Cisza po burzy. Czy Francję da się skleić?

Powyborcze nastroje i komunikaty we Francji i Europie można byłoby podsumować w następujący sposób: „Przez kraj przeszła ogromna burza. Nie odnotowano żadnych szkód”.

Z jednej strony widać było zmianę w nastrojach społeczeństwa. Projekt liberalnego i wielokulturowego państwa coraz bardziej pęka w szwach i zapewne znalazłoby się niewielu, którzy z optymizmem mogliby mówić o jego przyszłości. Z drugiej strony zwyciężył kandydat status quo i ani sam Macron, ani jego wyborcy nie mieli ochoty na poważnie zmierzyć się z wyzwaniami stojącymi przed Francją. Zamiast spróbować rozwiązać problemy, odłożyli je więc na później.

Francuska dusza
Zmiana nastrojów widoczna jest od długiego czasu także na intelektualnej mapie Francji. Ton debacie coraz częściej nadają myśliciele, tacy jak Michel Houllebeq czy Eric Zemmour. Autorzy, którzy nie zawsze są kojarzeni z prawicą, ale którzy są zdecydowanymi krytykami lewicowych elit i świata przez nich ukształtowanego. Zresztą publikacja ich prac zbiegła się w symboliczny sposób z wydarzeniem rozpoczynającym czarną serię, która zmieniła francuską politykę i wstrząsnęła opinią publiczną. Premiera książki Zemmoura „Le Suicide Francais” nastąpiła cztery dni przed atakiem na redakcję Charlie Hebdo, a przetłumaczona na język polski powieść Houllebeqa „Uległość” (soumission) trafiła do księgarń dokładnie w dzień masakry.
Francuskie samobójstwo według Zemmoura (który swoją drogą sam jest synem algierskich imigrantów) polega na wyrzeczeniu się francuskiej tożsamości w imię tolerancji i empatii wobec zmagających się z rasizmem nielegalnych imigrantów. W tej narracji francuskość stawała się coraz bardziej pusta, a jedyną treścią pozostawać miało poczucie postkolonialnej i postimperialnej winy. Co ciekawe, dla Zemmoura ta potrzeba stanięcia po stronie „idealnej ofiary” związana jest z postawą Francji podczas II wojny światowej: „Wszystkim Francuzom, którzy nie mogli, nie chcieli...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: