Niemcy zaburzą rynek europejski. Z Anną Zalewską europosłanką PiS i EKR rozmawia Jacek Liziniewicz

mat. pras.
mat. pras.

- Niemcy nie zgodziły się na ograniczenie maksymalnej ceny gazu, ale w tym samym czasie wyciągają 200 mld euro po to, aby wesprzeć przedsiębiorców, żeby nie zbankrutowali. Ratując swoją gospodarkę Niemcy zaburzą cały wspólnotowy rynek – mówi nam Anna Zalewska z PiS-u. 

Ceny energii w tym sezonie jesiennym stały się problemem. Rozmawiają o tym Polacy i zastanawiają się, jak to będzie. Nie sposób nie zauważyć, że problem wiąże się z polityką Unii Europejskiej. 

To temat, który podnoszą obywatele większości krajów Unii Europejskiej. O cenach energii rozmawia się nie tylko w Polsce, ale mówią o tym również Francuzi, Niemcy, Włosi i Grecy. Co raz częściej dochodzi w krajach Europy do protestów, które są przejawem buntu obywateli. Kilka dni temu odbyła się taka manifestacja w Belgii, gdzie uczestnicy mówili, że nie podźwigną cen energii. Podobne protesty zapowiadane są również we Francji i w Grecji. To pokazuje, że mamy sytuację dramatyczną i krytyczną. Polityka energetyczna, która wiązała się z polityką klimatyczną, właśnie poniosła klęskę. Nie wywołuje to jednak żadnej refleksji w Parlamencie Europejskim. Komisja Europejska dużo mówi i ogłasza swoje zapowiedzi, natomiast realnie nie ma pomysłu, jak z tego kryzysu wyjść. 

Co można zrobić?

Jedynym pomysłem byłoby zatrzymanie ETS-u, czyli europejskiego systemu handlu emisjami, inaczej mówiąc, kupowania praw do emisji. To olbrzymi koszt, sięgający już 100 euro za tonę. Przypomnę, że przed pandemią było to 15 euro. To bezwzględnie wpływa na koszty energii. Drugim pomysłem – realnym do wykonania – jest zatrzymanie prac nad pakietem Fit for 55, który rozszerza system ETS na kolejne dziedziny życia Europejczyków. Nadal Komisje Europejska tych dwóch kroków nie podejmuje. 

Polityka klimatyczno-energetyczna to trend, który w UE realizujemy od lat. Wydawało się, że wszystkie inwestycje miały nas uniezależnić od paliw kopalnych. Przekonywano nas wręcz, że energia wiatrowa jest za darmo. A tymczasem po latach inwestycji i w związku z kryzysem na rynku surowców ceny dosłownie wystrzeliły w górę. Jak to możliwe?

Polityka europejskiego mixu energetycznego się nie sprawdziła. Gdyby założenia się sprawdziły, to Niemcy przy 30 tys. elektrowni wiatrowych byłyby najbardziej bezpiecznym energetycznie krajem. Okazuje się, że jest dokładnie odwrotnie. Każdy kraj sam sobie kształtuje własny mix energetyczny. Polska przecież też rozwija OZE. W tej chwili mamy 20 proc. udziału OZE w systemie. Według informacji z polskich sieci elektroenergetycznych w 2032 r., przy dużych inwestycjach w sieci przesyłowe będziemy mieć 50 proc. udziału OZE. Oczywiście jednak należy pamiętać, że energia odnawialna nie jest tania, bo nie jest po prostu efektywna. Nie zawsze wieje wiatr w określonych parametrach i nie zawsze jest wystarczająco światła. Dodatkowo to są bardzo drogie technologie. M.in. po to powstał ETS, żeby spowodować, aby jeden wytwórca energii płacił na drugiego. Moim zdaniem to kanibalizm energetyczny. Wszystko co węglowe, gazowe i na ropę naftową płaci na energetykę odnawialną. Manipulacją więc jest mówienie, że OZE jest tanie. Jest tańsza, bo na inne źródła nałożono podatki. To pokazuje do jakiego absurdu doszliśmy. Musimy na nowo przemyśleć politykę energetyczną UE. Niestety UE się do tego nie kwapi, a w dokumentach, które są przepychane przez Parlament Europejski, jest mowa o tym, aby jeszcze szybciej iść w tym samym kierunku. Wszystko pomija fakt, że nie ma na to pieniędzy. Podam przykład. W Polsce nastąpił ogromny boom na panele fotowoltaiczne na dachach naszych domów. Technologia ta jest bardzo droga i gdyby nie dopłaty, to z pewnością Polacy nie inwestowaliby w to tak chętnie. To pokazuje, jak funkcjonuje ten mechanizm. 

Wspomniała Pani, że polityka klimatyczno-energetyczna okazała się nieskuteczna. A ja się zastanawiam, czy nie jest gorzej. Może ona się okazała skuteczna, tylko jej kształt napędzał inne czynniki niż oficjalnie nam przedstawiano. Z perspektywy Rosji, która ma przecież swoich lobbystów, polityka klimatyczna okazała się skuteczna. Wepchnęła im do rąk broń gazową. 

Tak, Rosja nadal może Europę szantażować i jej grozić, a jeszcze w dodatku uszkodzenia na rurociągach Nord Stream 1 i Nord Stream 2 pokazują, że ta groźba jest realna. Niestety UE okazała się na to nieprzygotowana. Dopiero teraz powstają dokumenty mówiące o konieczności przygotowania portów do transportu skroplonego gazu. Teraz trwa awantura o to, żeby nie zejść z obostrzeń mówiących o zeroemisyjności przy budowie gazoportów i transporcie gazu z innych krajów świata. Myślę, że obserwujemy katastrofę niemiecko-rosyjskiego pomysłu na Europę. NS1 i NS2 w założeniu miały doprowadzić do tego, że Niemcy miałyby się stać hegemonem energetycznym, który razem z Rosjanami dyktowałby ceny energii w UE. Stąd też ta wspólna polityka energetyczna. Dziś ponosimy jej konsekwencje. W związku z tym, że rozbudowywano gaz, to wszystko inne można było pozamykać ograniczając bezpieczeństwo energetyczne innych państw. Dodatkowo zakładano transfer w dużej części niemieckiej technologii. 

Z ciekawości, czy do Niemiec są przypisane emisje wywołane przez podziurawione rurociągi Nord Stream? Ponoć to emisje porównywalne z tym co Dania emituje w 1/3 całego roku? 

Z tego, co wiem, to Komisja Europejska postuluje, by te emisje poszły na karb państwa, na którego terytorium doszło do awarii. Wskazuje się więc na Danię. 

No chyba że Radosław Sikorski przekona świat, że powinno się to doliczyć do bilansu USA? 

To poważny temat. Próbujemy przekonać członków grupy UE–USA do tego, aby odwołać ze stanowiska Radosława Sikorskiego. Swoim wpisem na Twitterze w zasadzie skompromitował on pracę całej grupy. On nie powinien być reprezentantem UE w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. On już nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia. 

Wracając do Niemiec. Może mają one jakieś panaceum na kryzys?

Ostatnie dni pokazują, w jaki sposób Niemcy traktują solidarność europejską. Oto kraj ten dostał zgodę Komisji Europejskiej na to, żeby produkować w pięciu kopalniach węgla brunatnego. Ma to kosztować 145 mln euro. Od razu nasuwają się skojarzenia z Turowem, o który walczyliśmy przez ostatnie 2 lata. Przecież to identyczna sprawa, a my mamy płacić kary z tego tytułu. Jednocześnie Niemcy nie zgodziły się na ograniczenie maksymalnej ceny gazu, ale w tym samym czasie wyciągają 200 mld euro po to, aby wesprzeć przedsiębiorców, żeby nie zbankrutowali. Ratując swoją gospodarkę Niemcy zaburzą cały wspólnotowy rynek. Większość państw UE nie jest w stanie konkurować z dotowanymi firmami niemieckimi. 

Powrót do węgla brunatnego jest o tyle absurdalnym pomysłem, że w przypadku Polski nadal wiszą nad nami kary za Turów. 

Zapytałam o to Komisji Europejskiej. Faktycznie bowiem nadal ona nalicza kary z powodu tego, że nie wykonaliśmy jednoosobowej decyzji pani sędzi TSUE. Wydaje się, że w myśl tej zasady kary nam będą naliczane do 2044 r., bo do tego roku ma funkcjonować kopalnia. Na razie czekam na odpowiedzi Komisji Europejskiej. 

Fit for 55 to nie tylko kwestia energetyki, ale również lasów, co się dzieje w tej sprawie? 

Mamy kilka dokumentów dotyczących lasów. Po pierwsze jest strategia leśna. Później dokument o pochłanianiu, który jest w pakiecie „Fit for 55”. W tym zbiorze znajduje się również strategia Red-3, który mówi o energii odnawialnej, i mamy nowy dokument spoza pakietu „Fit for 55”, w którym jest mowa o wylesianiu. W przypadku strategii leśnej kierunek jest taki, że będzie dążenie do ograniczenia gospodarowania lasami, łącznie z uznaniem określonej części lasów jako w ogóle niedostępnej dla człowieka. To oznaczałoby katastrofę dla ludzi żyjących z gospodarki leśnej, ale również zwykłych mieszkańców. Jeśli chodzi o pochłanianie, to tam kompletnie bezmyślnie wskazano na konieczność zwiększenia pochłaniania CO2 z atmosfery. Polska ma pochłonąć 38 mln ton CO2, a jest w stanie pochłonąć co najwyżej 25 mln ton. Udało się usunąć artykuły mówiące o karach za niewykonanie ambicji i przeznaczono kwotę na wsparcie poszczególnych dobrych praktyk. W dokumencie o energii odnawialnej mowa jest o rynku pierwotnym i wtórnym, jeśli chodzi o produkcję energii. Dąży się do tego, aby zakazać palenia drewnem pozyskiwanym z lasów, natomiast mówi się o rynku wtórnym. 

Nie do końca rozumiem, czyli nie będzie można palić opałem kupionym od leśnika, ale meblami to i owszem? 

Na przykład. Tutaj jednak trzeba uważać, bo nie mogą być one lakierowane. 

Czyli lepiej napalić szafą gdańską niż meblami ze szwedzkiej sieciówki…

Strasznie to brzmi, ale mniej więcej o to chodzi. Udało się utrzymać, że do pochłaniania będzie się liczyło wykonywanie mebli. 

Aż boję się zapytać o czwarty dokument. 

Mówi on o przeciwdziałaniu wylesianiu. To ambitny cel, bo ma osiągnąć cały świat. Pomysł jest taki, że jeżeli przedsiębiorca w celu prowadzenia działalności wylesił fragment lasów – np. pod plantację kawy albo pastwisko dla krów – to jego produkt będzie albo w znaczny sposób opodatkowany, albo wręcz nie wpuszczony na wspólny rynek. 

Czy UE, patrząc na to, jak jest zajęta, ma czas, by pomóc Ukrainie? Zintensyfikowała swoje działania? 

No właśnie nie bardzo. Nadal nie mamy 8. pakietu sankcji. Belgia jest bardzo zmartwiona, bo wśród pomysłów znalazł się zakaz handlu diamentami. Więc czekamy na ostateczną wersję projektu. Ostatnio przeżyłam jednak duży wstrząs w Parlamencie Europejskim. Gościliśmy ministra środowiska Ukrainy i rozmawialiśmy niby o oczywistych rzeczach. O tym, że są straty środowiskowe, że zanieczyszczona jest woda i gleba, że jest emisja wszystkich możliwych pierwiastków chemicznych. My, siedząc w Brukseli, dyskutujemy nad tym, gdy tam giną ludzie, mordowane są dzieci, gwałcone kobiety i porywani mieszkańcy Ukrainy. To wywołuje dysonans poznawczy. Ze swojej strony pogratulowałam Ukrainie, że mimo tragedii dokonuje takich analiz, które oczywiście im się przydadzą, gdy już zwyciężą wojnę, by żądać odszkodowań. 

Sfinansowano ze środków Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów