Wyprostować totalitarne kłamstwa. Badania nad wydarzeniami bydgoskimi z 1939 roku

mat. pras.
mat. pras.

Jedno z najpopularniejszych zdjęć symbolizujących okrucieństwo II wojny światowej przedstawia czekających na śmierć mężczyzn, stojących przed niemieckim plutonem egzekucyjnym. Powtarzana tysiące razy w różnych publikacjach fotografia została zrobiona we wrześniu 1939 roku w Bydgoszczy, gdzie Niemcy dokonali jednej z pierwszych zbrodni na polskiej ludności cywilnej. Zdjęcie znalazło się na okładce książki „Wydarzenia bydgoskie 1939 roku” pod redakcją dr. hab. Bogusława Kopki. Praca ukazuje się w momencie, gdy w debacie publicznej na nowo rozgorzała dyskusja o 3 września 1939 roku, czyli o dniu okrzykniętym przez nazistowską propagandę jako „krwawa niedziela”. 

Co się stało w Bydgoszczy?

– Badania nad wydarzeniami bydgoskimi rozpoczęły się właściwie zaraz po wojnie. Powstało bardzo wiele publikacji znanych autorów, związanych z Bydgoszczą czy Uniwersytetem w Poznaniu, którzy próbowali wyjaśnić te wydarzenia. Rzeczywiście wielu z nich dochodzi do wniosku, że doszło do dywersji ze strony Niemców. To stoi w kontrze do twierdzeń historyków niemieckich, którzy generalnie twierdzili, że to Niemcy stali się ofiarami Polaków w Bydgoszczy. Choć i tutaj zdarzały się wyjątki – powiedziała podczas prezentacji książki dr Izabela Mazanowska z bydgoskiego oddziału IPN. Rzeczywiście propaganda nazistowskich Niemiec chętnie wykorzystywała wydarzenia bydgoskie do usprawiedliwiania represji, jakie dotknęły Polaków we wrześniu 1939 roku. Uruchomiona przez nazistów na Pomorzu fala terroru miała zastraszyć polskie społeczeństwo. Przeprowadzane doraźnie represje przekształciły się z czasem w zorganizowaną akcję eksterminacyjną, której celem była likwidacja polskiej elity politycznej i umysłowej w Bydgoszczy. Głównym wykonawcą stał się paramilitarny Selbstschutz. Szacuje się, że w ciągu pierwszych czterech miesięcy okupacji Niemcy zamordowali w tajnych lub publicznych egzekucjach nawet do 5 tys. mieszkańców Bydgoszczy i powiatu bydgoskiego. Sama propaganda nazistowska mówiła, że to reakcja na mordowanie ludności cywilnej przez Polaków. Podawano przy tym wyolbrzymione dane, mówiące nawet o ponad 50 tys. zabitych Niemcach. To o tyle absurdalne, że w przedwojennej Bydgoszczy nie było nawet tylu mieszkańców tej narodowości. Historycy za nieprawdopodobną uznają też liczbę 5 tys. W książce opublikowanej przez Instytut De Republica przedstawiono wyniki badań historyka Pawła Kosińskiego. – Podaje on konkretną liczbę 365 osób, które miały zginąć na ulicach Bydgoszczy 3 i 4 września 1939 roku. Analizuje na podstawie informacji źródłowej, kim były te osoby. (…) Wykorzystuje do tego księgi stanu cywilnego czy kroniki parafialne. Zdaje sobie sprawę z ułomności źródła, (…) natomiast wyciąga wnioski i mówi, ile osób wśród tych, którzy zginęli, było ewangelikami. Zginęło 254 ewangelików i 86 katolików. (…) Autorzy zwracają uwagę na panujący popłoch i panikę; w tym czasie z Bydgoszczy wycofują się wojska polskie, które są ostrzeliwane – mówiła podczas prezentacji dr Mazanowska. To oczywiście tylko fragment całej publikacji, która całościowo przedstawia tło wydarzeń, a także znaczenie wydarzeń bydgoskich dla Niemiec i polityki III Rzeszy. – Dobrze, że książka już się ukazała i będzie mogła być obecna nie tylko w dyskursie czy narracji naukowej, ale również będzie mogła służyć popularyzacji wydarzeń. II wojna światowa jest nadal najbardziej popularnym tematem, jeśli chodzi o kulturę masową – powiedział podczas prezentacji redaktor książki, dr hab. Bogusław Kopka. 

O totalitaryzmie warto rozmawiać

Podczas prezentacji książki, która miała miejsce 3 czerwca w Bydgoszczy, zorganizowano również sesję naukową „O totalitaryzmie raz jeszcze”. Prezentacji historycznego ujęcia koncepcji totalitaryzmu dokonał podczas spotkania ks. prof. dr hab. Piotr Mazurkiewicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Zaznaczył, że w przeszłości próbom zaprowadzenia daleko idącej kontroli społecznej towarzyszyły radykalne formy przemocy, zastrzegając przy tym, że nawet w teorii samych totalitarnych ideologii użycie przemocy było jedynie etapem przejściowym. Jego zdaniem, dzisiaj, stosowanie terroru nie jest już konieczne, ale to nie oznacza, że nie możemy mówić o totalitaryzmie. W opinii naukowca takim mianem można określać każdy ustrój, który dąży do głębokiej zmiany człowieka, a ona nie może się dokonać bez zniszczenia rodziny i kościoła. – Moim zdaniem w Europie Zachodniej, jeżeli zrodzi się totalitaryzm, będzie to totalitaryzm, który przeskoczy etap nagiej przemocy. Istnieją bowiem inne narzędzia, które pozwalają zawładnąć ludźmi i podporządkować sobie ich myślenie. To oznacza doprowadzenie obywateli do spolegliwości – mówił ks. prof. Mazurkiewicz. Jak podkreślił, dzisiaj mieszkańcy świata zachodniego bardziej cenią sobie bezpieczeństwo niż wolność.

 Rozważania teoretyczne na temat totalitaryzmu kontynuował prof. dr hab. Roman Bäcker z PAN. Jego zdaniem totalitaryzm charakteryzuje społeczeństwa nowoczesne. Terror nie jest jednak cechą istotną totalitaryzmu, ale raczej narzędziem stabilizowania systemu politycznego. – Totalitaryzm, w przeciwieństwie do innych reżimów, cechuje się przede wszystkim suwerennością aparatu partyjno-państwowego. Czegoś, co jest złączone w jedną całość. A więc tworzy strukturę monistyczną, która nie uwzględnia możliwości budowania innych zorganizowanych struktur. Do tego dochodzi planowana i sterowana mobilizacja społeczna oraz gnoza polityczna – mówił prof. dr hab. Roman Bäcker. Dr Tomasz Ceran z Instytutu Pamięci Narodowej przypomniał natomiast zapomnianą postać Rafała Lemkina, lwowskiego prawnika, który jest autorem terminu „ludobójstwo”. Stworzona przez niego teoria stała się podstawą do przyjęcia Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa, podpisanej 9 grudnia 1948 roku. Lemkin, który dziś jest praktycznie w naszym kraju zapomniany, był za swoje działania nominowany do pokojowej Nagrody Nobla. Umarł jednak w zapomnieniu i biedzie w 1959 roku. Na jego pogrzeb przyszło 7 osób. – Jest jedynym polskim prawnikiem, którego nazwisko zrosło się z konwencją. Nikt nie podważa faktu, że jej przyjęcie było jego zasługą. Czy mamy w Polsce place, ulice i pomniki Lemkina? Nie. Chciałbym jednak, żeby w przyszłości młodzi ludzie mogli przeczytać o nim chociaż dwa zdania w podręczniku do historii – mówił dr Ceran. Konferencja instytutu De Republica spotkała się ciepłym przyjęciem. Sam Instytut zapowiada kolejne inicjatywy.

Konferencja [Walka z propagandą, polityka historyczna]