Piotr Chmielarz

Pojechałem na tegoroczną edycję targów World Travel Show, licząc na spotkanie ciekawych ludzi. W ubiegłym roku był to Aleksander Doba, w tym – Klaudia i Krzysztof, czyli Tandemowe Trip Love. Usłyszałem o nich dwa lata temu. Laponia jest dość częstym kierunkiem wypraw amatorów trekkingu. Wyprawa zimą za koło podbiegunowe na dwóch kółkach już tak częstym pomysłem nie jest. Klaudia i Krzysiek do swojego tandemu dołączyli jeszcze przyczepkę, w której miał podróżować ich czworonożny przyjaciel – alaskan malamute imieniem Kadlook. Wycieczka miała być prezentem dla dość już posuniętego w latach psiaka, wyprawą do krainy psiego dzieciństwa. Pomysł to – przyznacie – wzruszający, dlatego mocno całej trójce kibicowałem, czytałem meldunki z trasy, oglądałem zdjęcia, głosowałem na ich kandydaturę w...
Gdy współczesny Polak słyszy frazę „towarzysz pancerny”, natychmiast myśli o deszczach niespokojnych, które potargały sad, Janku Kosie i pozostałych członkach załogi czołgu Rudy z numerem bocznym 102. To pokłosie zamętu, jakiego w naszej świadomości dokonała komuna i język propagandy czasów „słusznie minionych”. Tymczasem pancerni to główna siła polskiej jazdy już od czasów Mieszka I. Ibrahim ibn Jakub twierdzi w swych kronikach, że władca Polan otaczał się trzytysięcznym oddziałem ciężkozbrojnej jazdy, przydającej mu posłuchu, szacunku i – rzecz jasna – potężnej siły negocjacyjnej. Pancerni pierwszych Piastów byli protoplastami późniejszego stanu rycerskiego. Towarzysze pancerni pojawiają się w XVII wieku jako śreniozbrojne oddziały konnicy Rzeczypospolitej Obojga Narodów....
Wrzesień to tradycyjna pora na domykający sezon Festyn Archeologiczny w Muzeum w Biskupinie. W tym roku 24. już edycja imprezy popularyzującej wiedzę o człowieku w pradziejach skupiła się na handlu, który towarzyszył ludzkości od tysięcy lat. Festyn trwał dziesięć wrześniowych dni, w tym dwie wolne od handlu niedziele. Wolne? Nie tutaj! Goście odwiedzający skansen – a były ich setki każdego dnia – mogli dowiedzieć się, jak rozwijał się handel od epoki kamienia, przez epokę brązu i żelaza, po wczesne średniowiecze. Poznawali nie tylko metody wymiany towarów, ale i historię monety jako rewolucyjnego sposobu płatności. Rekonstruktorzy przybliżali także przebieg szlaków handlowych (tych lokalnych i dalszych) oraz ich rolę w szerzeniu niematerialnych wartości i idei wśród mieszkańców...
Elmer Harry Kreps nie zastanawia się, dlaczego idziemy w las. Uznaje, że skoro się tam znaleźliśmy, to mieliśmy jakiś powód, a sam Kreps – jako autor książki „Poradnik trapera” – stara nam się ten pobyt w dziczy uczynić znośnym, bezpiecznym i w miarę przyjemnym. – Czy potrzebny nam kolejny poradnik o rozpalaniu ognia? – zapytasz, Drogi Czytelniku. Fakt, sam zwracałem niedawno uwagę na wysyp książek poświęconych rozpalaniu ognia, charakterystyce drewna na ogniska itp. Cóż, ktoś wyczuł koniunkturę na te tematy, a żywe płomienie tak malowniczo wyglądają na okładce… A poza tym można dodać trochę rozdziałów o magii ognia, odwiecznej sile żywiołów i jeszcze innych okultystyczno-mistycznych tematów. Elmer (cóż za wspaniałe imię) pisze zaś o tym, jak palić ognisko, by grzało, jaki stos...
Jedną z atrakcji imprezy „Dymarki w Nowej Słupi” były inscenizacje bitew Rzymian i barbarzyńców. Szczególnie ciekawa i pełna odniesień do współczesności stała się próba odtworzenia potyczki skłóconych... wodzów rzymskich. Próby odtworzenia procesu wytopu żelaza sprzed dwóch tysięcy lat odbywają się w tym miejscu od 1967 r. Wówczas entuzjaści ze świętokrzyskiego PTTK zorganizowali imprezę plenerową, której główną atrakcją były próby wytopu żelaza w piecach dymarskich. Jako miejsce akcji wybrano działające już od 1960 r. Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego w Nowej Słupi. Zainteresowanie publiczności było zaskoczeniem dla organizatorów, podobnie jak pierwsze miejsce „Dymarek” Świętokrzyskich w konkursie na najciekawszą imprezę krajoznawczo-turystyczną. Od tamtej pory impreza...
Rekordowe upały, mordercze zmagania wojowników, ciężka praca rzemieślników, wyczerpujące negocjacje z kramarzami, syte biesiady. Kolejny Festiwal Słowian i Wikingów za nami. Takiego Wolina nie było od lat. Już pierwszy wieczór poprzedzających festiwal warsztatów zapowiadał, że nie będzie lekko. Czerwony – z powodu zaćmienia – księżyc złowieszczo wyglądał znad palisady. Jak pokazały kolejne dni, „srebrny glob” po prostu chciał upodobnić się do słońca, które robiło to, co do niego należy – grzało. Nie brakowało ognia pod paleniskami kowali, paliło się w piecach dymarkowych, nad ogniem piekły się podpłomyki i banalna kiełbasa dla turystów. Korzystające z cywilizacyjnych wakacji dzieci rekonstruktorów biegały boso po skansenie, chociaż drewniane wolińskie chodniki paliły w bose stopy...
Jak co roku, na przełomie lipca i sierpnia, skansen w wyspie Wolin zamienia się w tętniący życiem średniowieczny port. Od kilku dni trwają warsztaty archeologii eksperymentalnej, a w piątek zacznie się XXIV Festiwal Słowian i Wikingów. Tym razem hasłem przewodnim imprezy są wierzenia, obrzędy i zwyczaje Słowian i wikingów. W ciągu trzech festiwalowych dni goście odwiedzający skansen będą mogli zobaczyć, jak wyglądały (lub mogły wyglądać): obrzęd uznania i przyjęcia dziecka do wspólnoty, wróżenie ze szczap wróżebnych (tzw. źrebi) dla mężczyzn oraz z linii w popiele dla kobiet, obrzęd niecenia ognia, modlitwa do ognia i ofiarowanie, postrzyżyny czy słowiański obrzęd ciałopalenia poprzedzony obrzędami wyprowadzenia duszy. Inscenizacje „większego kalibru” to wróżba z koniem według...
Bazar na warszawskim Kole to miejsce o dwóch twarzach. W dni powszednie – targowisko jak wiele innych. Kupisz tu marchewkę, sweter, bambosze w kratkę czy oscypki od gazdy z Grójca. W soboty i niedziele placyk u zbiegu ulic Obozowej i Ciołka zamienia się w giełdę staroci. Odkąd posłuchałem opowieści absolwenta liceum plastycznego o produkowaniu mebli w stylu „dowolnego Ludwika”, z jeszcze większą ostrożnością podchodzę do antyków, których wartość mają podnosić ślady po rokokowych kornikach. Przechodzę obojętnie obok z pewnością autentycznych Kossaków, bowiem nie mam kominka, nad którym mógłbym powiesić ułana stukającego w okienko. Utylitarny stosunek do przedmiotów pcha mnie jednak na bazary staroci, gdzie wypatruję zabytków techniki, narzędzi czy militariów. Przekopuję pordzewiałe...
W zasadzie, gdy uciekam z betonowej miejskiej dżungli, to nie po to, by utknąć w innych murach. Wyjątek stanowią mury z charakterem. Najlepiej, gdy jest to charakter obronny... Pierwsze wspomnienia związane z zamkami to szeroko rozdziawiona paszcza pacholęcia skonfrontowanego z ogromem zespołu zamkowego w Malborku. Bardzo mi ten ogrom pasował do obrazu złowieszczej potęgi zakonu, wyniesionego z lektury sienkiewiczowskich „Krzyżaków”. Na drugim biegunie stały malownicze „orle gniazda” – ruiny zamków z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Kompletnie zaś do chłopięcych wyobrażeń nie pasował oddawany właśnie po odbudowie warszawski Zamek Królewski – zamek w środku miasta? A gdzie blanki, wykusze, fosa? Raz utracone zaufanie trudno odbudować. Podobnie jak ruiny obronnej warowni w miejscu, które...
Sobótka, wianki, Kupała, noc świętojańska. Różne nazwy, ta sama przyczyna (letnie przesilenie), ten sam przekaz. Noc Kupały to słowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca, obchodzone w czasie najkrótszej nocy w roku. Kościół katolicki, nie mogąc wykorzenić wywodzącej się z wierzeń słowiańskich obyczajowości, podjął próbę zasymilowania święta z obrzędowością chrześcijańską. To święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. Skupmy się na ogniu – mój przyjaciel Janie, zawodowy odtwórca historyczny i specjalista od niecenia ognia metodami prymitywnymi, dostał misję: rozniecić ogień na dwóch festynach historycznych, zorganizowanych z okazji letniego przesilenia w średniowiecznych grodziskach. Na mnie spadła rola kierowcy i pomocnika. Ponieważ...
Stary Wspaniały Świat ma się dobrze. Pół roku temu przedstawiłem Państwu książkę „Woodcraft” George’a W. Searsa (znanego też jako Nessmuk). Odbiór tego dzieła wśród miłośników spędzania wolnego czasu na łonie natury był tak pozytywny, że Rufus – autor pierwszego polskiego przekładu i jednocześnie wydawca – nie miał innego wyjścia, jak przygotować kolejną perełkę. Wybór padł na zbiór opowiadań XIX-wiecznego amerykańskiego prawnika, dziennikarza i pisarza Charlesa Dudleya Warnera „W dziczy”. I tym razem – jak w wypadku „Woodcraftu” – dostajemy książkę dopracowaną formalnie. Czcionka stylizowana na dziewiętnastowieczną i takaż typografia czy przypisy i przeliczniki anglosaskich miar noszą znamiona przemyślanej polityki wydawnictwa. Tak, wydawnictwa, bowiem stworzony przy pierwszej pozycji...
W przygodowym filmie z lat 80. „Krokodyl Dundee” jest scena, w której latynoski dresiarz grozi składanym nożem pewnemu nieokrzesanemu Australijczykowi. „On ma nóż!” – wyrywa się nieco przestraszonej kobiecie. „Och, nie, TO jest nóż!” – odpowiada Krokodyl, pokazując długi na ponad 30 cm nóż o charakterystycznym kształcie. Długie i ciężkie ostrze z łukowatym wycięciem przy szpicu, wyraźnie zaznaczona garda i budzące zaufanie rozmiary to cechy noża Bowie, legendy amerykańskiego Zachodu. Bowie to nazwisko dwóch braci – projektanta (Rezina) i najsławniejszego użytkownika (Jima). Przyszli na świat na przełomie XVIII i XIX wieku w Kentucky, w rodzinie plantatora bawełny i trzciny cukrowej. Po śmierci ojca bracia wzięli na siebie ciężar utrzymania rodziny. Imali się różnych zajęć –...
„Piękne” – klientka zachwyca się torbą na ramię z tłoczonymi wzorami. „A zrobi mi Pan taką, też ze skóry, ale nie ze zwierzęcia?”. Tak, rozmowy kaletników z ekologami to ciekawy poligon poznawczy. W powszechnych wyobrażeniach praczłowiek to brodaty zbój odziany w skóry upolowanych zwierząt. Według naszych babć mężczyzna powinien pachnieć fajkowym dymem, prochem i skórą. Dzisiejszy „macho” zamienia tytoń na aromat olejku do pielęgnacji brody, jednak nie zastąpi skórzanej kurtki kaszmirowym sweterkiem. Skóra jest więc najstarszym materiałem odzieżowym w naszej historii. Jej odzwierzęce pochodzenie wprowadza nieco zamętu w umysłach lewicujących ekologów, zazwyczaj obutych w skórzane glany i odzianych w kojarzącą się z buntem wytartą kurtkę ze... skóry. Zdaniem Cypriana Świątka,...
Rafał i Remigiusz starają się, by ich plecaki, łóżka, namioty, ubrania i zapasy jedzenia były lżejsze od powietrza. Albert i Igor w podróż zabierają własne krzesła, łóżka i zastawę stołową. Jednym i drugim chodzi o wygodę. Po prostu trzeba się przełączać. Trenuję to dość często, ale czasem sytuacja potrafi mnie zaskoczyć. Nie wyobrażam siebie poranka bez kawy ugotowanej po trapersku. W domu przyrządzam ją na kuchence gazowej, poza domem – gotuję na rozkładanej kuchence na paliwo stałe, w żarze paleniska kowalskiego, na ognisku. Rafał i Remek – popularyzatorzy turystyki ultra-light – korzystają z miniaturowej kuchenki gazowej, tytanowych naczyń i składanych kubków. Igor – rekonstruktor historyczny – rozstawia nad ogniem żeliwny, kuty ruszt, na nim stawia takiż (żeliwny, kuty, ciężki)...
Kilogram dobrej wędliny lub sera, kamień do ostrzenia noży, dużą pizzę z dowozem do domu, 10 litrów benzyny – tak można wydać 50 złotych. Można też kupić bilet na wystawę „Napoleon Bonaparte” w warszawskim PKiN. Lubimy autorytety, wojowników, wodzów walczących z całym światem. Zrządzeniem losu na drodze Polaków pozbawionych Polski stanął ten ambitny francuski generał zmagający się z naszymi wrogami. Czegóż więcej trzeba było żołnierzom, którzy po upadku kościuszkowskiej insurekcji odnaleźli azyl we Włoszech i Francji... Legiony, a później Legie Północne i wreszcie wojska Księstwa Warszawskiego przez 16 lat walczyły w Europie (a także poza nią) dla Korsykanina, licząc, że odbiorą z rąk zaborców Ojczyznę. Epizod Księstwa pokazał, jak Napoleon traktuje sprzymierzeńców: „szanując” zapisy...
Podczas ostatniego spaceru po Kampinosie mój przyjaciel Łukasz wypowiedział przy mnie słowo „łuk”. I tak doszliśmy do wniosku, że warto zorganizować dla grupy znajomych zajęcia z geometrii użytkowej pod hasłem: „Łuk, cięciwa, promień – wstęp do łucznictwa”. Do zajęć potrzebujemy: sprzętu (Łukasz jako instruktor surwiwalu ma kilka młodzieżowych łuków, ja też dysponuję kilkoma sztukami), miejsca (w pobliżu naszej najnowszej ziemianki jest trochę naturalnych strzałochwytów) i... kursantów. Chwilę po ogłoszeniu tej idei grupowe forum zaczyna ożywać. Zgłaszają się stuprocentowi pewniacy, kilkunastu niezdecydowanych, pojawiają się pytania, na które szybko odpowiadamy. Tak, będą zajęcia dla  początkujących i zaawansowanych. Oczywiście, dzieci też będą mogły postrzelać, Łukasz ma...
Podczas przedświątecznego sprzątania łazienki znalazłem lusterko. To znaczy „Zwierciadło". Pamiętam, że „za komuny" był to kolorowy tygodnik dla kobiet. Akurat, by poczytać w wannie. Zamiast wstępniaka – rubryka „Zamiast wstępu”. I potem już same „zamiast”. „Listy”: „Nigdy bym nie pomyślała, że miednica jest tak ważną częścią ciała. Jestem wręcz zachwycona tym, jak Wojciech Eichelberger otwiera przede mną dotąd nieznane rejony ciała i świadomości” – pisze czytelniczka Iwona. „Zaczęłam szukać warsztatów, które pozwolą uwolnić mi swoją miednicę”. („Autorki listów otrzymują zestawy kosmetyków do pielęgnacji twarzy” – informuje redakcja. Twarzy? A miednica?!). Dalej – felieton Młodego Stuhra. Z założenia śmieszny, że boki zrywać (mnie nie zerwało, bo miednica przeszkodziła)....
Truskawka – smakowicie. Wiersze – poetycko. Górki, Roztoka, Zamość? Niech nas to nie zmyli – to nazwy wsi leżących w obrębie Kampinoskiego Parku Narodowego. Zwiedziłem je ostatnio podczas dorocznego marszu „KPN Trekking – powitanie wiosny”. To impreza organizowana od kilku lat przez kilku zapaleńców. Stały jest termin (sobota przed pierwszym dniem wiosny), punkt startu (pętla autobusowa w Truskawiu) i meta (prywatne obozowisko w Nowym Polesiu), natomiast co roku zmienia się trasa, liczba uczestników i... pogoda. Na przykład dwa lata temu na trasie podwijaliśmy rękawy bluz i koszul, zaś tegoroczny marsz powinien nosić nazwę „Zimo, idź już sobie”. Świeci co prawda słońce, ale temperatura oscyluje w granicach minus 5 stopni. Przed godziną 10 z miejsca zbiórki na szlak rusza około...
Było groźnie. A nic nie zapowiadało tragedii. Wyszedłem z mieszkania, zamknąłem drzwi, sprawnie przemieściłem się w kierunku windy. Gdy przyjechała – wszedłem, jak kilka razy dziennie. Nacisnąłem klawisz „0” i… winda ruszyła, zgrzytnęła i stanęła. Opanowałem panikę. Wcisnąłem guzik z intrygującym symbolem dzwonka. Rozległ się dźwięk, a po chwili głos operatora pogotowia dźwigowego. Opisałem sytuację, podałem namiary i zacząłem cierpliwie czekać. W takich sytuacjach instruktorzy survivalu zalecają uspokoić kolejne fale paniki poprzez sprawdzenie swojego stanu posiadania. Więc sprawdziłem. Ponieważ wybierałem się na dyżur w redakcji, byłem przygotowany na najgorsze. Ubrany w trekkingową kurtkę, „taktyczną” koszulę, militarne spodnie i takież buty, mogłem przetrwać kilka godzin w...
Franciszka. Smukła, ostra i niebezpieczna. Zapragnąłem jej. Z pomocą kolegi udało się ją „zdobyć”. Moja fascynacja bronią miotaną trwa. Za sprawą Janiego próbuję machać procą pasterską, dzięki Arturowi mam okazję porzucać do celu różnego rodzaju nożami, mój zbiór „latających” siekierek też się powiększa. Ostatnio ze zgrozą skonstatowałem, że wśród tomahawków brakuje mi najbardziej znanego europejskiego toporka do rzucania – franciszki (właściwie „franciski”). To przedziwna siekierka. Moje pierwsze z nią spotkanie miało miejsce na imprezie w ruinach dolnośląskiego zamku Bolczów. Trzy dziwnie wygięte ostrza osadzone pod dziwnym kątem na trzonkach leżały nieopodal postawionego na kozłach pieńka. Domyśliłem się, że to cel. Podniosłem te brzydactwa z ziemi i zacząłem rzucać. – Może i...
Nie za dużo, nie za ciężko. Śpiwór, zapasowy ciepły ciuch, żarcie w proszku, woda. Razem z plecakiem ma ważyć poniżej 8 kilogramów. To wytyczne od Łukasza, organizatora wyprawy: „Czy dasz radę na Syberii?”. Udział bierze sześć osób plus dwójka instruktorów. Do bazy wypadowej docieramy samochodami. Jadę z Darkiem (w cywilu alpinista przemysłowy) i Dominikiem (archeolog). Stamtąd ruszamy pieszo. Kilka stopni mrozu, śnieg na sosnach, gdzieniegdzie brzozy. Drogę zagradza nam terenówka z przyczepą. Nasz gospodarz, Sasza, ulitował się nad nami. Ładujemy plecaki do samochodu, siebie – na przyczepę. Balansujemy na oblodzonej blaszanej podłodze przyczepki, podskakując na wybojach, uskakując przed atakującymi gałęziami i starając się nie spaść. Wreszcie auto staje. Łukasz podaje nam współrzędne...
Polscy odtwórcy okresu średniowiecza dali się poznać w świecie jako świetni znawcy epoki. Wojownicy spuszczają łomot przeciwnikom na europejskich polach bitew, szkutnicy budują repliki łodzi, które kupują od nich skandynawskie muzea, rzemieślnicy tworzą broń, biżuterię i przedmioty codziennego użytku, które cieszą się uznaniem wśród współczesnych wikingów. W jednym tylko pozostajemy w tyle, w… śpiewaniu. Kilka lat temu na woliński plac budowy zabłądziła grupa młodych „wikingów” ze Szwajcarii. Znaleźli zatrudnienie przy budowie naszej chaty (przyszłej siedziby nieformalnej grupy rzemieślniczej, znanej na Wolinie jako Imperium). Pracowali chętnie i dobrze, dlatego od tamtej pory zawsze są miłymi gośćmi w imperialnych progach. Co roku, podczas letniego festiwalu Słowian i Wikingów,...
„Klaczkę masz oźrebić, Witię bogato ożenić, a Pawła od maleńkości z karabinem oswajać… dopóki Kargul żyje” – mówiła w swej ostatniej woli Leonia Pawlak do syna swego, Kazimierza. Gdybym był polonistą lub politologiem, pokusiłbym się o interpretację tego zdania... Tak się złożyło, że studiowałem ładnych kilka lat filologię polską, a jako Polak znam się na skokach narciarskich, piłce nożnej i polityce, więc spróbuję. Otóż oźrebienie klaczki to troska o zapewnienie dostatku rodzinie i inwestycja w przyszłe środki produkcji. Bogaty ożenek Witii to nic innego jak wejście w sojusze, które umocnią pozycję Pawlaków. Co do oswajania z karabinem od maleńkości... Kwestią najważniejszą jest tu dopowiedziany warunek: dopóki Kargul żyje. Rodzina Kargulów to odwieczny wróg Pawlaków. Znany,...
W każdym rzemiośle o sukcesie decyduje połączenie kilku elementów: sprzętu, umiejętności (wiedzy i praktyki) i szczęścia. Dziś nie będę nudzić opowieściami o łucznictwie, budowaniu ziemianek, nożownictwie czy rekonstrukcji historycznej. Hobby, którym się dziś zajmiemy, będzie dokumentowanie tych wszystkich pasji – fotografia. Mamy to szczęście, że postęp technologiczny objął swoim władaniem fotografię (w odróżnieniu od takich dziedzin życia, jak choćby zaskakiwanie drogowców przez zimę). Dzięki elektronice, cyfryzacji i miniaturyzacji pierwszy ze wspomnianych na wstępie elementów – sprzęt – dostępny jest dla każdego. Ba, w zasadzie każdy użytkownik smartfona dysponuje aparatem z możliwościami, o jakich fotograf-amator sprzed 30 lat mógł tylko pomarzyć. Zatem sprzęt jest. A...
Wyjazd rodzinny to okazja, aby się zrelaksować, ale też przekonać, jak wygląda nasze życie poza domem i pracą w formie czystej. To również szansa, aby sprawdzić, czego nam brak w rutynowej codzienności. Tydzień z żoną i dziećmi spędzony w południowo-zachodnim koniuszku Polski, w zachodniej części polskich Sudetów, był okazją do takiego sprawdzianu. Że co, że nie mam serca, bo dzieciom w ferie sprawdziany urządzam? Ależ, proszę Państwa, milusińscy nawet o tym nie wiedzieli. Zresztą odgórne próby aktywizacji mijały się z celem. Na przykład – ogłosiłem wśród rodziny konkurs na najlepszy fotoreportaż z wyjazdu, nawet wyposażyłem córkę w sprzęt. Efekt? Brak zdjęć, bo ręce wciąż czymś innym zajęte. Dobrze chociaż, że trzymaniem kijków od nart czy lepieniem śnieżek, a nie śmiganiem po...
Cały ten opisywany przeze mnie survival i bushcraft to taka lekka partyzantka. W znaczeniu zarówno dosłownym (próby przeżycia i wygodnego życia w lesie), jak i przenośnym (działanie na granicy przepisów). W ostatnich tygodniach zaczęły się pojawiać dziwne znaki, szmery jakieś, plotki, słowo rzucone mimochodem, uśmiech pod wąsem wędrowca, mocniejszy uścisk dłoni. Nadzieja, delikatna i maleńka, wniknęła w serca i inne ważne organy „leśnych ludzi”. Skąd ona? Entuzjaści spędzania wolnego czasu w lesie to często zwykłe mieszczuchy korzystające z dobrodziejstw cywilizacji, np. z Internetu. I właśnie w internetową sieć zaplątały się jaskółki zwiastujące zmianę w podejściu władz do leśnej aktywności okołoturystycznej. Zaczęło się niewinnie. Pewien anonimowy bohater, przeglądając...
Ma policzki i lico, może mieć nauszniki lub wąsy, czasem brodę. Zawsze ma ucho. Jedno. Ważne, by nie była tępa. Tak, mówimy o siekierze. Lubię czytać. Lubię książki. Nie lubię kupowania książek, bo wiąże się to najczęściej z wizytą w księgarni. A tam pełnowartościowe egzemplarze trzeba wytropić pośród wyrobów książkopodobnych: tomików poezji stworzonych przez kucharzy, książek kucharskich napisanych przez aktoreczki czy dwutomowej autobiografii 15-letniego piosenkarza. Jednak podczas niedawnej wizyty w warszawskiej księgarni wpadłem w szaleńczy taniec nieokiełznanej radości (czyli zgodnie ze swoim żywiołowym temperamentem uśmiechnąłem się pod wąsem) na widok dwóch stojących obok siebie tomów. Otóż „Sekretnemu życiu drzew” Petera Wohllebena towarzyszyła książka Larsa Myttinga „...
Źródło poproszę – tak brzmi najczęstsza uwaga w fejsbukowych grupach, pełniących dziś rolę forów dyskusyjnych dla historyków-amatorów. Pojawia się zazwyczaj pod zdjęciem wykonanej przez pełnego dobrych chęci rekonstruktora kolczugi czy skórzni. „Ivar taką w serialu nosi” – brzmi odpowiedź. Gdy jako ośmiolatek czytałem po raz pierwszy „Krzyżaków” (nie wiedziałem wówczas, że przyjdzie mi pracować w jednej redakcji z Sienkiewiczem), zwróciłem uwagę, że w dołączonym przez wydawcę opisie bitwy pod Grunwaldem Jana Długosza nie występuje Zbyszko z Bogdańca. W ten oto sposób wydawca – Państwowy Instytut Wydawniczy – pokazał mi różnicę między literaturą faktu (co w przypadku Długosza i tak jest stwierdzeniem nieco na wyrost) a historyczną fikcją (z angielska historical fiction). „Wikingowie...
Minął kolejny rok, 1 stycznia dokonujemy podsumowań, które – poparte zmęczeniem po sylwestrowej zabawie – nie zawsze są satysfakcjonujące. A potem przychodzi czas na najgorsze – postanowienia. Jak to było u ciebie? Bo u mnie... Nie oszukujmy się, ten tekst powstaje jeszcze w starym, 2017 roku. By nie drażnić sił wyższych przedwczesnymi podsumowaniami, powiem tylko, że rok ten dał mi wiele: wrażeń, rozczarowań, ale i niespodzianek oraz wyzwań, którym – w większości – podołałem. Cały ten wachlarz nie rozłożyłby się przede mną, gdybym – kolokwialnie mówiąc – siedział na tyłku. Pewna mądra pani, nomen omen Zofia, która kilka lat temu zajmowała się moim podupadłym zdrowiem, mawiała do pacjentów: „Rusz d... i zrób coś”. Po „ruszeniu” najprostszą sprawą do zrobienia jest przemieszczenie...
Dwaj wędrowcy, trzech mędrców (chociaż według niepokornych badaczy mogło być ich sześciu), czasem jeden niespodziewany gość. Nie dowiesz się, z czym przychodzą, jeśli ich nie wpuścisz. Dwaj tajemniczy wędrowcy zostają odpędzeni z grodu księcia, gdzie odbywa się biesiada z okazji inicjacji jego synów. Ruszają zatem na podgrodzie, gdzie trafiają do domostwa ubogiego oracza. Również on przygotowuje się do postrzyżyn swego syna, jednak dzieli się skromnymi zapasami przeznaczonymi na ucztę. Jakież jest jego zdziwienie, gdy piwo nalane wędrowcom nie znika z beczki, a mięsa z małego prosiaczka wystarczyłoby na nakarmienie wielu gości... Nieznajomi poproszeni przez gospodarza – Piasta – biorą udział w postrzyżynach jego syna i nadają mu imię Siemowit. Jak pisze Gall Anonim, Siemowit w...
„Nie mówiłbym tyle o sobie, gdybym kogoś innego znał równie dobrze” – Henry David Thoreau, „Walden”. Zaczęło się od kozy. Konkretnie – piecyka typu koza. Stał (stała?) samotnie przed moim warsztatem. – Chcesz? – zapytał Bartek, sąsiad. Chciałem. Taki mobilny kominek to gratka, szczególnie gdy w planach... Powiedziałem Bartkowi o kolejnej ziemiance, którą chcemy zbudować. Pół roku temu pisałem o Towarzystwie Budownictwa Leśnego, pamiętasz, Drogi Czytelniku? Po szałasach i ziemiankach, które zostały zasiedlone przez bardziej potrzebujących alternatywnych recycling-managerów (innymi słowy: bezdomnych złomiarzy) nasza grupa postanowiła zrobić terenowe lokum dla siebie. Na prywatnym terenie, legalnie. Koza została katalizatorem. Sprawy nabrały przyspieszenia. Dziwnym zrządzeniem losu...
„Ogry są jak cebula” – tłumaczył osłu sympatyczny Shrek. Jak pamiętamy, nie chodziło o zawartość witaminy C, wyciskające łzy z oczu olejki eteryczne czy nieprzyjemny zapach. „Ogry mają warstwy” – wyjaśniał zielonoskóry stwór. Zima zbliża się nieubłaganie, toteż czas najwyższy zająć się naszym komfortem termicznym. Kwestie ogrzewania mieszkania zostawmy specjalistom od energetyki, my – jako ludzie aktywni – zainteresowani jesteśmy naszym osobistym odczuciem ciepła. „Pani kierowniczko, jest zima, to musi być zimno, tak?” – tłumaczył palacz c.o. z filmu „Miś”. Czy rzeczywiście musi? Nie, wystarczy ubierać się warstwowo. Czyli „na cebulkę”. Odzież termoaktywna nie jest wymysłem ostatnich lat. Historia ubioru to historia warstw spełniających określone funkcje. Najprościej możemy je...
Lubimy mówić o sobie. Chcemy się wyróżniać, a jednocześnie określać przynależność do grupy. Sprzeczność? Niekoniecznie. Zakładamy koszulki patriotyczne, nosimy szaliki ukochanych klubów piłkarskich (nie znam zbyt dobrze środowisk szalikowców szachowych, ale być może działają równie prężnie co kibice futbolowi, a ustawki zwolenników drużyn Czarny Król i Biała Dama być może przewyższają widowiskowością inscenizację bitwy pod Grunwaldem), wpinamy w klapę polską flagę lub symbol Polski Walczącej. Przez lata „tablicą rejestracyjną” polskiej młodzieży był pełniący rolę szkolnego tornistra wojskowy plecak typu „kostka” z wymalowanymi symbolami subkultur młodzieżowych czy nazwami ulubionych zespołów rockowych. Rynek nie lubi próżni, więc szybko znaleźli się producenci naszywek ze wspomnianymi...
„Do czego?”. „Jak to do czego? Do chodzenia!”. „Buty do chodzenia na półkach »chód sportowy«” – informuje wyniośle sprzedawca. Ewidentnie trudno było nam się porozumieć, chociaż posługiwaliśmy się tym samym językiem. Przeszkadzały nam słowa i znaczenia, które ze sobą niosły, z pozoru tożsame, w praktyce – kompletnie rozbieżne. Buty to tylko przykład, chociaż opisy sprzętu i akcesoriów turystycznych w sklepie nastawionym raczej na amatorskich odbiorców mogą wywołać zdziwienie u nieprzygotowanych użytkowników. Czy wiesz, Drogi Czytelniku, że można kupić spodnie na „okazjonalne wędrówki po równinach”, które na pierwszy rzut oka nie różnią się od tych „na regularne wędrówki w góry”? Czy wiesz, że buty „na kilkugodzinne wędrówki przyrodnicze po łatwych szlakach” mogą się nie sprawdzić,...
Podczas jesiennych warsztatów w wolińskim skansenie zabrakło dla mnie pracy przy obsadzaniu drzwi w chacie (dwóch kierowników budowy w zupełności wystarczyło). By jednak być pożytecznym, zostałem szefem kuchni. Przepis na kaszę pęczak po wolińsku (proporcje na 12 mężczyzn). Kupujemy: paczkę ciastek „Viking”, dwie paczki kaszy pęczak, trzy kostki smalcu, pęto kiełbasy podwawelskiej, rosołek w kostkach. Przygotowanie: na żeliwną patelnię wrzucamy paczkę smalcu i stawiamy na ogniu. W dłoń lewą chwytamy pęto kiełbasy, w prawą – nóż i skrawamy kiełbasę w nieregularne n-ściany wielkości mniej więcej żołędzi tak, by wpadały na patelnię (jak kto lubi, może tę operację wykonać na desce do krojenia, proszę bardzo, co mi tam). Gdy podwawelska nieco się rozgrzeje, zestawiamy patelnię na pobocze...
„Pierwsze jest morderstwo. Drugim jest zdrada stanu. Trzecia jest herezja. Czwarte jest namawianie do zdrady wobec swego pana. Piątym jest zdrada w walce lub niesnasce. Szóstym jest pomówienie. Siódmy jest stosowany wobec dziewicy lub damy”. Oto siedem powodów, dla których mężczyzna obowiązany jest walczyć. Przedstawił je Hans Talhoffer, żyjący w XV wieku fechmistrz i autor podręczników sztuki walki białą bronią. Jego nauki przydawały się podczas rozpraw sądowych. Bowiem w średniowieczu pojedynek uznawany był za środek dowodowy podczas procesu. Walka dwóch osób na miecze jako sposób na rozstrzygnięcie sporu była popularna wśród germańskich plemion, co zauważył i odnotował w swych pismach Juliusz Cezar. Wędrówki i podboje Germanów rozszerzyły ten zwyczaj na całą Europę. Nie powinno...
„Myślę o sobie czasem jak o dzikim Indianinie albo starym berserku przebranym tylko za dziewiętnastowiecznego Amerykanina. Gdy ciasny gorset cywilizacji ciśnie mnie zbyt mocno, zrzucam go, oddając się odmładzającemu duszę barbarzyństwu i słodkiemu lenistwu”. Te słowa napisał o sobie George Washington Sears ps. Nessmuk. Ten amerykański traper, przewodnik i myśliwy żył w XIX stuleciu, ale bliski jest każdemu współczesnemu amatorowi puszczaństwa. Podobnie jak dzisiejsi zwolennicy przebywania na łonie natury, Nessmuk wyruszał w dzicz, aby wyrwać się z miasta, zobowiązań, kredytów i rachunków. Znajome? „Ulisses” Joyce’a, „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta, „Czarodziejska góra” Manna – to kanon światowej literatury, który znać powinien każdy aspirujący do miana inteligenta...
To ich pora roku. Ich miesiąc. Ich święto. Według polskiego prawa nie są bronią, a na poparcie tej tezy właśnie jesienią, podczas grzybobrania, nasze koziki, scyzoryki, finki i foldery – jednym słowem nasze noże – mogą wreszcie się zaprezentować jako wielce przydatne narzędzia. Przez cały wrzesień i początek października w Rzeczpospolitej trwają Otwarte Mistrzostwa Polski w Zbieraniu Grzybów. Włościanie mają łatwiej, ot, odejdą nieco od domu i już czekają na nich maślaki, prawdziwki, koźlaki. Mieszczuchom jest nieco trudniej – od lat zakłady pracy nie organizują już wspólnych, autokarowych wyjazdów na „grzybobranie” (które bardziej przypominały dzisiejsze opływające alkoholem korporacyjne wyjazdy integracyjne), pozostają więc weekendowe wyjazdy w dzicz. Wreszcie mieszczuch...
– Gdy klasnę, robicie wypad! – mówi Rafał. Po chwili klaszcze, a kilkadziesiąt osób posłusznie robi wypad. Nie, Rafał nikogo nie wypędza. Rafał jest instruktorem szermierki. Kilka lat temu pogodziłem się duchowo ze swoim wiekiem, lecz umysł szukał wciąż nowych wyzwań. Jako (wówczas) czterdziestopięciolatek byłem jeszcze za młody na Uniwersytet Trzeciego Wieku, ale Akademia Broni ograniczeń wiekowych nie miała. Kierunki „studiów”, które oferowała Akademia to: miecz i tarcza, walka nożem, szpada, miecz długi. Na niezdecydowanych czekał indywidualny tok nauczania. Postawiłem na walkę długim mieczem, bardziej finezyjną od wikińskiego miecza z tarczą i bardziej męską od dworskiej szpady. Przed pierwszym treningiem zaopatrzyłem się w polecane przez fachowców rękawice motocyklowe i......
Przez 200 lat polscy husarze sprawiali, że nasze granice były bezpieczne – mówił minister Antoni Macierewicz, otwierając piknik militarny towarzyszący lipcowej wizycie prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce. Tymczasem w pochmurny wrześniowy weekend podczas imprezy „Skrzydła chwały” mieszkańcy stolicy mogli zobaczyć i dowiedzieć się nieco więcej o husarii, ale też innych formacjach kawaleryjskich z czasów Rzeczpospolitej szlacheckiej. Dwa miesiące temu pisząc o inscenizacji bitwy pod Grunwaldem, wspominałem o dużej umowności, z którą przyszło się zmierzyć widzom tego widowiska. Wystawienie rycerskiego pocztu to niebagatelny wydatek, dlatego na grunwaldzkich polach temat ciężkiej polskiej jazdy jest – powiedzmy – jedynie sygnalizowany. 200 lat później ciężkozbrojny kawalerzysta nie...
Jechałem tam z ciekawością, niepokojem i nadzieją. Ciekawość, bo ostatnio byłem w Biskupinie, gdy miałem jeszcze mleczne zęby; niepokój wywołała ostatnia nawałnica, która biskupiński skansen mogła naruszyć. Miałem wreszcie nadzieję, że moja ciekawość zostanie zaspokojona. Muzeum Archeologiczne w Biskupinie to esencja historii i historia polskiej archeologii. 84 lata temu Walery Szwajcer, młody wiejski nauczyciel, napisał do profesora Józefa Kostrzewskiego z Uniwersytetu Poznańskiego o wypatrzonych na biskupińskim półwyspie dziwnych, wystających z ziemi palach. I tak zaczęła się praca archeologów, paleontologów, geomorfologów, botaników, etnografów, architektów, chemików i specjalistów z innych dziedzin, która zaowocowała odkryciem przed wybuchem wojny grodu kultury łużyckiej. A cały...
Robinson Crusoe w filmie „Cast Away”, serial „Lost” czy setki książek i filmów poruszających tematykę postapokaliptyczną to różne spojrzenia na zachowania ludzi w sytuacjach oderwania od cywilizacji. Przy tej okazji pojawia się odwieczne pytanie: mieć (zapasy) czy być (przygotowanym do ich zdobycia)… Żyjemy w czasach szufladkowania, więc trudno się dziwić, że również ludzie spędzający aktywnie czas na łonie natury przyporządkowywani są do różnych „specjalizacji”. Włóczykij nie ma dziś racji bytu pośród osób uprawiających turystykę wykwalifikowaną, zdeklarowanych bushcraftersów, survivalistów czy wreszcie preppersów. W tym gronie prepper to zjawisko stosunkowo najmniej znane. Kim jest? To osoba, która wierzy, że prędzej czy później (chociaż raczej prędzej) dotknie nas apokalipsa....
Jeśli coś działa, to co stoi na przeszkodzie, aby to powielić... Taka idea przyświecała organizatorom Jarmarków Średniowiecznych, które odbywają się w trzeci weekend maja na zamku Grodno w Zagórzu Śląskim już od 2005 r. Dlatego kilka lat temu samorząd gminy Walim, właściciel obiektu, zdecydował: robimy też edycję jesienną. W ten sposób w kalendarium imprez historycznych wpisał się „Najazd Średniowiecza na Zamku Grodno”, przez uczestników nazywany omyłkowo „jesienią średniowiecza”, chociaż nie ma zbyt wiele wspólnego z opisaną tym frazeologizmem sytuacją z filmu „Pulp Fiction”. Jesień... przepraszam, najazd to weekend poza czasem. Pomijam długie godziny (konkretnie pięć) spędzone w środkach lokomocji, aby dotrzeć na Dolny Śląsk ze stolicy. Samo miejsce, jak i idea imprezy, to skoki w...
Zapinka z okresu wędrówki ludów, średniowieczny nożyk, guziki napoleońskie, łuska pocisku od działka przeciwlotniczego. O tych znaleziskach słyszałem w ostatnich miesiącach. Słyszałem, ale ich nie zobaczę. Nasze prawo (ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami) dość surowo traktuje poszukiwaczy skarbów. Od stycznia 2018 r. osoba, która bez pozwolenia poszukuje zabytków za pomocą urządzeń elektronicznych, traktowana będzie jak przestępca (przed ostatnią nowelizacją przepisów było to tylko wykroczenie). Bieganie z tzw. wykrywką przestało więc być zajęciem hobbystycznym dla każdego, kogo stać na zakup (wciąż jeszcze legalny) wykrywacza metalu. Aby było to działanie legalne, potrzebne będzie wspomniane wyżej pozwolenie. Tryb jego wydawania przypomina starania o pozwolenie na...
Między Szczecinem a Wolinem trafiamy do „restauracji” z fastfoodem. Zjedzone przez dzieciaki panierowane „czikeny” to ostatni kontakt z konsumpcją i konsumpcjonizmem XXI w. Od czego jeszcze odpoczniemy w średniowieczu? Po wypakowaniu gratów i zaniesieniu ich do chaty, która będzie naszym domem przez 12 dób, odstawiam samochód na odległy od skansenu parking. Jest czwartek, 27 lipca, wieczór. Przygotowuję dzieciakom legowisko i padamy spać. Rano budzi mnie... poczucie, że czas wstawać. Wychodzę przed chatę – namioty sąsiadów zasznurowane, po drewnianych, skansenowych chodnikach przemyka kilka osób. Czyli jest godzina... poranna. I tego się będziemy trzymać przez najbliższe dni: zegarek wraz ze współczesną odzieżą schowane głęboko, więc trzeba się zdać na zegar biologiczny i naturalny....

Pages