Jarosław Wróblewski

Jarosław Wróblewski
To bohater, który nie doczekał zwycięstwa, ale on nam to zwycięstwo przyniósł, bo na jego przykładzie wielu chce się dzisiaj wzorować. Kiedy poznał Pan majora „Łupaszkę”? To było w pierwszych dniach czerwca 1945 roku na Podlasiu, gdy dołączyłem na koncentrację do szwadronu „Burego”. Rozstałem się z nim w sierpniu 1946 roku. Jakie major zrobił na Panu wrażenie? Był dobrym wojskowym, kawalerzystą, dobrej postury. Bliżej go jednak nie znałem. Nie wdawał się w żadne rozmowy ze mną. Jak traktował żołnierzy? On się po prostu nie wtrącał. Miał swoje szwadrony, ich dowódców, jak „Wiktora”, „Mścisława” czy „Zygmunta”, i wydawał im polecenia, w nasze żołnierskie życie bezpośrednio się nie mieszał. On rozmawiał z dowódcami i im zwracał uwagę, jeśli coś mu się nie podobało. Jako...
Jarosław Wróblewski
Wielokrotnie byłem pytany, kto jest dla mnie najważniejszą postacią na „Łączce”, i odpowiadałem, że to jest właśnie pan major. Fakt, że go odnaleźliśmy, to radość, ale i wielka duma z dobrze wykonanego obowiązku. To była praca bardzo wielu ludzi Kiedy Pan po raz pierwszy usłyszał o majorze Zygmuncie Szendzielarzu „Łupaszce”? To był początek lat 90. Pojawiła się niezwykle ważna lektura dla mojego pokolenia, czyli dzisiejszych 50-latków, to była książka Dariusza Fikusa pt. „Pseudonim Łupaszka”. Gdy ukazała się na rynku, wzbudziła ogromne zainteresowanie, bo po raz pierwszy ktoś pisał o majorze jak o bohaterze, człowieku wyjątkowym. Jednocześnie w tym samym okresie konfrontowałem to z dostępną wówczas oficjalną literaturą z lat 70. i 80. Postać pana majora...
Jarosław Wróblewski
Majdan w realny sposób zjednoczył chrześcijan – rzymskich katolików, grekokatolików, prawosławnych i protestantów. To fenomen. To ogólne obudzenie duchowe i zwrócenie się w modlitwie do Pana Boga – z ks. Waldemarem Pawelcem, proboszczem i kustoszem sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej w Dowbyszu na Ukrainie, rozmawia Jarosław Wróblewski Niewiele wiemy o duchowej stronie protestu na Majdanie, a przecież to, co rodziło się tam z wiary, można nazwać duchową przemianą Ukraińców. To, co się wtedy działo, uważam za wielkie duchowe przebudzenie. To nawet doprowadziło w tamtym czasie w pewien sposób do praktycznego ekumenizmu. Mówi się dużo o ekumenizmie i wspólnych modlitwach; Majdan w realny sposób zjednoczył chrześcijan – rzymskich katolików, grekokatolików, prawosławnych i protestantów....
Jarosław Wróblewski
Przygotowywał się do tego wyzwania. O Powstaniu Warszawskim przeczytał wszystko, co było dostępne, godzinami siedział w internecie, chodził do muzeów, spotykał się z powstańcami. Potem powstał scenariusz – jego fabuła została osnuta na uczuciowym trójkącie między uczestnikami walk – „Stefanem”, „Biedronką” i „Kamą”.   O swojej pracy nad „Miastem ’44” Jan Komasa mówi: – Jestem młodym człowiekiem i podobno mam jeszcze czas. 69 lat temu ludzie w moim wieku i młodsi oddawali jednak swój czas i krew z własnej woli, masowo, tak jak dziś masowo kupują telefony komórkowe czy bilety do Londynu. Wywołali powstanie miasta, które mnie wychowało i w którym żyję. Wywołali też piekło. Piekłem nie była jedynie przegrana. Piekłem było też to, co spotkało Polskę po powstaniu, to, że mimo ogromu...
Grzegorz Wierzchołowski
Niemal 60 tysięcy osób wzięło udział w spotkaniu z charyzmatycznym ks. Johnem Bashoborą z Ugandy. „Jestem księdzem, nie uzdrowicielem, a moc ma Słowo. Należy wpatrywać się nie w kaznodzieję, lecz w Jezusa Chrystusa” – mówił do tysięcy Polaków kapłan.   Uwielbienie Jezusa w Duchu Świętym – bo tak brzmiała pełna nazwa sobotnich rekolekcji w Warszawie – przebiegło w bardzo spokojnej i podniosłej atmosferze. Charyzma o. Bashobory i różnorodny program spotkania sprawiły, że trzynaście godzin modlitewnego skupienia i religijnej refleksji (od godz. 9 do 22, z przerwami na posiłki) zapamiętane zostało przez uczestników rekolekcji jako porywające przeżycie duchowe. – Ojciec John Bashobora przekonał do siebie największych sceptyków – mówi „Gazecie Polskiej” Dominik Tarczyński, prezes...
Jarosław Wróblewski
Niemal 60 tysięcy osób wzięło udział w spotkaniu z charyzmatycznym ks. Johnem Bashoborą z Ugandy. „Jestem księdzem, nie uzdrowicielem, a moc ma Słowo. Należy wpatrywać się nie w kaznodzieję, lecz w Jezusa Chrystusa” – mówił do tysięcy Polaków kapłan.   Uwielbienie Jezusa w Duchu Świętym – bo tak brzmiała pełna nazwa sobotnich rekolekcji w Warszawie – przebiegło w bardzo spokojnej i podniosłej atmosferze. Charyzma o. Bashobory i różnorodny program spotkania sprawiły, że trzynaście godzin modlitewnego skupienia i religijnej refleksji (od godz. 9 do 22, z przerwami na posiłki) zapamiętane zostało przez uczestników rekolekcji jako porywające przeżycie duchowe. – Ojciec John Bashobora przekonał do siebie największych sceptyków – mówi „Gazecie Polskiej” Dominik Tarczyński, prezes...
Jarosław Wróblewski
W wieku 99 lat zmarł o. Medard Parysz, kapucyn heroicznie posługujący podczas Powstania Warszawskiego na Starym Mieście.   Kilka lat temu na ławeczce w parku przy kościele św. Antoniego w Nowej Soli opowiadał mi o sobie i swoim udziale w Powstaniu Warszawskim. Urodził się 17 grudnia 1913 r. w Haczowie koło Krosna na Podkarpaciu. Na imię miał Stanisław, w zakonie przybrał inne – Medard. Pierwszy raz w Warszawie Wyświęcony został w 1939 r. Przebywał w domu zakonnym w Krakowie. Gestapo zaaresztowało i wywiozło do Oświęcimia i do Dachau trzydziestu kapucynów. Proszono wówczas  prowincjała o pomoc w obsługiwaniu kościołów, głównie w Warszawie i Lublinie. – Mnie wysłano do Warszawy. Zajechałem tam 16 lipca 1944 r. Przyjechałem oczarowany, pierwszy raz w Warszawie! Stolica,...
Jarosław Wróblewski
Zapach i smak walki Na bazie wielkiego zainteresowania tematyką powstańczą, jakie wywołało otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego, odbyła się na Woli pierwsza inscenizacja powstańcza. Stanęła barykada z poprzewracanych tramwajów, zabrzmiały piosenki i strzały. Była walka, krzyki rannych, wybuchy, emocje, brawa i w wielu oczach łzy. Lecące pod nogi karabinowe łuski, dym, padające komendy, zapach i smak walki… Można to było oglądać nie w telewizji, ale na żywo, na warszawskiej ulicy, po 60 latach. To była rewolucja w podejściu do historii i na bazie tego przełomu i wielkiego zapału zawiązała się w stolicy Grupa Historyczna Zgrupowanie „Radosław”. Na jej czele stanął Tomasz Karasiński, którego ojciec walczył podczas Powstania na Starym Mieście. Młodzi pasjonaci zaczęli się spotykać,...