Grzegorz Wierzchołowski

Grzegorz Wierzchołowski
Najpierw ukrywano, potem utajniono Gdy w marcu br. nadeszło drugie pismo z USA, Wojskowa Prokuratura Okręgowa zwróciła się do organów i instytucji państwowych, w tym również do Tomasza Arabskiego, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, o przekazanie wszelkich materiałów uzyskanych od organów bądź agend Stanów Zjednoczonych Ameryki związanych z okolicznościami katastrofy. Jak wypowiedział się w „Rzeczpospolitej” Tomasz Arabski: „Po przeprowadzeniu kwerendy, która wykazała, że w Kancelarii Premiera nie ma dokumentów od Amerykanów, wysłałem monit do kilku ministerstw oraz służb zajmujących się wywiadem”. Wśród tych służb nie było ABW, ponieważ ministrowi „nie przyszło do głowy, że takie dowody mogły tam trafić”. Wydawałoby się, że materiały wreszcie się znalazły, bo prokuratorzy...
Leszek Misiak
Co było powodem odrzutu (ładunek pirotechniczny czy wybuch paliwa), powinni zbadać specjaliści. Natomiast poziom, na którym doszło do rozerwania kadłuba, można określić po analizie rozłożenia szczątków na zdjęciu satelitarnym. Co rozrzuciło części Eksperci komisji Millera powinni, zdaniem naszego rozmówcy, przeprowadzić dość pracochłonną, ale niezwykle ważną analizę określenia torów lotu poszczególnych fragmentów samolotu, zanim upadły na ziemię. – Na Zachodzie analizy takie są wykonywane dla potwierdzenia lub wykluczenia wybuchu w trakcie lotu. Polega to na wytypowaniu kilku lub kilkunastu największych fragmentów konstrukcji znalezionych po katastrofie, zważenie lub też w inny sposób określenie ich masy oraz opisanie kształtów ważnych w aerodynamice dla określenia oporu...
Grzegorz Wierzchołowski
Co było powodem odrzutu (ładunek pirotechniczny czy wybuch paliwa), powinni zbadać specjaliści. Natomiast poziom, na którym doszło do rozerwania kadłuba, można określić po analizie rozłożenia szczątków na zdjęciu satelitarnym. Co rozrzuciło części Eksperci komisji Millera powinni, zdaniem naszego rozmówcy, przeprowadzić dość pracochłonną, ale niezwykle ważną analizę określenia torów lotu poszczególnych fragmentów samolotu, zanim upadły na ziemię. – Na Zachodzie analizy takie są wykonywane dla potwierdzenia lub wykluczenia wybuchu w trakcie lotu. Polega to na wytypowaniu kilku lub kilkunastu największych fragmentów konstrukcji znalezionych po katastrofie, zważenie lub też w inny sposób określenie ich masy oraz opisanie kształtów ważnych w aerodynamice dla określenia oporu...
Leszek Misiak
Tajemniczy kontrakt z Rosjanami W lutym 2010 r., dwa miesiące przed katastrofą smoleńską, Bogdan Klich informował, że Ministerstwo Obrony Narodowej zakończyło postępowanie na dostawę pięciu śmigłowców Mi-17 dla polskiego kontyngentu w Afganistanie. Zamówienie miała sfinalizować spółka Metalexport-S. 8 lipca 2010 r. podpisano kontrakt z Metalexportem. Umowa opiewała na 115 mln dol. Jednak dwa miesiące później, 28 września, niespodziewanie zerwano ją, jako oficjalny powód podając niewywiązanie się przez spółkę z obowiązku dostarczenia MON certyfikatów dotyczących zamówionego sprzętu. Kto skorzystał na tej nagłej zmianie? Jak czytamy na stronie internetowej agencji lotniczej Altair: „[...] MON czekało z ostateczną decyzją jeszcze prawie 3 tygodnie, ale jednocześnie – dla...
Grzegorz Wierzchołowski
Tajemniczy kontrakt z Rosjanami W lutym 2010 r., dwa miesiące przed katastrofą smoleńską, Bogdan Klich informował, że Ministerstwo Obrony Narodowej zakończyło postępowanie na dostawę pięciu śmigłowców Mi-17 dla polskiego kontyngentu w Afganistanie. Zamówienie miała sfinalizować spółka Metalexport-S. 8 lipca 2010 r. podpisano kontrakt z Metalexportem. Umowa opiewała na 115 mln dol. Jednak dwa miesiące później, 28 września, niespodziewanie zerwano ją, jako oficjalny powód podając niewywiązanie się przez spółkę z obowiązku dostarczenia MON certyfikatów dotyczących zamówionego sprzętu. Kto skorzystał na tej nagłej zmianie? Jak czytamy na stronie internetowej agencji lotniczej Altair: „[...] MON czekało z ostateczną decyzją jeszcze prawie 3 tygodnie, ale jednocześnie – dla...
Leszek Misiak
Musiało nastąpić coś nagłego i o ogromnej sile, co zniszczyło te urządzenia bądź odcięło ich zasilanie. Jakiego rodzaju mogła to być siła? Dopóki nie mamy dostępu do szczegółowych informacji o katastrofie, trudno jednoznacznie to stwierdzić, ale niewykluczone, że zanim samolot uderzył w ziemię, nastąpiła w nim eksplozja. Na prawdopodobieństwo tej hipotezy wskazuje fakt, że samolot przed katastrofą przestał być sterowny – nie można go było wyprowadzić na drugi krąg. Załoga albo nie zdążyła rozpoznać przyczyny, albo ją rozpoznała, lecz nie zdążyła zareagować. To musiało być coś gwałtownego, coś, co obezwładniło zarówno elektronikę w samolocie, jak również samą załogę. W stenogramach rozmów załogi z wieżą kontroli lotów nie ma fragmentów, które wskazywałyby na jakieś zagrożenie....
Grzegorz Wierzchołowski
Musiało nastąpić coś nagłego i o ogromnej sile, co zniszczyło te urządzenia bądź odcięło ich zasilanie. Jakiego rodzaju mogła to być siła? Dopóki nie mamy dostępu do szczegółowych informacji o katastrofie, trudno jednoznacznie to stwierdzić, ale niewykluczone, że zanim samolot uderzył w ziemię, nastąpiła w nim eksplozja. Na prawdopodobieństwo tej hipotezy wskazuje fakt, że samolot przed katastrofą przestał być sterowny – nie można go było wyprowadzić na drugi krąg. Załoga albo nie zdążyła rozpoznać przyczyny, albo ją rozpoznała, lecz nie zdążyła zareagować. To musiało być coś gwałtownego, coś, co obezwładniło zarówno elektronikę w samolocie, jak również samą załogę. W stenogramach rozmów załogi z wieżą kontroli lotów nie ma fragmentów, które wskazywałyby na jakieś zagrożenie....
Leszek Misiak
Przygotowania przed przylotem 25 maja 2011 r. Polska Agencja Prasowa informowała: „Funkcjonariusze Secret Service, odpowiadający za ochronę prezydenta USA Baracka Obamy, są już w Warszawie. Będą uczestniczyć m.in. w sprawdzaniu wszystkich tras przejazdu i miejsc, w których prezydent będzie przebywać. (...) Służby nie chcą ujawniać żadnych szczegółów swych działań. Wiadomo jednak, że główne trasy przejazdów VIP-ów, w tym Obamy, są już zaplanowane i wyznaczone. Podobnie jest z tzw. trasami zapasowymi i trasami ewakuacyjnymi. (...) Trasy przejazdów sprawdzane są nie tylko pod względem pirotechnicznym. Przed tego typu wizytami kontrolowana jest też np. infrastruktura techniczna znajdująca się w miejscach, przez które przejeżdżają lub gdzie przebywają VIP-y. (...) Ze względów bezpieczeństwa...
Grzegorz Wierzchołowski
Przygotowania przed przylotem 25 maja 2011 r. Polska Agencja Prasowa informowała: „Funkcjonariusze Secret Service, odpowiadający za ochronę prezydenta USA Baracka Obamy, są już w Warszawie. Będą uczestniczyć m.in. w sprawdzaniu wszystkich tras przejazdu i miejsc, w których prezydent będzie przebywać. (...) Służby nie chcą ujawniać żadnych szczegółów swych działań. Wiadomo jednak, że główne trasy przejazdów VIP-ów, w tym Obamy, są już zaplanowane i wyznaczone. Podobnie jest z tzw. trasami zapasowymi i trasami ewakuacyjnymi. (...) Trasy przejazdów sprawdzane są nie tylko pod względem pirotechnicznym. Przed tego typu wizytami kontrolowana jest też np. infrastruktura techniczna znajdująca się w miejscach, przez które przejeżdżają lub gdzie przebywają VIP-y. (...) Ze względów bezpieczeństwa...
Leszek Misiak
Przypomnijmy, że czas wyłączeń innych urządzeń pokładowych (komputer pokładowy FMS, rejestratory lotu FDR i QAR) to godz. 8:41:05. Tupolew był wówczas, według odczytanych przez Amerykanów zapisów komputera pokładowego FMS, 15 m nad ziemią i ok. 60 m przed miejscem pierwszego zderzenia z ziemią. Czas wyłączenia polskiej czarnej skrzynki ATM to natomiast godz. 8:41: 02,5. Jak dotąd nikt broniący oficjalnej wersji katastrofy nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, dlaczego te wszystkie urządzenia przestały działać przed uderzeniem samolotu o ziemię. – Informacja, że urządzenia przestały działać jeszcze przed upadkiem samolotu na ziemię, to jedna z podstawowych kwestii w wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy – mówi „Gazecie Polskiej” Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego...
Grzegorz Wierzchołowski
Przypomnijmy, że czas wyłączeń innych urządzeń pokładowych (komputer pokładowy FMS, rejestratory lotu FDR i QAR) to godz. 8:41:05. Tupolew był wówczas, według odczytanych przez Amerykanów zapisów komputera pokładowego FMS, 15 m nad ziemią i ok. 60 m przed miejscem pierwszego zderzenia z ziemią. Czas wyłączenia polskiej czarnej skrzynki ATM to natomiast godz. 8:41: 02,5. Jak dotąd nikt broniący oficjalnej wersji katastrofy nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, dlaczego te wszystkie urządzenia przestały działać przed uderzeniem samolotu o ziemię. – Informacja, że urządzenia przestały działać jeszcze przed upadkiem samolotu na ziemię, to jedna z podstawowych kwestii w wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy – mówi „Gazecie Polskiej” Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego...
Leszek Misiak
Jaka była wymowa tego porozumienia? Prof. Żylicz mówił o „półformalnym” porozumieniu międzynarodowym zawartym z Putinem, w którym uzgodniono, że w sprawie katastrofy smoleńskiej nie będzie stosowane porozumienie polsko-rosyjskie z 7 lipca 1993 r. Premierzy Putin i Tusk uzgodnili, że obowiązywać będzie rozporządzenie wydane przez premiera Władimira Putina 13 kwietnia 2010 r. W tym rozporządzeniu badanie katastrofy i koordynowanie działań krajowych i międzynarodowych powierza się Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu Tatiany Anodiny. Premier Tusk wyraził na to zgodę. Czy porozumienie to zawarto na piśmie? Rosyjskie zarządzenie premiera Putina było wydane na piśmie, natomiast premier Tusk – jak mówi prof. Marek Żylicz – przyjął to do wiadomości i wyraził zgodę na jego zastosowanie...
Grzegorz Wierzchołowski
Jaka była wymowa tego porozumienia? Prof. Żylicz mówił o „półformalnym” porozumieniu międzynarodowym zawartym z Putinem, w którym uzgodniono, że w sprawie katastrofy smoleńskiej nie będzie stosowane porozumienie polsko-rosyjskie z 7 lipca 1993 r. Premierzy Putin i Tusk uzgodnili, że obowiązywać będzie rozporządzenie wydane przez premiera Władimira Putina 13 kwietnia 2010 r. W tym rozporządzeniu badanie katastrofy i koordynowanie działań krajowych i międzynarodowych powierza się Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu Tatiany Anodiny. Premier Tusk wyraził na to zgodę. Czy porozumienie to zawarto na piśmie? Rosyjskie zarządzenie premiera Putina było wydane na piśmie, natomiast premier Tusk – jak mówi prof. Marek Żylicz – przyjął to do wiadomości i wyraził zgodę na jego zastosowanie...
Grzegorz Wierzchołowski
Zacytujmy fragment polskiego tłumaczenia raportu MAK: „Zanik zasilania FMS nastąpił o 10.41.05 na wysokości barometrycznej skorygowanej do poziomu lotniska na wysokości około 15 metrów, prędkości podróżnej 145 węzłów, w punkcie o współrzędnych 54ľ49'483'' szerokości północnej i 032ľ03'161'' długości wschodniej”. Dodajmy, że teren pod samolotem wyrównywał się wówczas do poziomu pasa startowego (wcześniej samolot znajdował się nad zagłębieniem, czyli słynnym „jarem”) i ze schematów przedstawionych przez MAK jednoznacznie wynika, że 15 m nad poziomem lotniska to 10–15 m nad ziemią (według raportu MAK tupolew uderzył w ziemię w miejscu znajdującym się 258 m npm., czyli między 0 a 5 m nad poziomem lotniska). Dane te odczytali Amerykanie, bo w Tu-154M nr 101 zainstalowany był komputer produkcji...
Grzegorz Wierzchołowski
Poproszony o komentarz do rewelacji gen. Petelickiego poseł PO Andrzej Halicki nazwał je w Radiu Zet „kłamstwem”, stracił jednak rezon, gdy zaproszony z nim do studia Marek Jurek zaproponował mu wytoczenie generałowi procesu. Z trójki Tusk–Graś–Arabski jako jedyny wypowiedział się w tej sprawie Graś (w rozmowie z „Super Expressem”), ale bardzo ogólnie: „To są kompletne brednie. Nie będę tego komentował. Mogę powiedzieć tylko tyle, że oczywiście nie było żadnego rządowego SMS-a. Ministrowie nie otrzymują SMS-em żadnych instrukcji dotyczących tego, jak mają się wypowiadać”. Na sformułowane bardzo dokładnie pytanie „GP”: „Czy 10 kwietnia 2010 r. lub w następnych dniach wysyłał Pan lub otrzymał telefoniczną wiadomość tekstową o treści »Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle...
Maciej Marosz
Na listach wpłat na Platformę znajdujemy m.in. nazwiska Doroty Michalak-Kurzewskiej (ponad 14 tys. zł) i Macieja Grzywaczewskiego (10 tys. zł). Pierwsza była do lutego 2010 r. wiceprezesem ATM Grupa, a dziś jest prokurentem spółki; z kolei Grzywaczewski – notabene dobry znajomy Jana Dworaka, obecnego przewodniczącego KRRiT – jest wiceprezesem firmy ATM. Platformę wspierał finansowo także Paweł Tobiasz (14 tys. zł) – członek zarządu ATM. Zapewne to przypadek, ale w ciągu kilku miesięcy na przełomie lat 2008 i 2009 ATM Grupa w wyniku decyzji urzędników państwowych zyskała gwarancję wielomilionowego zarobku. 9 grudnia 2008 r. spółka podpisała np. wart 13 mln zł kontrakt z TVP na realizację pierwszej serii odcinków serialu „Tancerze”, a w styczniu 2009 r. serwis branżowy mediafm.net...
Grzegorz Wierzchołowski
Na listach wpłat na Platformę znajdujemy m.in. nazwiska Doroty Michalak-Kurzewskiej (ponad 14 tys. zł) i Macieja Grzywaczewskiego (10 tys. zł). Pierwsza była do lutego 2010 r. wiceprezesem ATM Grupa, a dziś jest prokurentem spółki; z kolei Grzywaczewski – notabene dobry znajomy Jana Dworaka, obecnego przewodniczącego KRRiT – jest wiceprezesem firmy ATM. Platformę wspierał finansowo także Paweł Tobiasz (14 tys. zł) – członek zarządu ATM. Zapewne to przypadek, ale w ciągu kilku miesięcy na przełomie lat 2008 i 2009 ATM Grupa w wyniku decyzji urzędników państwowych zyskała gwarancję wielomilionowego zarobku. 9 grudnia 2008 r. spółka podpisała np. wart 13 mln zł kontrakt z TVP na realizację pierwszej serii odcinków serialu „Tancerze”, a w styczniu 2009 r. serwis branżowy mediafm.net...
Grzegorz Wierzchołowski
Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem tak niezwykłego rozmieszczenia elementów wraku jest rozpad samolotu nad ziemią – mówi Antoni Macierewicz. Tym bardziej – dodaje poseł – że w żadnym miejscu nie ma ani leja w ziemi, ani wyraźnych śladów przesuwania się (szorowania) samolotu po gruncie. Macierewicz podkreśla, że nieomal codziennie jego zespół pozyskuje nowe informacje także na temat działań Rosjan, którzy np. godzinę po katastrofie podstawili pod kokpit specjalistyczny samochód wojskowy. Czy już wówczas wymontowano z kokpitu elektronikę? – Nie wiemy tego z pewnością – mówi Macierewicz – ale na pewno nie chodziło o ratowanie ofiar, bo już na samym początku zdecydowano, że nikt katastrofy nie przeżył i zrezygnowano z akcji ratunkowej. Awaria komputera pokładowego Za hipotezą rozpadu...
Grzegorz Wierzchołowski
Przypomnijmy, że komisja sprawdzała podczas eksperymentu na bliźniaczej maszynie (Tu-154M nr 102), czy 10 kwietnia 2010 r. polski tupolew o numerze 101 mógł odejść w autopilocie po naciśnięciu przycisku „uchod” znad lotniska w Smoleńsku. Nie jest ono bowiem wyposażone w system precyzyjnego lądowania ILS, co skłaniało niektórych ekspertów do przypuszczeń, że przycisk mógł w takim przypadku nie zadziałać. Twierdził tak m.in. płk Edmund Klich, polski akredytowany przy MAK, uważając to za jedną z bezpośrednich przyczyn katastrofy. Użycie autopilota przy podchodzeniu do lądowania na lotnisku bez ILS uznali także za błąd Rosjanie przygotowujący raport MAK, choć polscy eksperci w uwagach do tego dokumentu wyraźnie stwierdzili, że instrukcja użytkowania Tu-154 nie zabrania takiego manewru. Jak...
Grzegorz Wierzchołowski
11 kwietnia warszawscy strażnicy miejscy brutalnie pobili przed Pałacem Prezydenckim współpracownika „Gazety Polskiej” Michała Stróżyka. Dziennikarz doznał wstrząsu mózgu i uszkodzeń kręgosłupa. Dzień wcześniej paru funkcjonariuszy po cywilnemu śledziło przez kilka godzin, a następnie zatrzymało Filipa Rdesińskiego – współorganizatora manifestacji pod ambasadą Rosji w Warszawie W rocznicę katastrofy stowarzyszenie Solidarni 2010 reżyserki Ewy Stankiewicz rozstawiło przed Pałacem Prezydenckim namiot. Był to znak protestu przeciw postawie rządu RP wobec sposobu wyjaśniania śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 95 innych osób pod Smoleńskiem. Protestujący domagali się m.in. dymisji rządu i zdecydowanych działań w sprawie katastrofy. 11 kwietnia po godz. 16 kordon strażników miejskich...
Grzegorz Wierzchołowski
Jak wynika z treści dokumentów (można się z nimi zapoznać w najnowszym wydaniu miesięcznika „Nowe Państwo”), najlepsi polscy eksperci światowej sławy już kilka godzin po tragedii czekali w pełnej gotowości, by rząd i prokuratura wyraziły zgodę na ich wyjazd do Smoleńska. Wśród naukowców zgłaszających gotowość do wyjazdu byli m.in. antropologowie i genetycy z prof. Barbarą Świątek, krajowym konsultantem w dziedzinie medycyny sądowej, na czele. Specjaliści ci kilkakrotnie zwracali się telefonicznie do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, by umożliwiono im uczestniczenie w badaniu zwłok ofiar katastrofy. Z niewytłumaczalnych powodów rząd i prokuratura nie życzyły jednak sobie, by zjawili się oni na miejscu tragedii. W efekcie grupę lekarzy sądowych (ale nie tych, którzy zgłaszali się...
Grzegorz Wierzchołowski
Zakłady Saturn, w których odbył się remont Tu-154M nr 101, od 2009 r. kontrolowane są przez Siergieja Czemiezowa – byłego agenta KGB, bliskiego przyjaciela Władimira Putina. Sprawę tę – a także wiele innych nowych faktów – opisujemy w książce „Smoleńsk. Kulisy katastrofy”. 20 maja 2009 r. Tu-154M o numerze bocznym 101 – czyli ten, który rozbił się pod Smoleńskiem – wyleciał do rosyjskiej Samary. W tamtejszych zakładach firmy Awiakor został poddany pracom remontowym. Przypomnijmy, że zakłady Awiakor wchodzą w skład holdingu Russian Machines, będącego z kolei częścią koncernu przemysłowo-finansowego Basic Element z siedzibą w Moskwie. Założycielem i właścicielem Basic Element jest Oleg Władimirowicz Deripaska, jeden z najbogatszych Rosjan, dobry znajomy Władimira Putina, na Zachodzie...
Leszek Misiak
Na wieży znajdowało się 8 magnetofonów oraz 3 aparaty fotograficzne. Dodatkowo stanowisko pracy kontrolera strefy przyziemienia wyposażone było w niestandardowy zestaw rejestrujący obraz, typ SONY SLV-X711 z kamerą. Wszystkie te rejestratory zdołały zapisać tylko dźwięk, ponieważ błona fotograficzna w aparatach nie spełniała norm i nie były one używane, a podczas odtwarzania danych z kasety wideo stwierdzono brak nagrań (!). Kontrolerzy, jak od dawna wiadomo, podawali polskim pilotom błędne komendy („na kursie i ścieżce”), a zachowane nagranie z rozmów na wieży nie zarejestrowało akcji ratunkowej. – To sytuacja niedopuszczalna na żadnym lotnisku. Nie wyobrażam sobie, by te wszystkie urządzenia nie działały trzy dni wcześniej, 7 kwietnia 2010 r., gdy lądował w Smoleńsku premier Rosji...
Grzegorz Wierzchołowski
Na wieży znajdowało się 8 magnetofonów oraz 3 aparaty fotograficzne. Dodatkowo stanowisko pracy kontrolera strefy przyziemienia wyposażone było w niestandardowy zestaw rejestrujący obraz, typ SONY SLV-X711 z kamerą. Wszystkie te rejestratory zdołały zapisać tylko dźwięk, ponieważ błona fotograficzna w aparatach nie spełniała norm i nie były one używane, a podczas odtwarzania danych z kasety wideo stwierdzono brak nagrań (!). Kontrolerzy, jak od dawna wiadomo, podawali polskim pilotom błędne komendy („na kursie i ścieżce”), a zachowane nagranie z rozmów na wieży nie zarejestrowało akcji ratunkowej. – To sytuacja niedopuszczalna na żadnym lotnisku. Nie wyobrażam sobie, by te wszystkie urządzenia nie działały trzy dni wcześniej, 7 kwietnia 2010 r., gdy lądował w Smoleńsku premier Rosji...
Leszek Misiak
Dwie konferencje prasowe, napastliwe artykuły w proputinowskich dziennikach, wreszcie ponowne uaktywnienie się polskich obrońców rosyjskiej wersji katastrofy – to program festiwalu propagandowego rozpoczętego po ogłoszeniu polskich uwag do raportu MAK oraz publikacjach w „Gazecie Polskiej” i „Naszym Dzienniku” podważających „ustalenia” Moskwy. Publikacja raportu komisji pod przewodnictwem Tatiany Anodiny, poprzedzona widowiskową konferencją, na której upokorzono polski rząd i opinię publiczną, miała raz na zawsze zamknąć sprawę katastrofy smoleńskiej. Dokument kończący dochodzenie MAK był jednoznaczny: do tragedii doprowadziły błędy polskich pilotów, którzy lądowali we mgle pod presją pijanego gen. Andrzeja Błasika i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wkrótce potem (przede wszystkim w...
Grzegorz Wierzchołowski
Dwie konferencje prasowe, napastliwe artykuły w proputinowskich dziennikach, wreszcie ponowne uaktywnienie się polskich obrońców rosyjskiej wersji katastrofy – to program festiwalu propagandowego rozpoczętego po ogłoszeniu polskich uwag do raportu MAK oraz publikacjach w „Gazecie Polskiej” i „Naszym Dzienniku” podważających „ustalenia” Moskwy. Publikacja raportu komisji pod przewodnictwem Tatiany Anodiny, poprzedzona widowiskową konferencją, na której upokorzono polski rząd i opinię publiczną, miała raz na zawsze zamknąć sprawę katastrofy smoleńskiej. Dokument kończący dochodzenie MAK był jednoznaczny: do tragedii doprowadziły błędy polskich pilotów, którzy lądowali we mgle pod presją pijanego gen. Andrzeja Błasika i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wkrótce potem (przede wszystkim w...
Leszek Misiak
– Fragmenty te musiały zostać wycięte. Nie widzę innego wytłumaczenia – mówi „GP” kontroler lotów na Okęciu, jeden z najbardziej doświadczonych fachowców w branży. Na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj można lądować – jak na każdym lotnisku – z dwóch kierunków, w tym wypadku ze wschodu na zachód (E-W, 259ľ) i z zachodu na wschód (W-E, 79ľ). Chodzi o to, że samolotom łatwiej startować i lądować pod wiatr, w związku z tym przy dobrych warunkach pogodowych to prędkość i kierunek wiatru ma decydujące znaczenie przy wyborze przez wieżę kierunku podejścia. 10 kwietnia 2010 r. polski Tu-154 podchodził do lądowania od strony wschodniej (E-W, 259ľ) – trudniejszej ze względu na nietypowe ukształtowanie terenu (zagłębienia) oraz rozsiane przed pasem budynki i drzewa, choć prawdopodobnie lepiej...
Grzegorz Wierzchołowski
– Fragmenty te musiały zostać wycięte. Nie widzę innego wytłumaczenia – mówi „GP” kontroler lotów na Okęciu, jeden z najbardziej doświadczonych fachowców w branży. Na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj można lądować – jak na każdym lotnisku – z dwóch kierunków, w tym wypadku ze wschodu na zachód (E-W, 259ľ) i z zachodu na wschód (W-E, 79ľ). Chodzi o to, że samolotom łatwiej startować i lądować pod wiatr, w związku z tym przy dobrych warunkach pogodowych to prędkość i kierunek wiatru ma decydujące znaczenie przy wyborze przez wieżę kierunku podejścia. 10 kwietnia 2010 r. polski Tu-154 podchodził do lądowania od strony wschodniej (E-W, 259ľ) – trudniejszej ze względu na nietypowe ukształtowanie terenu (zagłębienia) oraz rozsiane przed pasem budynki i drzewa, choć prawdopodobnie lepiej...
Leszek Misiak
„Ale 10-ta i mgła?” Przypomnijmy słowa oficera WP, który obsługiwał radiolatarnie: – Przy nalocie na każdą radiolatarnię pilot patrzy na radiokompas i tak prowadzi samolot w poziomie, aby mieć prostą strzałkę w linii N–S. Pilot zna z katalogu wysokość położenia każdej radiolatarni oraz jej odległość od progu pasa. Wie też, na jakiej wysokości powinien przelecieć nad każdą radiolatarnią. Wystarczy przesunąć ten obraz o odpowiednik skali – ok. 40 m w lewo oraz 1 km w dół, a otrzymamy układ nowych radiolatarń i wirtualnego nowego pasa. Prawdopodobnie piloci wykonywali podejście na ten przesunięty układ. Trudno zauważyć i rozpoznać jako zagrożenie taką sytuację przy locie we mgle – mówi. Wokół mgły w pobliżu lotniska Siewiernyj w Smoleńsku pojawia się wiele niejasności. Jej pojawieniem...
Grzegorz Wierzchołowski
„Ale 10-ta i mgła?” Przypomnijmy słowa oficera WP, który obsługiwał radiolatarnie: – Przy nalocie na każdą radiolatarnię pilot patrzy na radiokompas i tak prowadzi samolot w poziomie, aby mieć prostą strzałkę w linii N–S. Pilot zna z katalogu wysokość położenia każdej radiolatarni oraz jej odległość od progu pasa. Wie też, na jakiej wysokości powinien przelecieć nad każdą radiolatarnią. Wystarczy przesunąć ten obraz o odpowiednik skali – ok. 40 m w lewo oraz 1 km w dół, a otrzymamy układ nowych radiolatarń i wirtualnego nowego pasa. Prawdopodobnie piloci wykonywali podejście na ten przesunięty układ. Trudno zauważyć i rozpoznać jako zagrożenie taką sytuację przy locie we mgle – mówi. Wokół mgły w pobliżu lotniska Siewiernyj w Smoleńsku pojawia się wiele niejasności. Jej pojawieniem...
Leszek Misiak
Według raportu MAK, obniżający się z prędkością 8 m/s Tu-154 po wyłączeniu autopilota (czyli po podciągnięciu sterów przez dowódcę samolotu) powinien opaść przynajmniej 30 m, zanim podniósłby się w górę i odzyskałby utraconą wysokość. Instrukcja użytkowania Tu-154 mówi, że utrata wysokości przy takiej prędkości zniżania wyniosłaby nawet 50 m. Tymczasem z tego samego raportu MAK (opis na stronach 73–86 wersji angielskiej), a także ze stenogramów rozmów załogi tupolewa, wynika, że kpt. Arkadiusz Protasiuk wyłączył autopilota, samolot obniżył się ledwie 8 m, po czym uniósł się w górę. Przy tej prędkości zniżania i tej masie samolotu jest to całkowicie niemożliwe, co wynika z opracowanej przez projektantów samolotu instrukcji użytkowania samolotów Tu-154. Następnie, po 8 metrach opadania i...
Grzegorz Wierzchołowski
Według raportu MAK, obniżający się z prędkością 8 m/s Tu-154 po wyłączeniu autopilota (czyli po podciągnięciu sterów przez dowódcę samolotu) powinien opaść przynajmniej 30 m, zanim podniósłby się w górę i odzyskałby utraconą wysokość. Instrukcja użytkowania Tu-154 mówi, że utrata wysokości przy takiej prędkości zniżania wyniosłaby nawet 50 m. Tymczasem z tego samego raportu MAK (opis na stronach 73–86 wersji angielskiej), a także ze stenogramów rozmów załogi tupolewa, wynika, że kpt. Arkadiusz Protasiuk wyłączył autopilota, samolot obniżył się ledwie 8 m, po czym uniósł się w górę. Przy tej prędkości zniżania i tej masie samolotu jest to całkowicie niemożliwe, co wynika z opracowanej przez projektantów samolotu instrukcji użytkowania samolotów Tu-154. Następnie, po 8 metrach opadania i...
Leszek Misiak
„GP” pisała o hipotezie zastosowania meaconingu do zmylenia Tu-154 już w kwietniu 2010 r. Taką hipotezę postawili właśnie Marek Stressenburg Kleciak i Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”. Meaconing polega na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia komputera pokładowego samolotu. Skutek błędnych współrzędnych W poprzednim numerze napisaliśmy, że według raportu MAK, zanik zasilania i „zamrożenie” pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiło 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek...
Grzegorz Wierzchołowski
„GP” pisała o hipotezie zastosowania meaconingu do zmylenia Tu-154 już w kwietniu 2010 r. Taką hipotezę postawili właśnie Marek Stressenburg Kleciak i Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”. Meaconing polega na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia komputera pokładowego samolotu. Skutek błędnych współrzędnych W poprzednim numerze napisaliśmy, że według raportu MAK, zanik zasilania i „zamrożenie” pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiło 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek...
Leszek Misiak
Według raportu MAK, zanik zasilania i zamrożenie pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiły 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek rozbicia o powierzchnię ziemi. Z raportu MAK wynika, że moment zderzenia tupolewa z ziemią, który miał być bezpośrednią przyczyną zniszczenia maszyny, pokrywa się z chwilą „zamrożenia pamięci” komputera. Problem w tym, że samolot nie mógł być 15 m nad poziomem lotniska i jednocześnie rozbijać się o ziemię na wysokości pasa startowego lub tuż nad nim (Tu-154 uderzył w ziemię w miejscu znajdującym się między 0 a 5 m nad poziomem lotniska). Co jest więc powodem tych sprzeczności i która wersja gen. Tatiany Anodiny jest zgodna z prawdą? Na...
Grzegorz Wierzchołowski
Według raportu MAK, zanik zasilania i zamrożenie pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiły 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek rozbicia o powierzchnię ziemi. Z raportu MAK wynika, że moment zderzenia tupolewa z ziemią, który miał być bezpośrednią przyczyną zniszczenia maszyny, pokrywa się z chwilą „zamrożenia pamięci” komputera. Problem w tym, że samolot nie mógł być 15 m nad poziomem lotniska i jednocześnie rozbijać się o ziemię na wysokości pasa startowego lub tuż nad nim (Tu-154 uderzył w ziemię w miejscu znajdującym się między 0 a 5 m nad poziomem lotniska). Co jest więc powodem tych sprzeczności i która wersja gen. Tatiany Anodiny jest zgodna z prawdą? Na...
Grzegorz Wierzchołowski
Podpity gen. Andrzej Błasik naciskał na pilotów, którzy wbrew sugestiom kontrolerów rosyjskich uparli się lądować – to główna teza rosyjskiego raportu. Dodajmy, że według pani Anodiny gen. Błasik robił to na rozkaz prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zaskoczył Pana raport końcowy MAK? Nie. Powtórzę to, co już powiedziałem po jego publikacji: jeżeli da się bandycie do ręki pistolet, to strzeli. Raport pani Anodiny jest próbą medialnego zabójstwa polskiej nadziei na prawdę, na sprawiedliwość, na uczciwe zbadanie tej straszliwej tragedii. Ale jest też czymś gorszym – jest próbą zhańbienia polskiego honoru na arenie międzynarodowej. Mocne słowa. Niestety prawdziwe. Nasze doświadczenie z Rosją jest wystarczające, byśmy mieli świadomość, że jeśli wszystkie dowody przekaże się w ręce...
Leszek Misiak
Akcja ratunkowa Podanie przez ministra Szojgu godziny 10.50 tłumaczono tym, że był to czas włączenia alarmowych syren strażackich. Tymczasem Sławomir Wiśniewski, dziennikarz TVP, który pierwszy był na miejscu katastrofy, mówi „GP”, że zaczął nagrywać kamerą teren katastrofy o godz. 10.49 (8.49 czasu polskiego). – Dobiegłem na miejsce wypadku 6–7 minut po tym, jak samolot się rozbił i zaraz włączyłem kamerę. Jak wynika z czasu zarejestrowanego przez moją kamerę, nagranie zaczyna się o 8.49 czasu polskiego. Na filmie widać, jak strażak gasi pożar. Możliwe jest, że są nieznaczne różnice w czasie, który był wgrany do kamery w stosunku do rzeczywistego, bo to wgrywa się samemu ręcznie, ale mogą to być różnice minimalne – mówi Sławomir Wiśniewski. Zastanawiający w tym kontekście jest...
Grzegorz Wierzchołowski
Akcja ratunkowa Podanie przez ministra Szojgu godziny 10.50 tłumaczono tym, że był to czas włączenia alarmowych syren strażackich. Tymczasem Sławomir Wiśniewski, dziennikarz TVP, który pierwszy był na miejscu katastrofy, mówi „GP”, że zaczął nagrywać kamerą teren katastrofy o godz. 10.49 (8.49 czasu polskiego). – Dobiegłem na miejsce wypadku 6–7 minut po tym, jak samolot się rozbił i zaraz włączyłem kamerę. Jak wynika z czasu zarejestrowanego przez moją kamerę, nagranie zaczyna się o 8.49 czasu polskiego. Na filmie widać, jak strażak gasi pożar. Możliwe jest, że są nieznaczne różnice w czasie, który był wgrany do kamery w stosunku do rzeczywistego, bo to wgrywa się samemu ręcznie, ale mogą to być różnice minimalne – mówi Sławomir Wiśniewski. Zastanawiający w tym kontekście jest...
Leszek Misiak
1. Decyzja o lądowaniu Zdaniem Tatiany Anodiny i jej ekspertów, główną przyczyną katastrofy była próba lądowania we mgle podjęta przez kpt. Arkadiusza Protasiuka, „zaprogramowanego” – jak to ujęli polscy zwolennicy tej teorii – na lądowanie. Protasiuk pod naciskiem gen. Błasika miał zlekceważyć komendę drugiego pilota „Odchodzimy” i obniżać się z ogromną prędkością wbrew zdrowemu rozsądkowi. Okazuje się jednak, że z analizy fonoskopijnej przeprowadzonej przez polskich ekspertów w grudniu 2010 r. wynika, iż słowa „Odchodzimy” wypowiedział właśnie Arkadiusz Protasiuk – i to nie na wysokości 80 m, lecz na przepisowym poziomie 100 m, jak podawał nawigator. Drugi pilot potwierdził jego komendę, lecz samolot mimo to nadal się obniżał. Płk Mirosław Grochowski, wiceprzewodniczący...
Grzegorz Wierzchołowski
1. Decyzja o lądowaniu Zdaniem Tatiany Anodiny i jej ekspertów, główną przyczyną katastrofy była próba lądowania we mgle podjęta przez kpt. Arkadiusza Protasiuka, „zaprogramowanego” – jak to ujęli polscy zwolennicy tej teorii – na lądowanie. Protasiuk pod naciskiem gen. Błasika miał zlekceważyć komendę drugiego pilota „Odchodzimy” i obniżać się z ogromną prędkością wbrew zdrowemu rozsądkowi. Okazuje się jednak, że z analizy fonoskopijnej przeprowadzonej przez polskich ekspertów w grudniu 2010 r. wynika, iż słowa „Odchodzimy” wypowiedział właśnie Arkadiusz Protasiuk – i to nie na wysokości 80 m, lecz na przepisowym poziomie 100 m, jak podawał nawigator. Drugi pilot potwierdził jego komendę, lecz samolot mimo to nadal się obniżał. Płk Mirosław Grochowski, wiceprzewodniczący...
Leszek Misiak
Podpity gen. Andrzej Błasik naciskał na pilotów, którzy wbrew sugestiom kontrolerów rosyjskich uparli się lądować – to główna teza rosyjskiego raportu. Dodajmy, że według pani Anodiny gen. Błasik robił to na rozkaz prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zaskoczył Pana raport końcowy MAK? Nie. Powtórzę to, co już powiedziałem po jego publikacji: jeżeli da się bandycie do ręki pistolet, to strzeli. Raport pani Anodiny jest próbą medialnego zabójstwa polskiej nadziei na prawdę, na sprawiedliwość, na uczciwe zbadanie tej straszliwej tragedii. Ale jest też czymś gorszym – jest próbą zhańbienia polskiego honoru na arenie międzynarodowej. Mocne słowa. Niestety prawdziwe. Nasze doświadczenie z Rosją jest wystarczające, byśmy mieli świadomość, że jeśli wszystkie dowody przekaże się w ręce...
Dorota Kania
Pierwsze pismo z nazwiskiem Turowskiego nosi datę 16 marca 2010 r. i jest podpisane przez ministra Mariusza Handzlika, który potem zginął w katastrofie smoleńskiej. Czytamy w nim: „Szanowny Panie Ambasadorze. W związku z moimi konsultacjami w Moskwie w dniach 18–19 marca br. zwracam się z uprzejmą prośbą o uczestniczenie w rozmowach Ambasadora Tytularnego pana Tomasza Turowskiego”. Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego w korespondencji z ambasadorem Jerzym Bahrem podali też szczegółowy wykaz rzeczy, za które ma odpowiadać ambasada. – Chcieliśmy mieć na piśmie, kto za co imiennie odpowiada, kiedy są konkretne spotkania i kto w nich bierze udział, zwłaszcza że już wtedy mieliśmy informacje o Tomaszu Turowskim i o tym, że ma być on głównym organizatorem – mówi nam jeden z byłych urzędników...
Leszek Misiak
Pierwsze pismo z nazwiskiem Turowskiego nosi datę 16 marca 2010 r. i jest podpisane przez ministra Mariusza Handzlika, który potem zginął w katastrofie smoleńskiej. Czytamy w nim: „Szanowny Panie Ambasadorze. W związku z moimi konsultacjami w Moskwie w dniach 18–19 marca br. zwracam się z uprzejmą prośbą o uczestniczenie w rozmowach Ambasadora Tytularnego pana Tomasza Turowskiego”. Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego w korespondencji z ambasadorem Jerzym Bahrem podali też szczegółowy wykaz rzeczy, za które ma odpowiadać ambasada. – Chcieliśmy mieć na piśmie, kto za co imiennie odpowiada, kiedy są konkretne spotkania i kto w nich bierze udział, zwłaszcza że już wtedy mieliśmy informacje o Tomaszu Turowskim i o tym, że ma być on głównym organizatorem – mówi nam jeden z byłych urzędników...
Grzegorz Wierzchołowski
Pierwsze pismo z nazwiskiem Turowskiego nosi datę 16 marca 2010 r. i jest podpisane przez ministra Mariusza Handzlika, który potem zginął w katastrofie smoleńskiej. Czytamy w nim: „Szanowny Panie Ambasadorze. W związku z moimi konsultacjami w Moskwie w dniach 18–19 marca br. zwracam się z uprzejmą prośbą o uczestniczenie w rozmowach Ambasadora Tytularnego pana Tomasza Turowskiego”. Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego w korespondencji z ambasadorem Jerzym Bahrem podali też szczegółowy wykaz rzeczy, za które ma odpowiadać ambasada. – Chcieliśmy mieć na piśmie, kto za co imiennie odpowiada, kiedy są konkretne spotkania i kto w nich bierze udział, zwłaszcza że już wtedy mieliśmy informacje o Tomaszu Turowskim i o tym, że ma być on głównym organizatorem – mówi nam jeden z byłych urzędników...

Pages