Grzegorz Wierzchołowski

Leszek Misiak
Według raportu MAK, obniżający się z prędkością 8 m/s Tu-154 po wyłączeniu autopilota (czyli po podciągnięciu sterów przez dowódcę samolotu) powinien opaść przynajmniej 30 m, zanim podniósłby się w górę i odzyskałby utraconą wysokość. Instrukcja użytkowania Tu-154 mówi, że utrata wysokości przy takiej prędkości zniżania wyniosłaby nawet 50 m. Tymczasem z tego samego raportu MAK (opis na stronach 73–86 wersji angielskiej), a także ze stenogramów rozmów załogi tupolewa, wynika, że kpt. Arkadiusz Protasiuk wyłączył autopilota, samolot obniżył się ledwie 8 m, po czym uniósł się w górę. Przy tej prędkości zniżania i tej masie samolotu jest to całkowicie niemożliwe, co wynika z opracowanej przez projektantów samolotu instrukcji użytkowania samolotów Tu-154. Następnie, po 8 metrach opadania i...
Grzegorz Wierzchołowski
Według raportu MAK, obniżający się z prędkością 8 m/s Tu-154 po wyłączeniu autopilota (czyli po podciągnięciu sterów przez dowódcę samolotu) powinien opaść przynajmniej 30 m, zanim podniósłby się w górę i odzyskałby utraconą wysokość. Instrukcja użytkowania Tu-154 mówi, że utrata wysokości przy takiej prędkości zniżania wyniosłaby nawet 50 m. Tymczasem z tego samego raportu MAK (opis na stronach 73–86 wersji angielskiej), a także ze stenogramów rozmów załogi tupolewa, wynika, że kpt. Arkadiusz Protasiuk wyłączył autopilota, samolot obniżył się ledwie 8 m, po czym uniósł się w górę. Przy tej prędkości zniżania i tej masie samolotu jest to całkowicie niemożliwe, co wynika z opracowanej przez projektantów samolotu instrukcji użytkowania samolotów Tu-154. Następnie, po 8 metrach opadania i...
Leszek Misiak
„GP” pisała o hipotezie zastosowania meaconingu do zmylenia Tu-154 już w kwietniu 2010 r. Taką hipotezę postawili właśnie Marek Stressenburg Kleciak i Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”. Meaconing polega na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia komputera pokładowego samolotu. Skutek błędnych współrzędnych W poprzednim numerze napisaliśmy, że według raportu MAK, zanik zasilania i „zamrożenie” pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiło 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek...
Grzegorz Wierzchołowski
„GP” pisała o hipotezie zastosowania meaconingu do zmylenia Tu-154 już w kwietniu 2010 r. Taką hipotezę postawili właśnie Marek Stressenburg Kleciak i Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”. Meaconing polega na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia komputera pokładowego samolotu. Skutek błędnych współrzędnych W poprzednim numerze napisaliśmy, że według raportu MAK, zanik zasilania i „zamrożenie” pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiło 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek...
Leszek Misiak
Według raportu MAK, zanik zasilania i zamrożenie pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiły 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek rozbicia o powierzchnię ziemi. Z raportu MAK wynika, że moment zderzenia tupolewa z ziemią, który miał być bezpośrednią przyczyną zniszczenia maszyny, pokrywa się z chwilą „zamrożenia pamięci” komputera. Problem w tym, że samolot nie mógł być 15 m nad poziomem lotniska i jednocześnie rozbijać się o ziemię na wysokości pasa startowego lub tuż nad nim (Tu-154 uderzył w ziemię w miejscu znajdującym się między 0 a 5 m nad poziomem lotniska). Co jest więc powodem tych sprzeczności i która wersja gen. Tatiany Anodiny jest zgodna z prawdą? Na...
Grzegorz Wierzchołowski
Według raportu MAK, zanik zasilania i zamrożenie pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiły 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek rozbicia o powierzchnię ziemi. Z raportu MAK wynika, że moment zderzenia tupolewa z ziemią, który miał być bezpośrednią przyczyną zniszczenia maszyny, pokrywa się z chwilą „zamrożenia pamięci” komputera. Problem w tym, że samolot nie mógł być 15 m nad poziomem lotniska i jednocześnie rozbijać się o ziemię na wysokości pasa startowego lub tuż nad nim (Tu-154 uderzył w ziemię w miejscu znajdującym się między 0 a 5 m nad poziomem lotniska). Co jest więc powodem tych sprzeczności i która wersja gen. Tatiany Anodiny jest zgodna z prawdą? Na...
Leszek Misiak
Akcja ratunkowa Podanie przez ministra Szojgu godziny 10.50 tłumaczono tym, że był to czas włączenia alarmowych syren strażackich. Tymczasem Sławomir Wiśniewski, dziennikarz TVP, który pierwszy był na miejscu katastrofy, mówi „GP”, że zaczął nagrywać kamerą teren katastrofy o godz. 10.49 (8.49 czasu polskiego). – Dobiegłem na miejsce wypadku 6–7 minut po tym, jak samolot się rozbił i zaraz włączyłem kamerę. Jak wynika z czasu zarejestrowanego przez moją kamerę, nagranie zaczyna się o 8.49 czasu polskiego. Na filmie widać, jak strażak gasi pożar. Możliwe jest, że są nieznaczne różnice w czasie, który był wgrany do kamery w stosunku do rzeczywistego, bo to wgrywa się samemu ręcznie, ale mogą to być różnice minimalne – mówi Sławomir Wiśniewski. Zastanawiający w tym kontekście jest...
Grzegorz Wierzchołowski
Akcja ratunkowa Podanie przez ministra Szojgu godziny 10.50 tłumaczono tym, że był to czas włączenia alarmowych syren strażackich. Tymczasem Sławomir Wiśniewski, dziennikarz TVP, który pierwszy był na miejscu katastrofy, mówi „GP”, że zaczął nagrywać kamerą teren katastrofy o godz. 10.49 (8.49 czasu polskiego). – Dobiegłem na miejsce wypadku 6–7 minut po tym, jak samolot się rozbił i zaraz włączyłem kamerę. Jak wynika z czasu zarejestrowanego przez moją kamerę, nagranie zaczyna się o 8.49 czasu polskiego. Na filmie widać, jak strażak gasi pożar. Możliwe jest, że są nieznaczne różnice w czasie, który był wgrany do kamery w stosunku do rzeczywistego, bo to wgrywa się samemu ręcznie, ale mogą to być różnice minimalne – mówi Sławomir Wiśniewski. Zastanawiający w tym kontekście jest...
Leszek Misiak
1. Decyzja o lądowaniu Zdaniem Tatiany Anodiny i jej ekspertów, główną przyczyną katastrofy była próba lądowania we mgle podjęta przez kpt. Arkadiusza Protasiuka, „zaprogramowanego” – jak to ujęli polscy zwolennicy tej teorii – na lądowanie. Protasiuk pod naciskiem gen. Błasika miał zlekceważyć komendę drugiego pilota „Odchodzimy” i obniżać się z ogromną prędkością wbrew zdrowemu rozsądkowi. Okazuje się jednak, że z analizy fonoskopijnej przeprowadzonej przez polskich ekspertów w grudniu 2010 r. wynika, iż słowa „Odchodzimy” wypowiedział właśnie Arkadiusz Protasiuk – i to nie na wysokości 80 m, lecz na przepisowym poziomie 100 m, jak podawał nawigator. Drugi pilot potwierdził jego komendę, lecz samolot mimo to nadal się obniżał. Płk Mirosław Grochowski, wiceprzewodniczący...
Grzegorz Wierzchołowski
1. Decyzja o lądowaniu Zdaniem Tatiany Anodiny i jej ekspertów, główną przyczyną katastrofy była próba lądowania we mgle podjęta przez kpt. Arkadiusza Protasiuka, „zaprogramowanego” – jak to ujęli polscy zwolennicy tej teorii – na lądowanie. Protasiuk pod naciskiem gen. Błasika miał zlekceważyć komendę drugiego pilota „Odchodzimy” i obniżać się z ogromną prędkością wbrew zdrowemu rozsądkowi. Okazuje się jednak, że z analizy fonoskopijnej przeprowadzonej przez polskich ekspertów w grudniu 2010 r. wynika, iż słowa „Odchodzimy” wypowiedział właśnie Arkadiusz Protasiuk – i to nie na wysokości 80 m, lecz na przepisowym poziomie 100 m, jak podawał nawigator. Drugi pilot potwierdził jego komendę, lecz samolot mimo to nadal się obniżał. Płk Mirosław Grochowski, wiceprzewodniczący...
Leszek Misiak
Podpity gen. Andrzej Błasik naciskał na pilotów, którzy wbrew sugestiom kontrolerów rosyjskich uparli się lądować – to główna teza rosyjskiego raportu. Dodajmy, że według pani Anodiny gen. Błasik robił to na rozkaz prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zaskoczył Pana raport końcowy MAK? Nie. Powtórzę to, co już powiedziałem po jego publikacji: jeżeli da się bandycie do ręki pistolet, to strzeli. Raport pani Anodiny jest próbą medialnego zabójstwa polskiej nadziei na prawdę, na sprawiedliwość, na uczciwe zbadanie tej straszliwej tragedii. Ale jest też czymś gorszym – jest próbą zhańbienia polskiego honoru na arenie międzynarodowej. Mocne słowa. Niestety prawdziwe. Nasze doświadczenie z Rosją jest wystarczające, byśmy mieli świadomość, że jeśli wszystkie dowody przekaże się w ręce...
Grzegorz Wierzchołowski
Podpity gen. Andrzej Błasik naciskał na pilotów, którzy wbrew sugestiom kontrolerów rosyjskich uparli się lądować – to główna teza rosyjskiego raportu. Dodajmy, że według pani Anodiny gen. Błasik robił to na rozkaz prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zaskoczył Pana raport końcowy MAK? Nie. Powtórzę to, co już powiedziałem po jego publikacji: jeżeli da się bandycie do ręki pistolet, to strzeli. Raport pani Anodiny jest próbą medialnego zabójstwa polskiej nadziei na prawdę, na sprawiedliwość, na uczciwe zbadanie tej straszliwej tragedii. Ale jest też czymś gorszym – jest próbą zhańbienia polskiego honoru na arenie międzynarodowej. Mocne słowa. Niestety prawdziwe. Nasze doświadczenie z Rosją jest wystarczające, byśmy mieli świadomość, że jeśli wszystkie dowody przekaże się w ręce...
Grzegorz Wierzchołowski
– Według opublikowanych przez MAK rosyjskich stenogramów z odczytów rejestratora lotu CVR, czas trwania sygnału radiolatarni NDB bliższej wynosił 2,1 s. To oznacza, że według charakterystyki systemu radiolatarń karty lotniska oraz instrukcji Tu-154 – samolot był wówczas na wysokości ok. 80–100 m. Komisja MAK twierdzi jednak, że samolot leciał wówczas na wysokości ok. 8 m obok bliższej NDB. Te dwie informacje są wzajemnie sprzeczne. Jeśli by tak było – jak twierdzi MAK – to nie mógłby odbierać sygnału tej radiolatarni aż przez 2,1 s. To niemożliwe – mówi „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza...
Dorota Kania
Pierwsze pismo z nazwiskiem Turowskiego nosi datę 16 marca 2010 r. i jest podpisane przez ministra Mariusza Handzlika, który potem zginął w katastrofie smoleńskiej. Czytamy w nim: „Szanowny Panie Ambasadorze. W związku z moimi konsultacjami w Moskwie w dniach 18–19 marca br. zwracam się z uprzejmą prośbą o uczestniczenie w rozmowach Ambasadora Tytularnego pana Tomasza Turowskiego”. Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego w korespondencji z ambasadorem Jerzym Bahrem podali też szczegółowy wykaz rzeczy, za które ma odpowiadać ambasada. – Chcieliśmy mieć na piśmie, kto za co imiennie odpowiada, kiedy są konkretne spotkania i kto w nich bierze udział, zwłaszcza że już wtedy mieliśmy informacje o Tomaszu Turowskim i o tym, że ma być on głównym organizatorem – mówi nam jeden z byłych urzędników...
Leszek Misiak
Pierwsze pismo z nazwiskiem Turowskiego nosi datę 16 marca 2010 r. i jest podpisane przez ministra Mariusza Handzlika, który potem zginął w katastrofie smoleńskiej. Czytamy w nim: „Szanowny Panie Ambasadorze. W związku z moimi konsultacjami w Moskwie w dniach 18–19 marca br. zwracam się z uprzejmą prośbą o uczestniczenie w rozmowach Ambasadora Tytularnego pana Tomasza Turowskiego”. Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego w korespondencji z ambasadorem Jerzym Bahrem podali też szczegółowy wykaz rzeczy, za które ma odpowiadać ambasada. – Chcieliśmy mieć na piśmie, kto za co imiennie odpowiada, kiedy są konkretne spotkania i kto w nich bierze udział, zwłaszcza że już wtedy mieliśmy informacje o Tomaszu Turowskim i o tym, że ma być on głównym organizatorem – mówi nam jeden z byłych urzędników...
Grzegorz Wierzchołowski
Pierwsze pismo z nazwiskiem Turowskiego nosi datę 16 marca 2010 r. i jest podpisane przez ministra Mariusza Handzlika, który potem zginął w katastrofie smoleńskiej. Czytamy w nim: „Szanowny Panie Ambasadorze. W związku z moimi konsultacjami w Moskwie w dniach 18–19 marca br. zwracam się z uprzejmą prośbą o uczestniczenie w rozmowach Ambasadora Tytularnego pana Tomasza Turowskiego”. Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego w korespondencji z ambasadorem Jerzym Bahrem podali też szczegółowy wykaz rzeczy, za które ma odpowiadać ambasada. – Chcieliśmy mieć na piśmie, kto za co imiennie odpowiada, kiedy są konkretne spotkania i kto w nich bierze udział, zwłaszcza że już wtedy mieliśmy informacje o Tomaszu Turowskim i o tym, że ma być on głównym organizatorem – mówi nam jeden z byłych urzędników...
Leszek Misiak
– Według opublikowanych przez MAK rosyjskich stenogramów z odczytów rejestratora lotu CVR, czas trwania sygnału radiolatarni NDB bliższej wynosił 2,1 s. To oznacza, że według charakterystyki systemu radiolatarń karty lotniska oraz instrukcji Tu-154 – samolot był wówczas na wysokości ok. 80–100 m. Komisja MAK twierdzi jednak, że samolot leciał wówczas na wysokości ok. 8 m obok bliższej NDB. Te dwie informacje są wzajemnie sprzeczne. Jeśli by tak było – jak twierdzi MAK – to nie mógłby odbierać sygnału tej radiolatarni aż przez 2,1 s. To niemożliwe – mówi „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza...

Pages