Piotr Chmielarz

Ma policzki i lico, może mieć nauszniki lub wąsy, czasem brodę. Zawsze ma ucho. Jedno. Ważne, by nie była tępa. Tak, mówimy o siekierze. Lubię czytać. Lubię książki. Nie lubię kupowania książek, bo wiąże się to najczęściej z wizytą w księgarni. A tam pełnowartościowe egzemplarze trzeba wytropić pośród wyrobów książkopodobnych: tomików poezji stworzonych przez kucharzy, książek kucharskich napisanych przez aktoreczki czy dwutomowej autobiografii 15-letniego piosenkarza. Jednak podczas niedawnej wizyty w warszawskiej księgarni wpadłem w szaleńczy taniec nieokiełznanej radości (czyli zgodnie ze swoim żywiołowym temperamentem uśmiechnąłem się pod wąsem) na widok dwóch stojących obok siebie tomów. Otóż „Sekretnemu życiu drzew” Petera Wohllebena towarzyszyła książka Larsa Myttinga „...
Źródło poproszę – tak brzmi najczęstsza uwaga w fejsbukowych grupach, pełniących dziś rolę forów dyskusyjnych dla historyków-amatorów. Pojawia się zazwyczaj pod zdjęciem wykonanej przez pełnego dobrych chęci rekonstruktora kolczugi czy skórzni. „Ivar taką w serialu nosi” – brzmi odpowiedź. Gdy jako ośmiolatek czytałem po raz pierwszy „Krzyżaków” (nie wiedziałem wówczas, że przyjdzie mi pracować w jednej redakcji z Sienkiewiczem), zwróciłem uwagę, że w dołączonym przez wydawcę opisie bitwy pod Grunwaldem Jana Długosza nie występuje Zbyszko z Bogdańca. W ten oto sposób wydawca – Państwowy Instytut Wydawniczy – pokazał mi różnicę między literaturą faktu (co w przypadku Długosza i tak jest stwierdzeniem nieco na wyrost) a historyczną fikcją (z angielska historical fiction). „Wikingowie...
Minął kolejny rok, 1 stycznia dokonujemy podsumowań, które – poparte zmęczeniem po sylwestrowej zabawie – nie zawsze są satysfakcjonujące. A potem przychodzi czas na najgorsze – postanowienia. Jak to było u ciebie? Bo u mnie... Nie oszukujmy się, ten tekst powstaje jeszcze w starym, 2017 roku. By nie drażnić sił wyższych przedwczesnymi podsumowaniami, powiem tylko, że rok ten dał mi wiele: wrażeń, rozczarowań, ale i niespodzianek oraz wyzwań, którym – w większości – podołałem. Cały ten wachlarz nie rozłożyłby się przede mną, gdybym – kolokwialnie mówiąc – siedział na tyłku. Pewna mądra pani, nomen omen Zofia, która kilka lat temu zajmowała się moim podupadłym zdrowiem, mawiała do pacjentów: „Rusz d... i zrób coś”. Po „ruszeniu” najprostszą sprawą do zrobienia jest przemieszczenie...
Dwaj wędrowcy, trzech mędrców (chociaż według niepokornych badaczy mogło być ich sześciu), czasem jeden niespodziewany gość. Nie dowiesz się, z czym przychodzą, jeśli ich nie wpuścisz. Dwaj tajemniczy wędrowcy zostają odpędzeni z grodu księcia, gdzie odbywa się biesiada z okazji inicjacji jego synów. Ruszają zatem na podgrodzie, gdzie trafiają do domostwa ubogiego oracza. Również on przygotowuje się do postrzyżyn swego syna, jednak dzieli się skromnymi zapasami przeznaczonymi na ucztę. Jakież jest jego zdziwienie, gdy piwo nalane wędrowcom nie znika z beczki, a mięsa z małego prosiaczka wystarczyłoby na nakarmienie wielu gości... Nieznajomi poproszeni przez gospodarza – Piasta – biorą udział w postrzyżynach jego syna i nadają mu imię Siemowit. Jak pisze Gall Anonim, Siemowit w...
„Nie mówiłbym tyle o sobie, gdybym kogoś innego znał równie dobrze” – Henry David Thoreau, „Walden”. Zaczęło się od kozy. Konkretnie – piecyka typu koza. Stał (stała?) samotnie przed moim warsztatem. – Chcesz? – zapytał Bartek, sąsiad. Chciałem. Taki mobilny kominek to gratka, szczególnie gdy w planach... Powiedziałem Bartkowi o kolejnej ziemiance, którą chcemy zbudować. Pół roku temu pisałem o Towarzystwie Budownictwa Leśnego, pamiętasz, Drogi Czytelniku? Po szałasach i ziemiankach, które zostały zasiedlone przez bardziej potrzebujących alternatywnych recycling-managerów (innymi słowy: bezdomnych złomiarzy) nasza grupa postanowiła zrobić terenowe lokum dla siebie. Na prywatnym terenie, legalnie. Koza została katalizatorem. Sprawy nabrały przyspieszenia. Dziwnym zrządzeniem losu...
„Ogry są jak cebula” – tłumaczył osłu sympatyczny Shrek. Jak pamiętamy, nie chodziło o zawartość witaminy C, wyciskające łzy z oczu olejki eteryczne czy nieprzyjemny zapach. „Ogry mają warstwy” – wyjaśniał zielonoskóry stwór. Zima zbliża się nieubłaganie, toteż czas najwyższy zająć się naszym komfortem termicznym. Kwestie ogrzewania mieszkania zostawmy specjalistom od energetyki, my – jako ludzie aktywni – zainteresowani jesteśmy naszym osobistym odczuciem ciepła. „Pani kierowniczko, jest zima, to musi być zimno, tak?” – tłumaczył palacz c.o. z filmu „Miś”. Czy rzeczywiście musi? Nie, wystarczy ubierać się warstwowo. Czyli „na cebulkę”. Odzież termoaktywna nie jest wymysłem ostatnich lat. Historia ubioru to historia warstw spełniających określone funkcje. Najprościej możemy je...
Lubimy mówić o sobie. Chcemy się wyróżniać, a jednocześnie określać przynależność do grupy. Sprzeczność? Niekoniecznie. Zakładamy koszulki patriotyczne, nosimy szaliki ukochanych klubów piłkarskich (nie znam zbyt dobrze środowisk szalikowców szachowych, ale być może działają równie prężnie co kibice futbolowi, a ustawki zwolenników drużyn Czarny Król i Biała Dama być może przewyższają widowiskowością inscenizację bitwy pod Grunwaldem), wpinamy w klapę polską flagę lub symbol Polski Walczącej. Przez lata „tablicą rejestracyjną” polskiej młodzieży był pełniący rolę szkolnego tornistra wojskowy plecak typu „kostka” z wymalowanymi symbolami subkultur młodzieżowych czy nazwami ulubionych zespołów rockowych. Rynek nie lubi próżni, więc szybko znaleźli się producenci naszywek ze wspomnianymi...
„Do czego?”. „Jak to do czego? Do chodzenia!”. „Buty do chodzenia na półkach »chód sportowy«” – informuje wyniośle sprzedawca. Ewidentnie trudno było nam się porozumieć, chociaż posługiwaliśmy się tym samym językiem. Przeszkadzały nam słowa i znaczenia, które ze sobą niosły, z pozoru tożsame, w praktyce – kompletnie rozbieżne. Buty to tylko przykład, chociaż opisy sprzętu i akcesoriów turystycznych w sklepie nastawionym raczej na amatorskich odbiorców mogą wywołać zdziwienie u nieprzygotowanych użytkowników. Czy wiesz, Drogi Czytelniku, że można kupić spodnie na „okazjonalne wędrówki po równinach”, które na pierwszy rzut oka nie różnią się od tych „na regularne wędrówki w góry”? Czy wiesz, że buty „na kilkugodzinne wędrówki przyrodnicze po łatwych szlakach” mogą się nie sprawdzić,...
Podczas jesiennych warsztatów w wolińskim skansenie zabrakło dla mnie pracy przy obsadzaniu drzwi w chacie (dwóch kierowników budowy w zupełności wystarczyło). By jednak być pożytecznym, zostałem szefem kuchni. Przepis na kaszę pęczak po wolińsku (proporcje na 12 mężczyzn). Kupujemy: paczkę ciastek „Viking”, dwie paczki kaszy pęczak, trzy kostki smalcu, pęto kiełbasy podwawelskiej, rosołek w kostkach. Przygotowanie: na żeliwną patelnię wrzucamy paczkę smalcu i stawiamy na ogniu. W dłoń lewą chwytamy pęto kiełbasy, w prawą – nóż i skrawamy kiełbasę w nieregularne n-ściany wielkości mniej więcej żołędzi tak, by wpadały na patelnię (jak kto lubi, może tę operację wykonać na desce do krojenia, proszę bardzo, co mi tam). Gdy podwawelska nieco się rozgrzeje, zestawiamy patelnię na pobocze...
„Pierwsze jest morderstwo. Drugim jest zdrada stanu. Trzecia jest herezja. Czwarte jest namawianie do zdrady wobec swego pana. Piątym jest zdrada w walce lub niesnasce. Szóstym jest pomówienie. Siódmy jest stosowany wobec dziewicy lub damy”. Oto siedem powodów, dla których mężczyzna obowiązany jest walczyć. Przedstawił je Hans Talhoffer, żyjący w XV wieku fechmistrz i autor podręczników sztuki walki białą bronią. Jego nauki przydawały się podczas rozpraw sądowych. Bowiem w średniowieczu pojedynek uznawany był za środek dowodowy podczas procesu. Walka dwóch osób na miecze jako sposób na rozstrzygnięcie sporu była popularna wśród germańskich plemion, co zauważył i odnotował w swych pismach Juliusz Cezar. Wędrówki i podboje Germanów rozszerzyły ten zwyczaj na całą Europę. Nie powinno...
„Myślę o sobie czasem jak o dzikim Indianinie albo starym berserku przebranym tylko za dziewiętnastowiecznego Amerykanina. Gdy ciasny gorset cywilizacji ciśnie mnie zbyt mocno, zrzucam go, oddając się odmładzającemu duszę barbarzyństwu i słodkiemu lenistwu”. Te słowa napisał o sobie George Washington Sears ps. Nessmuk. Ten amerykański traper, przewodnik i myśliwy żył w XIX stuleciu, ale bliski jest każdemu współczesnemu amatorowi puszczaństwa. Podobnie jak dzisiejsi zwolennicy przebywania na łonie natury, Nessmuk wyruszał w dzicz, aby wyrwać się z miasta, zobowiązań, kredytów i rachunków. Znajome? „Ulisses” Joyce’a, „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta, „Czarodziejska góra” Manna – to kanon światowej literatury, który znać powinien każdy aspirujący do miana inteligenta...
To ich pora roku. Ich miesiąc. Ich święto. Według polskiego prawa nie są bronią, a na poparcie tej tezy właśnie jesienią, podczas grzybobrania, nasze koziki, scyzoryki, finki i foldery – jednym słowem nasze noże – mogą wreszcie się zaprezentować jako wielce przydatne narzędzia. Przez cały wrzesień i początek października w Rzeczpospolitej trwają Otwarte Mistrzostwa Polski w Zbieraniu Grzybów. Włościanie mają łatwiej, ot, odejdą nieco od domu i już czekają na nich maślaki, prawdziwki, koźlaki. Mieszczuchom jest nieco trudniej – od lat zakłady pracy nie organizują już wspólnych, autokarowych wyjazdów na „grzybobranie” (które bardziej przypominały dzisiejsze opływające alkoholem korporacyjne wyjazdy integracyjne), pozostają więc weekendowe wyjazdy w dzicz. Wreszcie mieszczuch...
– Gdy klasnę, robicie wypad! – mówi Rafał. Po chwili klaszcze, a kilkadziesiąt osób posłusznie robi wypad. Nie, Rafał nikogo nie wypędza. Rafał jest instruktorem szermierki. Kilka lat temu pogodziłem się duchowo ze swoim wiekiem, lecz umysł szukał wciąż nowych wyzwań. Jako (wówczas) czterdziestopięciolatek byłem jeszcze za młody na Uniwersytet Trzeciego Wieku, ale Akademia Broni ograniczeń wiekowych nie miała. Kierunki „studiów”, które oferowała Akademia to: miecz i tarcza, walka nożem, szpada, miecz długi. Na niezdecydowanych czekał indywidualny tok nauczania. Postawiłem na walkę długim mieczem, bardziej finezyjną od wikińskiego miecza z tarczą i bardziej męską od dworskiej szpady. Przed pierwszym treningiem zaopatrzyłem się w polecane przez fachowców rękawice motocyklowe i......
Przez 200 lat polscy husarze sprawiali, że nasze granice były bezpieczne – mówił minister Antoni Macierewicz, otwierając piknik militarny towarzyszący lipcowej wizycie prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce. Tymczasem w pochmurny wrześniowy weekend podczas imprezy „Skrzydła chwały” mieszkańcy stolicy mogli zobaczyć i dowiedzieć się nieco więcej o husarii, ale też innych formacjach kawaleryjskich z czasów Rzeczpospolitej szlacheckiej. Dwa miesiące temu pisząc o inscenizacji bitwy pod Grunwaldem, wspominałem o dużej umowności, z którą przyszło się zmierzyć widzom tego widowiska. Wystawienie rycerskiego pocztu to niebagatelny wydatek, dlatego na grunwaldzkich polach temat ciężkiej polskiej jazdy jest – powiedzmy – jedynie sygnalizowany. 200 lat później ciężkozbrojny kawalerzysta nie...
Jechałem tam z ciekawością, niepokojem i nadzieją. Ciekawość, bo ostatnio byłem w Biskupinie, gdy miałem jeszcze mleczne zęby; niepokój wywołała ostatnia nawałnica, która biskupiński skansen mogła naruszyć. Miałem wreszcie nadzieję, że moja ciekawość zostanie zaspokojona. Muzeum Archeologiczne w Biskupinie to esencja historii i historia polskiej archeologii. 84 lata temu Walery Szwajcer, młody wiejski nauczyciel, napisał do profesora Józefa Kostrzewskiego z Uniwersytetu Poznańskiego o wypatrzonych na biskupińskim półwyspie dziwnych, wystających z ziemi palach. I tak zaczęła się praca archeologów, paleontologów, geomorfologów, botaników, etnografów, architektów, chemików i specjalistów z innych dziedzin, która zaowocowała odkryciem przed wybuchem wojny grodu kultury łużyckiej. A cały...
Robinson Crusoe w filmie „Cast Away”, serial „Lost” czy setki książek i filmów poruszających tematykę postapokaliptyczną to różne spojrzenia na zachowania ludzi w sytuacjach oderwania od cywilizacji. Przy tej okazji pojawia się odwieczne pytanie: mieć (zapasy) czy być (przygotowanym do ich zdobycia)… Żyjemy w czasach szufladkowania, więc trudno się dziwić, że również ludzie spędzający aktywnie czas na łonie natury przyporządkowywani są do różnych „specjalizacji”. Włóczykij nie ma dziś racji bytu pośród osób uprawiających turystykę wykwalifikowaną, zdeklarowanych bushcraftersów, survivalistów czy wreszcie preppersów. W tym gronie prepper to zjawisko stosunkowo najmniej znane. Kim jest? To osoba, która wierzy, że prędzej czy później (chociaż raczej prędzej) dotknie nas apokalipsa....
Jeśli coś działa, to co stoi na przeszkodzie, aby to powielić... Taka idea przyświecała organizatorom Jarmarków Średniowiecznych, które odbywają się w trzeci weekend maja na zamku Grodno w Zagórzu Śląskim już od 2005 r. Dlatego kilka lat temu samorząd gminy Walim, właściciel obiektu, zdecydował: robimy też edycję jesienną. W ten sposób w kalendarium imprez historycznych wpisał się „Najazd Średniowiecza na Zamku Grodno”, przez uczestników nazywany omyłkowo „jesienią średniowiecza”, chociaż nie ma zbyt wiele wspólnego z opisaną tym frazeologizmem sytuacją z filmu „Pulp Fiction”. Jesień... przepraszam, najazd to weekend poza czasem. Pomijam długie godziny (konkretnie pięć) spędzone w środkach lokomocji, aby dotrzeć na Dolny Śląsk ze stolicy. Samo miejsce, jak i idea imprezy, to skoki w...
Zapinka z okresu wędrówki ludów, średniowieczny nożyk, guziki napoleońskie, łuska pocisku od działka przeciwlotniczego. O tych znaleziskach słyszałem w ostatnich miesiącach. Słyszałem, ale ich nie zobaczę. Nasze prawo (ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami) dość surowo traktuje poszukiwaczy skarbów. Od stycznia 2018 r. osoba, która bez pozwolenia poszukuje zabytków za pomocą urządzeń elektronicznych, traktowana będzie jak przestępca (przed ostatnią nowelizacją przepisów było to tylko wykroczenie). Bieganie z tzw. wykrywką przestało więc być zajęciem hobbystycznym dla każdego, kogo stać na zakup (wciąż jeszcze legalny) wykrywacza metalu. Aby było to działanie legalne, potrzebne będzie wspomniane wyżej pozwolenie. Tryb jego wydawania przypomina starania o pozwolenie na...
Między Szczecinem a Wolinem trafiamy do „restauracji” z fastfoodem. Zjedzone przez dzieciaki panierowane „czikeny” to ostatni kontakt z konsumpcją i konsumpcjonizmem XXI w. Od czego jeszcze odpoczniemy w średniowieczu? Po wypakowaniu gratów i zaniesieniu ich do chaty, która będzie naszym domem przez 12 dób, odstawiam samochód na odległy od skansenu parking. Jest czwartek, 27 lipca, wieczór. Przygotowuję dzieciakom legowisko i padamy spać. Rano budzi mnie... poczucie, że czas wstawać. Wychodzę przed chatę – namioty sąsiadów zasznurowane, po drewnianych, skansenowych chodnikach przemyka kilka osób. Czyli jest godzina... poranna. I tego się będziemy trzymać przez najbliższe dni: zegarek wraz ze współczesną odzieżą schowane głęboko, więc trzeba się zdać na zegar biologiczny i naturalny....
– Te chaty chyba tu stoją przez okrągły rok – dziwi się pan w szortach. – Dzień dobry, czy można wejść? – pyta jego towarzyszka, toteż zamiast ironizowania o dmuchanych zamkach, koniach ze sklejki i krwi w spreju po prostu zapraszam gości do środka. Ideą warsztatów organizowanych w Centrum Słowian i Wikingów Jomsborg-Wineta-Wolin jest przybliżanie codziennego życia naszych średniowiecznych przodków. Wiąże się z tym kolejna idea – otwartych drzwi: gdy skansen jest czynny, zwiedzający mogą wejść do każdej ze zrekonstruowanych na jego terenie chat i dotknąć sprzętów używanych przed tysiącem lat. W trakcie warsztatów i następującego po nich festiwalu domostwa zasiedlone są przez odtwórców, toteż wnętrza nie przypominają muzealnej ekspozycji: nad paleniskiem wędzi się prawdziwe mięso, na...
Skarb z Damaszku. Wytrzymały, elastyczny, twardy, ostry, lekki – materiał doskonały. Ma jedną wadę – nie wiadomo, jak powstaje. Każda kultura ma swoje mity, każde środowisko – swoje legendy. Cywilizacja idzie do przodu, a i tak kilku tajemnic z przeszłości do dziś nie udało się wyjaśnić. Piramidy, Stonehenge i Wyspę Wielkanocną pozostawmy fachowcom, a my przyjrzyjmy się legendzie, o którą otrze się każdy wielbiciel militariów: stal damasceńska. Opowieści o niezwykłej broni kutej w Damaszku przywędrowały do Europy wraz z krzyżowcami. Szable z charakterystycznej, wzorzystej stali zdolne były przeciąć odzianego w zbroję przeciwnika i wyszczerbić europejską broń. Historie te były zapewne nieco przesadzone, ale tkwiło w nich ziarno prawdy. Skąd te właściwości? Stal to – najkrócej...
W wolińskim skansenie trwają warsztaty archeologii eksperymentalnej, poprzedzające XXIII już edycję Festiwalu Słowian i Wikingów. Hasło warsztatów to „Od szkutnika do chąśnika” (chąśnik to słowiański odpowiednik Wikinga, a „viking” w znaczeniu wyprawa to chąśba ), czyli wszystko, co związanie jest z historycznym żeglowaniem. Doświadczeni rekonstruktorzy przygotowali zajęcia teoretyczno-praktyczne z takich dziedzin jak: kowalstwo (nity i okucia na łodzi), tkactwo (żagle), powroźnictwo (liny), produkcja dziegciu (uszczelnianie) i przygotowywanie zapasów żywności. Od piątku mieliśmy okazję zobaczyć, jak wyglądał średniowieczny targ niewolników oraz obrzędy ofiarne dla morza na zaklinanie pogody i pomyślne wyprawy, zaś młodzież młodsza mogła posłuchać baśni i legend z mitologii...
Instytucje z Zachodu brużdżą, pewien wpływowy Luksemburczyk knuje tu i ówdzie, by osłabić naszą pozycję, do opinii publicznej trafiają insynuacje o swobodnym traktowaniu przez władze polskie europejskich praw. Pod płaszczykiem niesienia kultury i cywilizacji niemieckojęzyczne siły wyciągają ku nam ręce... Brzmi znajomo? Tak, masz rację, Drogi Czytelniku – tak wyglądało upalne lato roku pańskiego 1410... Szlakiem połączonych sił polsko-litewskich docieramy pod Grunwald od wschodu. Towarzyszy mi Tomek, doświadczony rzemieślnik i odtwórca historyczny, uczestnik kilku poprzednich edycji Dni Grunwaldu. To już dwudziesta impreza, której ukoronowaniem jest inscenizacja jednej z największych bitew średniowiecznej Europy. Zmagania wojsk krzyżackich (historycy oceniają je na 15 tys. zbrojnych)...
„Już po uropie?” – brzmi pytanie w modelowej letniej rozmowie. Jeśli odpowiedź jest twierdząca, kolejne brzmi: „Gdzie byliście?” Podróż to nieodłączny wyznacznik wakacji czy urlopu. Odpoczynek od codziennych obowiązków kiepsko wychodzi w codziennych dekoracjach, dlatego pakujemy się i ruszamy... W podróż? Mój kumpel Rufus, który spędził kilka miesięcy, polując w Górach Skalistych, kilkakrotnie wędrował za Kołem Podbiegunowym i wciąż szuka nowych wyzwań w tym „wyprawowym” zakresie – jest wzorcowym przykładem postrzegania podróży jako zmiany. W „cywilu” pracownik naukowy (oczywiście chudy okularnik) zajmujący się nanotechnlogią, ruszając „w dzicz”, szuka dopełnienia i rzuca wyzwania: szufladkowaniu, ograniczeniom, słabościom. Dla innego z moich przyjaciół, Łukasza, podróż to sposób...
Jednocześnie goni nas i nam ucieka. Ma dwoistą naturę – liniową i cykliczną. Dziś, wbrew nazwie rubryki, zajmiemy się czasem. A było tak prosto i naturalnie. Życie toczyło się zgodnie z rytmem natury, gdzie najmniejszą, powtarzalną jednostką czasu była doba. To obroty naszej planety wokół Słońca dyktowały, kiedy się budzić, kiedy zasypiać, kiedy pracować. Niestety nadeszła cywilizacja, ze sztucznym oświetleniem, nadgodzinami i płatnym parkowaniem. Doba okazała się zbyt ogólnym pojęciem czasowym. Zaburzony rytm naturalny wymagał dokładniejszej kontroli... Pierwszym czasomierzem był gnomon (rodzaj zegara słonecznego), znany już ponoć w czwartym tysiącleciu przed naszą erą. Z VIII w. pochodzi najstarszy zachowany zegar z Egiptu, a późniejsze o kilka stuleci gnomony Babilonii i Grecji...
Historia tego elementu uzbrojenia liczy jedynie trzy i pół wieku. Opiewany przez poetów (Broniewski: „Bagnet na broń!”), doceniany przez wojskowych (Suworow: „Kula głupia, bagnet zuch!”). Piechota przez stulecia stanowiła o mocy armii, to liczebność piechoty była miarą siły militarnej. Rzecz jasna, konnica ze swoją szybkością, mocą uderzenia i zwrotnością potrafiła zmienić wynik wielu bitew, jednak kampanie i wojny wygrywała piechota. Powszechna, prosta w obsłudze i tańsza. Piechurzy posługiwali się w boju bronią białą i drzewcową. Ta druga, pod postacią pik, otwierała przed piechurami możliwość skutecznej obrony przed rozpędzoną kawalerią. Rewolucję wprowadziło upowszechnienie się broni palnej. Oddział muszkieterów mógł razić przeciwnika na odległość, jednak – z powodu dość długiego...
Historia miesza się z teraźniejszością, Bliski Wschód z Europą, ból ze spokojem. Beton, rdzewiejące kraty, odpadająca farba, dyskretna woń dworcowych sanitariatów – w zasadzie nic zachwycającego. Miejsce kultu religijnego, pełne sprzedawców dewocjonaliów – sacrum toczy bezsilny bój z profanum. Podobne wrażenie sprawia tysiąc miast w Europie. Niemniej jednak Izrael zauroczył mnie. Palmami, skwarem, historią, namiastką egzotyki? Może, ale chyba najbardziej magnetyzmem. Nie nazwę tego urokiem, magią czy klimatem, bo takie słowa brzmią absurdalnie w ustach starszego mężczyzny... Po przylocie dojeżdżam do hotelu, w pokoju wychodzę na balkon: dwieście metrów dalej czeka Morze Śródziemne. Prawie północ, ale Tel Awiw nie zasypia, więc idę na spacer. Prosto do morza. Podwijam nogawki i wchodzę...
Corcorany, opinacze, glany, oficerki, kamasze, bundeswery, desanty, józefy, saperki. A zaczęło się od sandałów. Historia wojen to historia podbojów. W dziejach wojskowości obok rozwoju broni, uzbrojenia, taktyki i strategii ważną rolę odgrywają banalne na pierwszy rzut oka sprawy. Jak chociażby buty. Jak dokonywać podbojów, jak przeć naprzód, nie zwracając uwagi na nierówne podłoże, błoto, kamienie? Boso? W sukurs przychodzi nadużywana fraza: już starożytni Rzymianie… Tak, pierwsze udokumentowane buty wojskowe to caligae noszone przez legionistów. Zanim wszystkie drogi zaczęły prowadzić do Rzymu, europejskie bezdroża deptane były sandałami. Jednak nie przypominały dzisiejszych delikatnych „rzymianek” czy bardziej wytrzymałych, ale lekkich sandałów trekkingowych. Caligae to przewiewna „...
Odtwarzaj cały czas! Odtwórstwo to nie hobby, to styl życia! Tak głoszą pradawne prawdy pasjonatów rekreacji historycznej. Niemniej jednak kalendarz ma swoje prawa i to właśnie w cieplejszej, letniej połowie roku następuje rozkwit działań grup rekonstrukcyjnych, od rzymskich legionistów poprzez drużyny piastowskie i wikińskich wojów, bractwa rycerskie, pułki napoleońskie po grupy odtwarzające burzliwą historię XX w. To właśnie latem jest okazja, by pochwalić się efektami długich, zimowych wieczorów: nową, szytą ręcznie tuniką, ozdobioną poświadczonym źródłowo haftem, odebranym od płatnerza napierśnikiem czy wyuczoną podczas morderczych grupowych treningów na sali gimnastycznej paradą szermierczą. Umiejętności robienia mieczem przydadzą się zapewne już w najbliższy weekend....
Zaspokajanie instynktów? Zabawy dużych chłopców? Popularność sportu strzeleckiego rośnie z roku na rok. – Wyobraź sobie taką sytuację: zbój z mordem w oczach i kindżałem w dłoni biegnie w twoim kierunku, a między wami leży sobie na chodniku pistolet. Na szczęście zbój plącze się w szarawarach, Ty jesteś bliżej, więc łapiesz tę broń i… Co zrobisz? – zapytał mnie kilkanaście miesięcy temu Tomek. – Podniosę i strzelę, oczywiście w powietrze – odpowiedziałem błyskotliwie. Tomek Kowalski, instruktor strzelecki, rozkłada na stoliku kilka sztuk broni. Po rutynowym przypomnieniu zasad bezpieczeństwa pokazuje różnice w budowie i zasadach działania najpopularniejszych modeli pistoletów. Dopiero po kilku treningach jestem w stanie przygotować dowolną broń do strzału w czasie krótszym niż 5...
Masaż serca powinien być wykonywany w odpowiednim rytmie. Fachowcy polecają „Stayin’ Alive” grupy Bee Gees. – Nie widziałem jej – mamroczę. – Wyskoczyła nagle... Styczniowy wieczór, samochód mruczy na zaśnieżonej drodze. Między zderzakiem a przydrożnym drzewem jęczy kobieta. Skąd się tu wzięła? Na miejscu wypadku pojawiają się ludzie. Ktoś otwiera drzwi kierowcy, mówi do mnie, ktoś inny wyłącza silnik. Jestem bezwładny, gdy wyciągają mnie z pojazdu, nie przestaję powtarzać: „Nie widziałem jej, nie wiem, skąd się wzięła”. Ratownicy obmacują moją głowę, zadają mi różne pytania, układają w bezpiecznej pozycji. Dziewczyna przygnieciona przez samochód do drzewa ma złamaną nogę. Do przyjazdu karetki dotrwała w cieple i pod dobrą opieką. Kierowca (czyli ja) tylko w szoku, lekko przemarzł...
„Przebywać milcząc wśród zdrowotnych lasów i medytować o sprawach godnych człowieka” – pisał Horacy w „Listach”. Indianie z plemienia Navajo dbali o wzrost gospodarczy oraz dodatni „produkt plemienny brutto”, dokonując redystrybucji meksykańskich zasobów owiec i koni. Aby jednak źródło dobrobytu nie wyschło, synowie prerii nigdy nie łupili doszczętnie swoich żywicieli, wiedząc, że w przeciwnym wypadku za rok nie będzie po co wracać. Być może ten przykład nie najlepiej tłumaczy pojęcie gospodarki rabunkowej, ale przypomniał mi się podczas ostatnich zajęć w lesie. Tematem warsztatów było wykorzystanie leśnych (i parkowych) roślin w kuchni, więc kursanci rzucali się łapczywie na rozpoznany właśnie na przykład bluszczyk kurdybanek. – Wystarczy. Nie musimy wykosić wszystkiego, niech rośnie...
Ochrona, ozdoba, oznaka statusu i zawodu... Jedno z plemion zamieszkujących wyspy na Pacyfiku za cały swój ubiór miało... kapelusze z liści pochutnika. Sądzi się, że nakrycie głowy tylko ubocznie służyło ludom pierwotnym jako ochrona przed słońcem, częściej jako ozdoba, oznaka rangi, urzędu, zawodu czy płci nosiciela. I niewiele się w tym względzie zmieniło. Australijczyk nie wyjdzie na zewnątrz bez kapelusza, bo słońce zbyt mocno grzeje. Autochtoni z Podlasia czy Świętokrzyskiego również nie ruszają się z domu bez nakrycia głowy. Dlaczego? Po pierwsze – bo mają. Po drugie – bo wiedzą, że głowę trzeba chronić. Wiadomo powszechnie (prawda?), że przez nieokrytą skórę głowy organizm człowieka oddaje otoczeniu 70 procent ciepła. Zaś latem nieosłonięta głowa grozi udarem słonecznym, a...
Sorty mundurowe od lat mają swoje miejsce w codziennych stylizacjach polskich mężczyzn. Jak wygląda tradycyjny strój codzienny polskiego włościanina przełomu XX i XXI wieku? U góry koniecznie nakrycie głowy (czapka typu kaszkiet lub bejsbolówka, rzadko kapelusz czy beret), u dołu nieśmiertelne gumofilce. A pomiędzy nimi zazwyczaj zestawienie ubrania wizytowego i elementów umundurowania Wojska Polskiego. Ślubna marynarka ze spodniami w kamuflażu (lub odwrotnie: bluza z pagonami i spodnie w kancik) to odważne połączenie stylistyczne, jakiego nie powstydziliby się Vivienne Westwood, Jean-Paul Gaultier czy inny Tomasz Jacyków. Idea jest łatwa do rozszyfrowania: wizytowe ubranie wreszcie służy czemuś konkretnemu, a mundur przypomina o pełnej chwały młodości „we wojsku”. Ale jest jeszcze...
Gdy go brak, ze złości... nóż nam się w kieszeni otwiera! Kilka przysłów: chleb cudzym nożem krajany – niesmaczny; jeśli będzie nóż, znajdzie się i pochwa (jakuckie); gdy nie ma pałasza, dobry i kozik u pasa... Otóż to. Wraz z rozwojem przemysłu militarnego „pałasze” odeszły do lamusa, a nóż wrócił do pełnienia roli, do której został stworzony: narzędzia do cięcia. Towarzyszy nam od rana do wieczora. Kuchennymi nożami przygotowujemy posiłek, za pomocą noża stołowego ten posiłek spożywamy. Istnieją zawody, w których nóż jest narzędziem niezbędnym do pracy (kucharz, mechanik, rzeźnik, szewc, tapicer...), ale i w życiu starszego referenta zdarzają się sytuacje, w których nóż się przydaje. Ot, choćby zatemperowanie ołówka, otwarcie urzędowej koperty czy obranie mandarynki (w pokoju...
Nie tylko gwałt, rabunek, śmierć i pożoga. Wikingowie to również sztuka... Świat Wikingów wzbudza do dziś wielkie zainteresowanie, chociaż czas nie obszedł się z nimi zbyt łagodnie. Słowo „wiking” wciąż wywołuje skojarzenia raczej nieprzyjemne: bandyci, piraci, najemnicy. Na szczęście wiemy już, że „wikińskie” hełmy z rogami to wymysł XIX-wiecznych artystów, utrwalony przez pionierów Hollywood. Ale wizerunek wojowników z Północy nie został złagodzony do dziś. Czy powinien? Znaczenie słowa „wiking” to po prostu wyprawa. Handlowa, osadnicza, czasem – rabunkowa. Czym handlowali skandynawscy żeglarze? Drewnem, żelazem, skórami i futrami, niewolnikami... Przywozili srebro, pszenicę, odzież, wino, ceramikę, złoto i sól. Zbadali całą Europę, Bliski Wschód, Grenlandię. Wykopaliska dowodzą, że...
Złom, graffiti, śmietnik – witamy w Atomowej Kwaterze Dowodzenia! Przed chwilą patrzyłem z antresoli na położoną piętro niżej salę dowodzenia. Teraz na głowie mam czarną szmatę, w uszach szum. Zmysł wzroku, słuchu i węchu – wyłączone, ze smaku nie skorzystam. Został dotyk. Muszę znaleźć drogę do wyjścia. Choć brzmi to jak koszmarny sen, dzieje się naprawdę. Takie wyzwanie – dać sobie „odciąć” niemal wszystkie zmysły, poznać swoje lęki i je zwyciężyć. Łatwo powiedzieć. Najpierw we czterech zeszliśmy na trzeci poziom podziemnego labiryntu, starając się zapamiętać drogę. Gdy doszliśmy dość głęboko i daleko, zaczęła się akcja. Wiem, że jestem bezpieczny. Podobnie jak Damian, którego rękę czuję na ramieniu. Dwójka pozostałych kolegów asekuruje nas. Znają ten obiekt i mają latarki....
Sakwa, nerka, saszetka. Co mężczyźni noszą w swoich... torbach? Tak, jesteśmy dyskryminowani i upośledzeni. Przez kulturę, modę, konwenanse, uproszczenia i generalizację. Dyktatorzy mody do tego elementu kobiecej garderoby przykładają olbrzymią wagę, wiedząc, że torebka jest dla kobiety równie ważna jak... No dobrze, jak każdy inny element stroju. Kobieca torebka to formalny wyznacznik statusu i podążania za modą, zaś zawartość... Dochodzą do mnie różne plotki o tym, co w takiej torebce można znaleźć. Z doniesień wynika, że wszystko. Torebka to połączenie sezamu, studni bez dna, puszki Pandory i stajni Augiasza. Na szczęście my, mężczyźni, potrzebujemy jedynie rzeczy najpotrzebniejszych i absolutnie niezbędnych w życiu codziennym... Tysiąc lat temu wystarczała nam sakiewka na...
Dobrze, że obecny rząd twardo sprzeciwił się szkodliwej dla kraju polityce dekarbonizacji. Podobnie postępują Japonia i USA – na węgiel stawiają więc silne światowe gospodarki – mówi Ben Stoikovich, prezes zarządu Prairie Mining Limited. Rozmawia Piotr Chmielarz. Inwestycja w kopalnie jest kosztowna, a nakłady zwrócą się nieprędko. Stąd pytanie: czego Prairie ma więcej – czasu czy pieniędzy? To nie do końca tak działa. Najpierw musimy zaangażować czas i pieniądze, by inwestycja się udała. Mamy zasoby wystarczające do rozpoczęcia budowy. Teraz chcemy się skupić na sprawnym przygotowaniu tej inwestycji. Posiadamy też silnych partnerów strategicznych, takich jak China Coal i CD Capital, którzy zapewniają zgodność z najwyższymi światowymi standardami. Kiedy nakłady zaczną się zwracać...
Budują szałasy i ziemianki. Szybko znajdują się lokatorzy. I są zadowoleni... Zabawa w leśnego dewelopera trwa od trzech lat. Pierwszy szałas Łukasz Tulej i Remigiusz Romaniuk – certyfikowani instruktorzy surwiwalu, prowadzący portal ZielonaStrona.net – zbudowali w lesie na północnych krańcach warszawskich Bielan jako sprawdzian swych umiejętności. Sprawdzian zdany celująco, gdyż szałas szybko znalazł użytkownika w osobie pewnego zbieracza surowców wtórnych. – I dobrze – mówił wówczas Łukasz – zbudujemy następny, bo nie robimy tego po to, by mieć bazę, ale by doskonalić swoje umiejętności i uczyć się działań zespołowych. A zespół się rozrastał, dlatego następna konstrukcja była już bardziej skomplikowana: szałas z otwartym nad paleniskiem dachem i miejscem do spania dla sześciu osób....
Wiosna zaprasza na łono natury. Na spacer, na odpoczynek, na... obiad. Cieplej, nareszcie cieplej. Słońce wygania nas w teren. Spacery będą dłuższe, wówczas trzeba będzie zregenerować siły. Grill? Ognisko? Choć palenie ognisk w lesie jest zakazane, w pobliżu nietrudno znaleźć wyznaczone miejsca biwakowe. Również w miejskich parkach czy na osiedlowych placach zabaw coraz częściej pojawiają się grillowiska z rusztami. Czy jednak musi na nich królować banalna kiełbasa? Jeszcze ujdzie, gdy jest równomiernie przyrumieniona, chrupiąca i soczysta. Gorzej, gdy to jedynie chłodny wewnątrz, a z zewnątrz przypalony lub (o zgrozo!) odymiony kawałek wędliny. Co gorsza, nie zawsze zwracamy uwagę na drewno, a jeśli podwawelską traktujemy sosnową, żywiczną gałęzią, nie dziwmy się, że nasze kubki...
Może być długi lub krótki, prosty lub wygięty, mocny lub łagodny. Proszę Państwa: oto łuk! Historia łuku sięga kilkudziesięciu tysięcy lat, a wynalezienie go stawia się w jednym rzędzie z okiełznaniem ognia i wynalezieniem koła. Łuki sprzed wieków i dzisiejsze wyglądają podobnie: kawałek kija spięty cięciwą, służący do miotania strzał. Różnice tkwią w szczegółach. Łuki mogą być proste (paradoks?), refleksyjne, bloczkowe, długie lub krótkie. Przez wieki spełniały dwie funkcje: były narzędziem myśliwskim i bronią. Rozwój broni palnej niemal całkowicie odsunął łuk do lamusa. Na szczęście, ponad 100 lat temu łucznictwo powróciło do łask jako sport olimpijski. Było też propagowane wśród panien z dobrych domów jako aktywność dobrze rozwijająca mięśnie klatki piersiowej. Dziś, obok...
Jeszcze do niedawna były w każdym kącie pokoju mojego syna, pod łóżkiem, w listach do świętego Mikołaja, nawet w zeszytach. Drewniane, plastikowe, tandetne i wysmakowane, luźne interpretacje tematu i repliki konkretnych typów. I nawet jeden żelazny. Miecze. Dziś ich miejsce zajęły modele broni palnej. Mam nadzieję, że wraz z wakacjami i tradycyjnymi planami spędzenia ich części w Centrum Słowian i Wikingów na Wolinie miecze powrócą na należne im miejsce w systemie wartości mojego Marcela. Co takiego jest w tym dość prostym w budowie przedmiocie, że towarzyszy nam od stuleci, mimo że przestał być używany do tego, do czego został stworzony? – Miecz to broń będąca naturalnym przedłużeniem ręki. Podobnie jak topór – powiecie... Zgoda, z tą jednak różnicą, że topór może być cywilnym...
17 czerwca weszła w życie dyrektywa Komisji Europejskiej wprowadzająca nowe regulacje w dziedzinie audytu. Dzień wcześniej o roli państwa w budowaniu konkurencyjności na tym polu dyskutowali uczestnicy debaty zorganizowanej przez „Gazetę Polską” Ideą debaty było spotkanie przedstawicieli instytucji państwowych oraz ekspertów w celu implementowania przepisów Unii Europejskiej w zakresie rynku audytu oraz dyskusja na temat nowej ustawy o biegłych rewidentach, która ma uwzględniać nowe unijne rozporządzenie. Europejska regulacja przewiduje rozdzielenie usług doradczych i audytorskich, rotację firm oraz odpowiedzialność karno-finansową za uchybienia. Jak wygląda rynek usług doradczych i audytorskich i dlaczego wymaga zmian? Andrzej Puncewicz, reprezentujący Związek Przedsiębiorców i...