

Trochę mniej rozumiem panią ambasador Mosbacher. Ustosunkowywała się do nalepki, która ukazała się tydzień później, i w dodatku tłumacze nie wyjaśnili jej, że akronimy w języku polskim nie odnoszą się do osób, a co najwyżej do organizacji czy ideologii. Ale zdaje się to pani ambasador zupełnie niechcący rozesłała na cały świat błędne tłumaczenie i efekt tego dla wszystkich jest opłakany, szczególnie dla homoseksualistów. Ratując sytuację, dodrukowaliśmy część ulotek z napisem o ideologii LGBT, choć w języku polskim znaczy dokładnie to samo, ale trzeba pamiętać, że tym razem czytało nas wielu ludzi z elit III RP. I tak nie pomogło.

Przy okazji naszej akcji doszło do masowych przypadków jasnowidzenia. Okazuje się, że nalepka, która ukazała się w „GP” 24 lipca, podburzyła kibiców do agresji w Białymstoku już 20 lipca. Ktoś wspomniał, że oni usłyszeli o nalepce wcześniej z mediów. Jeżeli to prawda, to pani ambasador i wiceprezydent Warszawy mogą mieć kłopot, bo oni ogłosili, że nalepka ma wykluczać homoseksualistów. My mówiliśmy coś dokładnie odwrotnego: ma eliminować narzucanie ludziom totalitarnej ideologii, wśród nich również homoseksualistom.

Co do wydarzeń w Białymstoku, to oprócz godnych potępienia bandytów, którzy bili ludzi, należy też stanowczo i solidarnie skrytykować prezydenta miasta (Platforma Obywatelska). Wydając zgody na jednoczesne pikiety kibiców i LGBT, praktycznie w tym samym czasie i miejscu, omal nie doprowadził do tragedii. Klub „GP”, Radio Maryja i Krucjata Różańcowa robiły, co mogły, by zwolennicy obrony rodziny...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: