Poza czasem

To ich pora roku. Ich miesiąc. Ich święto. Według polskiego prawa nie są bronią, a na poparcie tej tezy właśnie jesienią, podczas grzybobrania, nasze koziki, scyzoryki, finki i foldery – jednym słowem nasze noże – mogą wreszcie się zaprezentować jako wielce przydatne narzędzia. Przez cały wrzesień i początek października w Rzeczpospolitej trwają Otwarte Mistrzostwa Polski w Zbieraniu Grzybów. Włościanie mają łatwiej, ot, odejdą nieco od domu i już czekają na nich maślaki, prawdziwki, koźlaki. Mieszczuchom jest nieco trudniej – od lat zakłady pracy nie organizują już wspólnych, autokarowych wyjazdów na „grzybobranie” (które bardziej przypominały dzisiejsze opływające alkoholem korporacyjne wyjazdy integracyjne), pozostają więc weekendowe wyjazdy w dzicz. Wreszcie mieszczuch...
– Gdy klasnę, robicie wypad! – mówi Rafał. Po chwili klaszcze, a kilkadziesiąt osób posłusznie robi wypad. Nie, Rafał nikogo nie wypędza. Rafał jest instruktorem szermierki. Kilka lat temu pogodziłem się duchowo ze swoim wiekiem, lecz umysł szukał wciąż nowych wyzwań. Jako (wówczas) czterdziestopięciolatek byłem jeszcze za młody na Uniwersytet Trzeciego Wieku, ale Akademia Broni ograniczeń wiekowych nie miała. Kierunki „studiów”, które oferowała Akademia to: miecz i tarcza, walka nożem, szpada, miecz długi. Na niezdecydowanych czekał indywidualny tok nauczania. Postawiłem na walkę długim mieczem, bardziej finezyjną od wikińskiego miecza z tarczą i bardziej męską od dworskiej szpady. Przed pierwszym treningiem zaopatrzyłem się w polecane przez fachowców rękawice motocyklowe i......
Przez 200 lat polscy husarze sprawiali, że nasze granice były bezpieczne – mówił minister Antoni Macierewicz, otwierając piknik militarny towarzyszący lipcowej wizycie prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce. Tymczasem w pochmurny wrześniowy weekend podczas imprezy „Skrzydła chwały” mieszkańcy stolicy mogli zobaczyć i dowiedzieć się nieco więcej o husarii, ale też innych formacjach kawaleryjskich z czasów Rzeczpospolitej szlacheckiej. Dwa miesiące temu pisząc o inscenizacji bitwy pod Grunwaldem, wspominałem o dużej umowności, z którą przyszło się zmierzyć widzom tego widowiska. Wystawienie rycerskiego pocztu to niebagatelny wydatek, dlatego na grunwaldzkich polach temat ciężkiej polskiej jazdy jest – powiedzmy – jedynie sygnalizowany. 200 lat później ciężkozbrojny kawalerzysta nie...
Jechałem tam z ciekawością, niepokojem i nadzieją. Ciekawość, bo ostatnio byłem w Biskupinie, gdy miałem jeszcze mleczne zęby; niepokój wywołała ostatnia nawałnica, która biskupiński skansen mogła naruszyć. Miałem wreszcie nadzieję, że moja ciekawość zostanie zaspokojona. Muzeum Archeologiczne w Biskupinie to esencja historii i historia polskiej archeologii. 84 lata temu Walery Szwajcer, młody wiejski nauczyciel, napisał do profesora Józefa Kostrzewskiego z Uniwersytetu Poznańskiego o wypatrzonych na biskupińskim półwyspie dziwnych, wystających z ziemi palach. I tak zaczęła się praca archeologów, paleontologów, geomorfologów, botaników, etnografów, architektów, chemików i specjalistów z innych dziedzin, która zaowocowała odkryciem przed wybuchem wojny grodu kultury łużyckiej. A cały...
Robinson Crusoe w filmie „Cast Away”, serial „Lost” czy setki książek i filmów poruszających tematykę postapokaliptyczną to różne spojrzenia na zachowania ludzi w sytuacjach oderwania od cywilizacji. Przy tej okazji pojawia się odwieczne pytanie: mieć (zapasy) czy być (przygotowanym do ich zdobycia)… Żyjemy w czasach szufladkowania, więc trudno się dziwić, że również ludzie spędzający aktywnie czas na łonie natury przyporządkowywani są do różnych „specjalizacji”. Włóczykij nie ma dziś racji bytu pośród osób uprawiających turystykę wykwalifikowaną, zdeklarowanych bushcraftersów, survivalistów czy wreszcie preppersów. W tym gronie prepper to zjawisko stosunkowo najmniej znane. Kim jest? To osoba, która wierzy, że prędzej czy później (chociaż raczej prędzej) dotknie nas apokalipsa....
Jeśli coś działa, to co stoi na przeszkodzie, aby to powielić... Taka idea przyświecała organizatorom Jarmarków Średniowiecznych, które odbywają się w trzeci weekend maja na zamku Grodno w Zagórzu Śląskim już od 2005 r. Dlatego kilka lat temu samorząd gminy Walim, właściciel obiektu, zdecydował: robimy też edycję jesienną. W ten sposób w kalendarium imprez historycznych wpisał się „Najazd Średniowiecza na Zamku Grodno”, przez uczestników nazywany omyłkowo „jesienią średniowiecza”, chociaż nie ma zbyt wiele wspólnego z opisaną tym frazeologizmem sytuacją z filmu „Pulp Fiction”. Jesień... przepraszam, najazd to weekend poza czasem. Pomijam długie godziny (konkretnie pięć) spędzone w środkach lokomocji, aby dotrzeć na Dolny Śląsk ze stolicy. Samo miejsce, jak i idea imprezy, to skoki w...
Zapinka z okresu wędrówki ludów, średniowieczny nożyk, guziki napoleońskie, łuska pocisku od działka przeciwlotniczego. O tych znaleziskach słyszałem w ostatnich miesiącach. Słyszałem, ale ich nie zobaczę. Nasze prawo (ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami) dość surowo traktuje poszukiwaczy skarbów. Od stycznia 2018 r. osoba, która bez pozwolenia poszukuje zabytków za pomocą urządzeń elektronicznych, traktowana będzie jak przestępca (przed ostatnią nowelizacją przepisów było to tylko wykroczenie). Bieganie z tzw. wykrywką przestało więc być zajęciem hobbystycznym dla każdego, kogo stać na zakup (wciąż jeszcze legalny) wykrywacza metalu. Aby było to działanie legalne, potrzebne będzie wspomniane wyżej pozwolenie. Tryb jego wydawania przypomina starania o pozwolenie na...
Między Szczecinem a Wolinem trafiamy do „restauracji” z fastfoodem. Zjedzone przez dzieciaki panierowane „czikeny” to ostatni kontakt z konsumpcją i konsumpcjonizmem XXI w. Od czego jeszcze odpoczniemy w średniowieczu? Po wypakowaniu gratów i zaniesieniu ich do chaty, która będzie naszym domem przez 12 dób, odstawiam samochód na odległy od skansenu parking. Jest czwartek, 27 lipca, wieczór. Przygotowuję dzieciakom legowisko i padamy spać. Rano budzi mnie... poczucie, że czas wstawać. Wychodzę przed chatę – namioty sąsiadów zasznurowane, po drewnianych, skansenowych chodnikach przemyka kilka osób. Czyli jest godzina... poranna. I tego się będziemy trzymać przez najbliższe dni: zegarek wraz ze współczesną odzieżą schowane głęboko, więc trzeba się zdać na zegar biologiczny i naturalny....
– Te chaty chyba tu stoją przez okrągły rok – dziwi się pan w szortach. – Dzień dobry, czy można wejść? – pyta jego towarzyszka, toteż zamiast ironizowania o dmuchanych zamkach, koniach ze sklejki i krwi w spreju po prostu zapraszam gości do środka. Ideą warsztatów organizowanych w Centrum Słowian i Wikingów Jomsborg-Wineta-Wolin jest przybliżanie codziennego życia naszych średniowiecznych przodków. Wiąże się z tym kolejna idea – otwartych drzwi: gdy skansen jest czynny, zwiedzający mogą wejść do każdej ze zrekonstruowanych na jego terenie chat i dotknąć sprzętów używanych przed tysiącem lat. W trakcie warsztatów i następującego po nich festiwalu domostwa zasiedlone są przez odtwórców, toteż wnętrza nie przypominają muzealnej ekspozycji: nad paleniskiem wędzi się prawdziwe mięso, na...
Skarb z Damaszku. Wytrzymały, elastyczny, twardy, ostry, lekki – materiał doskonały. Ma jedną wadę – nie wiadomo, jak powstaje. Każda kultura ma swoje mity, każde środowisko – swoje legendy. Cywilizacja idzie do przodu, a i tak kilku tajemnic z przeszłości do dziś nie udało się wyjaśnić. Piramidy, Stonehenge i Wyspę Wielkanocną pozostawmy fachowcom, a my przyjrzyjmy się legendzie, o którą otrze się każdy wielbiciel militariów: stal damasceńska. Opowieści o niezwykłej broni kutej w Damaszku przywędrowały do Europy wraz z krzyżowcami. Szable z charakterystycznej, wzorzystej stali zdolne były przeciąć odzianego w zbroję przeciwnika i wyszczerbić europejską broń. Historie te były zapewne nieco przesadzone, ale tkwiło w nich ziarno prawdy. Skąd te właściwości? Stal to – najkrócej...
W wolińskim skansenie trwają warsztaty archeologii eksperymentalnej, poprzedzające XXIII już edycję Festiwalu Słowian i Wikingów. Hasło warsztatów to „Od szkutnika do chąśnika” (chąśnik to słowiański odpowiednik Wikinga, a „viking” w znaczeniu wyprawa to chąśba ), czyli wszystko, co związanie jest z historycznym żeglowaniem. Doświadczeni rekonstruktorzy przygotowali zajęcia teoretyczno-praktyczne z takich dziedzin jak: kowalstwo (nity i okucia na łodzi), tkactwo (żagle), powroźnictwo (liny), produkcja dziegciu (uszczelnianie) i przygotowywanie zapasów żywności. Od piątku mieliśmy okazję zobaczyć, jak wyglądał średniowieczny targ niewolników oraz obrzędy ofiarne dla morza na zaklinanie pogody i pomyślne wyprawy, zaś młodzież młodsza mogła posłuchać baśni i legend z mitologii...
„Już po uropie?” – brzmi pytanie w modelowej letniej rozmowie. Jeśli odpowiedź jest twierdząca, kolejne brzmi: „Gdzie byliście?” Podróż to nieodłączny wyznacznik wakacji czy urlopu. Odpoczynek od codziennych obowiązków kiepsko wychodzi w codziennych dekoracjach, dlatego pakujemy się i ruszamy... W podróż? Mój kumpel Rufus, który spędził kilka miesięcy, polując w Górach Skalistych, kilkakrotnie wędrował za Kołem Podbiegunowym i wciąż szuka nowych wyzwań w tym „wyprawowym” zakresie – jest wzorcowym przykładem postrzegania podróży jako zmiany. W „cywilu” pracownik naukowy (oczywiście chudy okularnik) zajmujący się nanotechnlogią, ruszając „w dzicz”, szuka dopełnienia i rzuca wyzwania: szufladkowaniu, ograniczeniom, słabościom. Dla innego z moich przyjaciół, Łukasza, podróż to sposób...
Jednocześnie goni nas i nam ucieka. Ma dwoistą naturę – liniową i cykliczną. Dziś, wbrew nazwie rubryki, zajmiemy się czasem. A było tak prosto i naturalnie. Życie toczyło się zgodnie z rytmem natury, gdzie najmniejszą, powtarzalną jednostką czasu była doba. To obroty naszej planety wokół Słońca dyktowały, kiedy się budzić, kiedy zasypiać, kiedy pracować. Niestety nadeszła cywilizacja, ze sztucznym oświetleniem, nadgodzinami i płatnym parkowaniem. Doba okazała się zbyt ogólnym pojęciem czasowym. Zaburzony rytm naturalny wymagał dokładniejszej kontroli... Pierwszym czasomierzem był gnomon (rodzaj zegara słonecznego), znany już ponoć w czwartym tysiącleciu przed naszą erą. Z VIII w. pochodzi najstarszy zachowany zegar z Egiptu, a późniejsze o kilka stuleci gnomony Babilonii i Grecji...
Historia tego elementu uzbrojenia liczy jedynie trzy i pół wieku. Opiewany przez poetów (Broniewski: „Bagnet na broń!”), doceniany przez wojskowych (Suworow: „Kula głupia, bagnet zuch!”). Piechota przez stulecia stanowiła o mocy armii, to liczebność piechoty była miarą siły militarnej. Rzecz jasna, konnica ze swoją szybkością, mocą uderzenia i zwrotnością potrafiła zmienić wynik wielu bitew, jednak kampanie i wojny wygrywała piechota. Powszechna, prosta w obsłudze i tańsza. Piechurzy posługiwali się w boju bronią białą i drzewcową. Ta druga, pod postacią pik, otwierała przed piechurami możliwość skutecznej obrony przed rozpędzoną kawalerią. Rewolucję wprowadziło upowszechnienie się broni palnej. Oddział muszkieterów mógł razić przeciwnika na odległość, jednak – z powodu dość długiego...
Historia miesza się z teraźniejszością, Bliski Wschód z Europą, ból ze spokojem. Beton, rdzewiejące kraty, odpadająca farba, dyskretna woń dworcowych sanitariatów – w zasadzie nic zachwycającego. Miejsce kultu religijnego, pełne sprzedawców dewocjonaliów – sacrum toczy bezsilny bój z profanum. Podobne wrażenie sprawia tysiąc miast w Europie. Niemniej jednak Izrael zauroczył mnie. Palmami, skwarem, historią, namiastką egzotyki? Może, ale chyba najbardziej magnetyzmem. Nie nazwę tego urokiem, magią czy klimatem, bo takie słowa brzmią absurdalnie w ustach starszego mężczyzny... Po przylocie dojeżdżam do hotelu, w pokoju wychodzę na balkon: dwieście metrów dalej czeka Morze Śródziemne. Prawie północ, ale Tel Awiw nie zasypia, więc idę na spacer. Prosto do morza. Podwijam nogawki i wchodzę...
Corcorany, opinacze, glany, oficerki, kamasze, bundeswery, desanty, józefy, saperki. A zaczęło się od sandałów. Historia wojen to historia podbojów. W dziejach wojskowości obok rozwoju broni, uzbrojenia, taktyki i strategii ważną rolę odgrywają banalne na pierwszy rzut oka sprawy. Jak chociażby buty. Jak dokonywać podbojów, jak przeć naprzód, nie zwracając uwagi na nierówne podłoże, błoto, kamienie? Boso? W sukurs przychodzi nadużywana fraza: już starożytni Rzymianie… Tak, pierwsze udokumentowane buty wojskowe to caligae noszone przez legionistów. Zanim wszystkie drogi zaczęły prowadzić do Rzymu, europejskie bezdroża deptane były sandałami. Jednak nie przypominały dzisiejszych delikatnych „rzymianek” czy bardziej wytrzymałych, ale lekkich sandałów trekkingowych. Caligae to przewiewna „...
Odtwarzaj cały czas! Odtwórstwo to nie hobby, to styl życia! Tak głoszą pradawne prawdy pasjonatów rekreacji historycznej. Niemniej jednak kalendarz ma swoje prawa i to właśnie w cieplejszej, letniej połowie roku następuje rozkwit działań grup rekonstrukcyjnych, od rzymskich legionistów poprzez drużyny piastowskie i wikińskich wojów, bractwa rycerskie, pułki napoleońskie po grupy odtwarzające burzliwą historię XX w. To właśnie latem jest okazja, by pochwalić się efektami długich, zimowych wieczorów: nową, szytą ręcznie tuniką, ozdobioną poświadczonym źródłowo haftem, odebranym od płatnerza napierśnikiem czy wyuczoną podczas morderczych grupowych treningów na sali gimnastycznej paradą szermierczą. Umiejętności robienia mieczem przydadzą się zapewne już w najbliższy weekend....
Zaspokajanie instynktów? Zabawy dużych chłopców? Popularność sportu strzeleckiego rośnie z roku na rok. – Wyobraź sobie taką sytuację: zbój z mordem w oczach i kindżałem w dłoni biegnie w twoim kierunku, a między wami leży sobie na chodniku pistolet. Na szczęście zbój plącze się w szarawarach, Ty jesteś bliżej, więc łapiesz tę broń i… Co zrobisz? – zapytał mnie kilkanaście miesięcy temu Tomek. – Podniosę i strzelę, oczywiście w powietrze – odpowiedziałem błyskotliwie. Tomek Kowalski, instruktor strzelecki, rozkłada na stoliku kilka sztuk broni. Po rutynowym przypomnieniu zasad bezpieczeństwa pokazuje różnice w budowie i zasadach działania najpopularniejszych modeli pistoletów. Dopiero po kilku treningach jestem w stanie przygotować dowolną broń do strzału w czasie krótszym niż 5...
Masaż serca powinien być wykonywany w odpowiednim rytmie. Fachowcy polecają „Stayin’ Alive” grupy Bee Gees. – Nie widziałem jej – mamroczę. – Wyskoczyła nagle... Styczniowy wieczór, samochód mruczy na zaśnieżonej drodze. Między zderzakiem a przydrożnym drzewem jęczy kobieta. Skąd się tu wzięła? Na miejscu wypadku pojawiają się ludzie. Ktoś otwiera drzwi kierowcy, mówi do mnie, ktoś inny wyłącza silnik. Jestem bezwładny, gdy wyciągają mnie z pojazdu, nie przestaję powtarzać: „Nie widziałem jej, nie wiem, skąd się wzięła”. Ratownicy obmacują moją głowę, zadają mi różne pytania, układają w bezpiecznej pozycji. Dziewczyna przygnieciona przez samochód do drzewa ma złamaną nogę. Do przyjazdu karetki dotrwała w cieple i pod dobrą opieką. Kierowca (czyli ja) tylko w szoku, lekko przemarzł...
„Przebywać milcząc wśród zdrowotnych lasów i medytować o sprawach godnych człowieka” – pisał Horacy w „Listach”. Indianie z plemienia Navajo dbali o wzrost gospodarczy oraz dodatni „produkt plemienny brutto”, dokonując redystrybucji meksykańskich zasobów owiec i koni. Aby jednak źródło dobrobytu nie wyschło, synowie prerii nigdy nie łupili doszczętnie swoich żywicieli, wiedząc, że w przeciwnym wypadku za rok nie będzie po co wracać. Być może ten przykład nie najlepiej tłumaczy pojęcie gospodarki rabunkowej, ale przypomniał mi się podczas ostatnich zajęć w lesie. Tematem warsztatów było wykorzystanie leśnych (i parkowych) roślin w kuchni, więc kursanci rzucali się łapczywie na rozpoznany właśnie na przykład bluszczyk kurdybanek. – Wystarczy. Nie musimy wykosić wszystkiego, niech rośnie...

Pages