Jak Konfederacja wyśmiewa tropienie Ruskich metodą Michnika. Niebezpieczna manipulacja językiem polskiej polityki

Dodano: 28/05/2019

KRAJ [Adam Michnik, Marcin Rola, postkomunizm]

Język „Gazety Wyborczej” atakującej w latach 90. tropienie agentów SB przez „Gazetę Polską” i język telewizji wRealu24 atakującej dziś tę samą „Gazetę Polską” za tropienie „ruskich agentów” to wręcz „kopiuj–wklej”. „Paranoja”, „fobia”, „teorie spiskowe”, „obrzucanie wyzwiskami”, wspomniane „tropienie” – każde z tych pojęć było w arsenale Adama Michnika i każde pojawia się u rozmówców Marcina Roli. Efekt też ma być identyczny: przekonanie odbiorcy, że to tępa propaganda, każdy może oskarżać każdego, nie ma to sensu i w ogóle jest to zajęcie nieestetyczne, nietwórcze, degradujące, którym zajmują się ludzie głupi albo przekupieni. Tfu! To może być najbardziej szkodliwy skutek kampanii wyborczej z ostatnich miesięcy. Historia III RP pokazuje, że do największych zagrożeń dla polskiego życia publicznego należą manipulacje językiem, to, co Zbigniew Herbert nazwał u jej początków „zapaścią semantyczną”. Jaki był kluczowy moment w latach 2005–2007, który zdecydował o tym, że
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze