Media

Pokazało ono bowiem słabość i miałkość formacji, która nie jest w stanie sformułować swego programu i miota się w poszukiwaniu jakiegoś oparcia. I oczywiście aplauzu. Pani Kluzik-Rostkowska w atakowaniu Jarosława Kaczyńskiego zachowała się jak bezradna kobietka podczas rozprawy rozwodowej, domagając się orzeczenia o winie niewiernego małżonka. W tym żałosnym spektaklu usilnie promowała swoją osobę, zapominając, że nie jest na babskiej herbatce, tylko na prezentacji politycznych poglądów swojej partii. Muszę przyznać, że ładnie wyglądała, była modnie i szykownie ubrana. Nie wiem, czy to jest właściwy komplement dla polityka, walczącego o odegranie ważnej roli w kraju. Joanna Kluzik-Rostkowska domaga się również przeprosin ze strony Jarosława Kaczyńskiego za jego uwagi na temat...
Błędna analogia Nałęcza Jedni, którym się wydaje, że są Europejczykami, bo spędzają wakacje na Costa del Sol, powołują się na „wzorce obowiązujące na Zachodzie, które Polacy powinni respektować”, inni nawołują, aby się nie kompromitowali powoływaniem na odmienność narodowych tradycji. A znany ze swoich nieortodoksyjnych porównań i bardzo odważnych diagnoz („porozumienie z Rosją warte jest każdej ceny”) prof. Tomasz Nałęcz w niedawnym wywiadzie z braćmi Karnowskimi pt. „Te znicze mają inne miejsce” wypalił: „Nie znajduję innego przypadku, gdzie znicze stawia się przed miejscem pracy osoby, która odeszła. W naszym kręgu kulturowym czci się grób, pomnik, ale nie miejsce, gdzie mieszkała i pracowała. Tak było chociażby z księżną Dianą...”. Wrong! Źle! – skomentowałby Anglik. Gdyby doradca...
Do tych nielicznych środowisk, w których można było głosić prawdę na temat przebiegu katastrofy, zaliczają się nieliczni dziennikarze codziennie dążący do wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy. Znajdują się oni m.in. w Strefie Wolnego Słowa, którą tworzy „Gazeta Polska” z redaktorem naczelnym Tomaszem Sakiewiczem. Chciałam mu podziękować, ponieważ to właśnie on znalazł środki, by mógł powstać ten film. Jest jeszcze jedna bardzo ważna osoba ze Strefy Wolnego Słowa – pani redaktor naczelna „Nowego Państwa”, Katarzyna Gójska-Hejke, która z codzienną determinacją i bez oczekiwania na poklask dąży do wyjaśnienia pełnej prawdy. Była dobrym duchem tego projektu. Bez niej tego filmu by nie było. Bez niej i bez Rafała Dzięciołowskiego, który wspierał mnie w docieraniu do świadków, a także...
Nic się nie dzieje przypadkiem Kiedy doszła do mnie ta straszna wiadomość, pomyślałem, że skondensowana nienawiść zabiła tych ludzi. Nienawiść staje się czasem fizyczna i zabija. To, co nosimy w sercu, gdzieś się kumuluje. Obróćmy to w postać prawdy, w postać tych wartości, które nas łączą. Nie będziemy się wtedy czuli bezsilni. Strasznie się boję, że robimy krok w tył, że to, co się zdarzyło, nas cofnie. Jednocześnie jakaś cząstka mnie czuje, że jeśli ja uwierzę, jeśli wszyscy uwierzą, to może się z tego narodzić coś pozytywnego. Ale moje dotychczasowe doświadczenie i wiedza o naszej rodzinie ze wschodu (bo jest to nasza rodzina) nie otworzy się przed nami. Wcześniej mówiło się, że wszystko załatwia generał Mróz, teraz doszedł do tego generał Mgła. Naród znalazł się w sytuacji...
Jak się Pan dostał na miejsce katastrofy? Na miejsce katastrofy jechaliśmy z cmentarza katyńskiego. Ruszyliśmy dziesięć, piętnaście minut po ministrze Sasinie, mieliśmy do dyspozycji własny samochód z kancelarii. Trasę, którą normalnie pokonuje się w trzydzieści minut, przemierzyliśmy w dziesięć. Bez problemu wjechaliśmy na teren lotniska wojskowego, zatrzymali nas tuż przed płytą lotniska, gdzie kłębiło się wielu ludzi: służby federalne, nasi dyplomaci, konsulowie. Co Pan zobaczył? Wszędzie biegali ludzie, krzyczeli, wszędzie jeździły samochody, czerwone – myślę, że straży pożarnej – także takie, które wyglądały jak karetki pogotowia. Wszystkie przypominały pojazdy, jakie w Polsce możemy zobaczyć na filmach Barei, które naprawdę mogłyby być główną atrakcją w muzeum techniki....
Jak się Pan dostał na miejsce katastrofy? Na miejsce katastrofy jechaliśmy z cmentarza katyńskiego. Ruszyliśmy dziesięć, piętnaście minut po ministrze Sasinie, mieliśmy do dyspozycji własny samochód z kancelarii. Trasę, którą normalnie pokonuje się w trzydzieści minut, przemierzyliśmy w dziesięć. Bez problemu wjechaliśmy na teren lotniska wojskowego, zatrzymali nas tuż przed płytą lotniska, gdzie kłębiło się wielu ludzi: służby federalne, nasi dyplomaci, konsulowie. Co Pan zobaczył? Wszędzie biegali ludzie, krzyczeli, wszędzie jeździły samochody, czerwone – myślę, że straży pożarnej – także takie, które wyglądały jak karetki pogotowia. Wszystkie przypominały pojazdy, jakie w Polsce możemy zobaczyć na filmach Barei, które naprawdę mogłyby być główną atrakcją w muzeum techniki....
W identycznym tonie wypowiedział się radny SLD Andrzej Golimont: – To kompromitująca inicjatywa, dlatego wcale się nie dziwię radnym PiS, że wstydzą się ujawnić swoich nazwisk. Te burdy pod pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego mają tyle wspólnego z czczeniem pamięci ofiar Smoleńska, ile ojciec Tadeusz Rydzyk ze św. Franciszkiem z Asyżu. A sama „Gazeta Wyborcza” postanowiła zakwestionować spontaniczny charakter obchodów, podczas których Polacy chcą spotkać się – podobnie jak przed rokiem – na Krakowskim Przedmieściu: „Działacze-wnioskodawcy nie ujawniają się, by stworzyć wrażenie, że manifestacje to spontaniczna reakcja Polaków, a nie animowana przez polityków demonstracja”. 9 kwietnia – ruszamy na rosyjską ambasadę Nasze obchody rocznicy Smoleńska rozpoczynają się 9 kwietnia o...
W identycznym tonie wypowiedział się radny SLD Andrzej Golimont: – To kompromitująca inicjatywa, dlatego wcale się nie dziwię radnym PiS, że wstydzą się ujawnić swoich nazwisk. Te burdy pod pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego mają tyle wspólnego z czczeniem pamięci ofiar Smoleńska, ile ojciec Tadeusz Rydzyk ze św. Franciszkiem z Asyżu. A sama „Gazeta Wyborcza” postanowiła zakwestionować spontaniczny charakter obchodów, podczas których Polacy chcą spotkać się – podobnie jak przed rokiem – na Krakowskim Przedmieściu: „Działacze-wnioskodawcy nie ujawniają się, by stworzyć wrażenie, że manifestacje to spontaniczna reakcja Polaków, a nie animowana przez polityków demonstracja”. 9 kwietnia – ruszamy na rosyjską ambasadę Nasze obchody rocznicy Smoleńska rozpoczynają się 9 kwietnia o...
Przekonał się o tym przed laty tak uwielbiany obecnie Władysław Bartoszewski. Jeszcze kilka lat temu media pokazywały go o wiele mniej chętnie, a „Gazeta Wyborcza” robiła sobie z niego niewybredne żarty. Wszystko zmieniło się od czasu, gdy Bartoszewski najpierw wypowiedział wojnę Kaczyńskim, a później zdecydował o podporządkowaniu się regułom gry dyktowanym przez media. Od tego momentu stał się uwielbianym starszym panem, od którego wszyscy powinni się uczyć. Inna sprawa, że od tego momentu jego słowa przestały już cokolwiek znaczyć, a on sam zajął się głównie trwonieniem niewątpliwego autorytetu i psuciem sobie końcówki ładnego przecież życiorysu. Ale nie wszystkich udaje się ostatecznie przeciągnąć na stronę Salonu. Jarosława Marka Rymkiewicza, choć przyznano mu nawet „Nike”, kupić...
Rozumiem, że „Polska The Times”, która ukazuje się jakieś dwa czy trzy razy w tygodniu, walczy o czytelników. Ja też o nich zawalczę i zapytam redaktorów, ile kosztują w ich wsiach rodzinnych chleb, cukier i jabłka. Nie wiedzą – tacy z nich wielkomiejscy żurnaliści. Nie jest tajemnicą, że warszawscy nuworysze, którzy zaludniają dziś media, zwłaszcza elektroniczne, odnoszą się z pogardą do innych wieśniaków, zwłaszcza spoza „Salonu”. Mam propozycję – najtaniej jest latem zbierać na wsi jagody, a jesienią grzyby. Przy okazji można zebrać trochę drewna na opał. Koledzy ze wsi wiedzą dobrze, że można u chłopa kupić świniaka i to per saldo będzie dużo taniej niż w wiejskim sklepie. Można też zapolować na dzika albo na zająca. I hodować ptactwo, które znosi jajka. I można ugotować rosół z kury...
Nieco lepiej wyglądała sytuacja w przypadku „Mgły”. Film, dołączony do tygodnika „Gazeta Polska”, później także do miesięcznika „Nowe Państwo”, odbił się w mediach szerszym echem. Oba obrazy zaczęły funkcjonować w drugim obiegu – pożyczane znajomym, oglądane w domowym zaciszu – i cieszą się ogromną popularnością. Dlatego członkowie klubów „GP”, a także niektóre organizacje katolickie zaczęły organizować pokazy filmów połączone ze spotkaniami z ich autorami. Pojawili się także przedstawiciele środowisk akademickich, którzy doszli do wniosku, że filmy te mogą być ciekawe dla osób młodych, i dążyły do ich wyświetlenia w salach wykładowych. I tu zaczęły pojawiać się problemy – dyrektorzy domów kultury czy właściciele sal kinowych, którzy często wyrażali wstępną zgodę na projekcję, w...
Na przykład w znanej nam wszystkim trzeciej części „Dziadów" Adama Mickiewicza - podawane tam wiadomości na temat senatora Nowosilcowa są niewątpliwie „zniesławiające" i „wyjątkowo obraźliwe", a także - z punktu widzenia tegoż senatora - „nieprawdziwe". Ale ten problem odłóżmy, bowiem, po pierwsze, żeby go rozstrzygnąć, należałoby powołać biegłych z dziedziny psychologii twórczości oraz teorii literatury, a to tę sprawę - moim zdaniem, a mam nadzieję, że także zdaniem Wysokiego Sądu, bardzo prostą - szalenie by nam skomplikowało. Po drugie zaś, można uznać, że redaktorzy „Gazety Wyborczej" w ogóle nie uważają mnie za pisarza - liczne zamieszczane w tym dzienniku artykuły sugerują raczej, że jestem słynnym w całej Rzeczypospolitej grafomanem. Przechodzę więc do...
Solidarni z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem W związku z rozpoczynającym się 17 marca 2011 roku procesem, jaki Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi wytoczyła spółka Agora, wydawca „Gazety Wyborczej”, stanowczo sprzeciwiamy się próbie ograniczenia w Polsce wolności słowa. Prawo każdego obywatela do głoszenia własnych opinii jest podstawowym warunkiem funkcjonowania demokracji. Kwestionowanie tego prawa w odniesieniu do poety to praktyka haniebna, naruszająca zarówno swobodę obywatelską, jak i dobro polskiej kultury. Jako poeci i obywatele wyrażamy solidarność z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem i wzywamy związki twórcze, organizacje społeczne, niezależne media oraz wszystkich ludzi dobrej woli do zajęcia podobnego stanowiska. Wojciech WENCEL Marcin ŚWIETLICKI Krzysztof KOEHLER...
Propozycje Ministerstwa Kultury, opracowane razem z KRRiTV, zmierzały do zastosowania unijnej zasady neutralności technologicznej. Zakłada ona konieczność takich samych regulacji dla dostawców usług audiowizualnych, niezależnie od technologii, w jakiej są produkowane. O ile jednak w przypadku telewizji czy radia dość łatwo określić rodzaj takiej usługi i stopień jej komercyjności, o tyle nadawcom z sieci trudno udowodnić, że nie są „dostawcami usług audiowizualnych”. Dzisiejsze strony WWW nie istnieją bez elementów graficznych, ruchomych obrazków czy filmów wideo. Nowelizacja dawała szczególne i – dodajmy – niebezpiecznie brzmiące prawa KRRiTV. Rada miała rejestrować nadawców internetowych lub według niejasnych kryteriów odmawiać ich rejestracji. Mogła karać uchylających się od...
Praktyki polityczne PRL Dziwne to miasto. Polakom znane z festiwali polskiej piosenki, miejscowym z nocnych eskapad gwiazd rodzimego show-biznesu, nie tylko zresztą pachnących skandalem. Spacerując po opolskiej starówce, przypominam sobie czasy, gdy w 1981 r. w Opolu przecież wzruszającą pieśń „Żeby Polska była Polską” śpiewał młody Jan Pietrzak. Słyszałem wtedy, że wieczorem nieco mniej dysponowani artyści na tę samą nutę wyśpiewywali inne słowa: „I ruszała wiara w pole, z niekłamaną elegancją, żeby Francja była Francją”. Żarty żartami, a wspaniałe przesłanie Pana Jana o naszej Polsce jakby wciąż aktualne. Dziwne miasto. Chcą nazwać rozbudowywaną bibliotekę miejską imieniem Jana Pawła II. Wydawałoby się, że trudno o wspanialszego patrona – wielki człowiek, wielki Polak, poeta... A...
Horoskopy, przepowiednie jasnowidzów i wróżek od zarania dziejów cieszyły się zainteresowaniem władców i innych wielkich ludzi tego świata. W horoskopy wierzył Adolf Hitler. Czy dowiedział się z nich o swoim rychłym końcu i dlatego strzelił sobie w łeb? Horoskopy czytają chętnie kobiety, one też częściej niż mężczyźni radzą się wróżek. Czy wierzą w te przepowiednie, trochę tak, a w gruncie rzeczy traktują je jak niewinną rozrywkę. Co innego politycy, szczególnie gdy grunt usuwa im się spod nóg. Albo robi się grząski. W polskim życiu politycznym, przypominającym małomiasteczkowy bazar albo podmiejską knajpę, panuje zamęt organizowany przez specjalistów od ogłupiania społeczeństwa, i zwykły zjadacz chleba nie jest w stanie ocenić rozwoju wydarzeń. A tym bardziej go przewidzieć. Do...
Stroną aktywną w tworzeniu medialnej mgły wokół Smoleńskiej Katastrofy są władze rosyjskie. Ani na moment nie straciły inicjatywy w kreowaniu polityki dezinformacji. My, Polska, państwo polskie, polski rząd, nie jesteśmy na to w ogóle przygotowani. Reagujemy pasywnie. Rosja wykazała się złymi intencjami i ona tę medialną wojnę wygrała. Dlaczego nie jesteśmy na to przygotowani? To jedno z podstawowych pytań, na które do dzisiaj polski rząd nie udzielił odpowiedzi. Fundamentalnych wątpliwości jest co najmniej kilka. Dlaczego doszło do podwójnych obchodów katyńskich? Dlaczego polski rząd nie zabezpieczył wizyty prezydenta w Katyniu w należyty sposób? Dlaczego polski rząd oddał kontrolę nad dowodami rzeczowymi i całym śledztwem w ręce Rosji? Czy mało mamy przykładów z naszej historii,...
Powodem przeprowadzenia wywiadu z Bartoszewskim przez Gerharda Gnauck’a było ukazanie się w Niemczech antypolskiej książki „Złote żniwa” J.T. Grossa, w której autor oskarża Polaków o to, że byli największymi ekonomicznymi beneficjentami holocaustu. Proszony o wyrażenie swej opinii w tej sprawie Władysław Bartoszewski podważał początkowo warsztat autora i uogólnienia, jakich się dopuszcza. Potem jednak pytany o własne doświadczenia w ratowaniu Żydów i o swoich polskich sąsiadów powiedział słynne już dziś słowa: „Jak ktoś się bał, to nie Niemców. Gdy Niemiecki oficer widział mnie na ulicy i nie miał rozkazu aresztowania mnie, niczego nie musiałem się obawiać. Ale gdy sąsiad-Polak zauważył, że kupiłem więcej chleba niż zwykle, wtedy musiałem się bać”. Słowa te zostały następnie...
Uważam, że powodem najważniejszym jest strach przed odrodzeniem historycznych tradycji wielkopolskiego patriotyzmu. Przed tym, że jeśli młodzi poznaniacy za swój wzór uznają postawę przodków z czasów Powstania Wielkopolskiego, zapytają, czy system wartości bohaterów tamtych dni był bliski temu wyznawanemu przez ideologów „Gazety Wyborczej”. Spytają też o rodowód ludzi mających największe w mieście fortuny i zobaczą, że ich życiorysy raczej nie przypominają ks. Piotra Wawrzyniaka, Hipolita Cegielskiego czy Karola Marcinkowskiego. Stadion tylko dla gejów? „Tak jak kibole zawłaszczyli stadion, tak samo chcą zawłaszczyć pamięć powstania” – napisał Wojciech Bartkowiak. Po pierwszej części zdania można by wzruszyć ramionami. Melomani zawłaszczyli filharmonię, kinomani zawłaszczyli kino,...
Beata Kozicka i Józef Niekrawiec z Prokuratury Okręgowej w Opolu, którzy dwa dni przed drugą turą wyborów prezydenckich doprowadzili do sformułowania aktu oskarżenia w sprawie rzekomej płatnej protekcji, jakiej miała dopuścić się dziennikarka Dorota Kania, odeszli z pracy w prokuraturze. Odejście Niekrawca zbiegło się ze śledztwem, jakie wszczęła katowicka prokuratura po zawiadomieniu NIK w sprawie nierzetelnego prowadzenia ksiąg rachunkowych w 2009 r. przez Prokuraturę Okręgową w Opolu. – Prokuratura Okręgowa w Katowicach w listopadzie 2010 r. wszczęła śledztwo po zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożonym przez opolską delegaturę Najwyższej Izby Kontroli. Śledztwo prowadzone w tej sprawie zostało ostatnio przedłużone do 18 lipca 2011 r. – poinformowała nas rzecznik...
„Przy okazji każdej z uroczystości upamiętniającej moich Rodziców zawsze jestem ogromnie wdzięczna tym wszystkim, którzy często narażając się na społeczny ostracyzm, nie kryją uznania dla działalności Taty i Mamy. Niezwykle cenię sobie aktywność Klubów „Gazety Polskiej”. To dzięki zaangażowaniu członków tych nieformalnych stowarzyszeń udaje się uchronić świadomość wielu osób przed bardzo często fałszywym obrazem rzeczywistości, który dominuje w mainstreamowych mediach. To dzięki dobrej organizacji klubów udaje się rozpowszechniać najbardziej popularny i zarazem najbardziej niechciany w telewizjach film dokumentalny pt. „Mgła”. To dzięki klubom udało się zebrać tak ogromną liczbę podpisów pod wnioskiem o powołanie międzynarodowej komisji mającej na celu zbadanie przyczyn smoleńskiej...
Sondaż prawdę ci powie. Zależy jaki. A jest ich mnóstwo. I w większości bez sensu i znaczenia. Można np. zapytać czytelników albo internautów: kto jest ładniejszy, Hillary Clinton czy Angela Merkel? Wielu respondentów będzie miało problem z odpowiedzią. Bo jak Clinton, to możemy urazić Merkel, która jest ważniejsza, bo europejska, czyli bliższa naszym interesom. Jak Merkel, to znowu policzek dla Clinton, bo ona jest od Obamy, a Obama zaprosił Komorowskiego. Wierzcie lub nie, ale wynik sondaży nie tylko zależy od preferencji poszczególnych osób, ale również od politycznych i egzystencjalnych kalkulacji, zarówno pytających, jak i odpowiadających na pytania. Pytający, w naszym pseudodemokratycznym kraju, wolą dmuchać na zimne i nie narażać się władzy, bo władza może zawsze znaleźć haka na...
Wyrazem paniki jest też kuriozalny wpis na blogu Marka Migalskiego, który nie tylko stosuje metody TVN24, ale nawet je ulepsza. Migalski uważa się za „prawdziwego blogera”. A kogo to obchodzi? Ano tych, którzy powinni wziąć do serca wątpliwości Migalskiego co do blogerskiej wiarygodności Jarosława Kaczyńskiego. Dzisiaj udaje blogera, jutro będzie udawał narciarza – dworuje sobie politolog, który już nie potrafi fruwać, raczej zaczyna pełzać na czworakach. Czy to raczkowanie intelektualne ma przynieść jakiś sukces partii PJN? I czy partia Migalskiego straciła kontakt z rzeczywistością, zanim go nawiązała, korzystając z chorych występów swojego członka? Wygląda na to, że Marek Migalski uważa się za człowieka o bardzo nieprzeciętnej inteligencji i sile przekonywania oraz rozgramiania...
Podczas debaty w Parlamencie Europejskim dotyczącej m.in. ustawy medialnej na Węgrzech głos zabrał poseł Zbigniew Ziobro. Podkreślił, że wolność słowa jest wielką wartością. – Wiemy o tym wszyscy, dlatego należy ją poddać poważnej debacie. Ale niestety, wydaje się, że ta dzisiejsza debata do takich zaliczana być nie może – powiedział. Zaznaczył, że w Europie można wskazać wiele krajów, w których dochodzi do naruszenia wolności słowa – wystarczy odwołać się do doświadczenia Polski, gdzie rządząca partia ma niemal monopol na władzę. – Masowo wyrzucani są z pracy dziennikarze tylko dlatego, że mają poglądy konserwatywne i prawicowe. Likwidowane są programy o charakterze konserwatywnym, prawicowym, jak choćby program „Warto rozmawiać” redaktora Pospieszalskiego czy „Misja Specjalna”...
Nieważne co i gdzie się mówi, ważne, że się gada, plecie i paple. Poziom tych wypowiedzi i ich intelektualna wartość nie mają najmniejszego znaczenia. Grunt, że zaspokojona została próżność. Jestem, oglądają mnie, podziwiają, będę sławny, już jestem sławny. Czy Kluzik-Rostkowska zostanie premierem? Ależ skąd, wcale o tym nie myśli, ale wie, że trudne decyzje trzeba podejmować na początku rządzenia. A ponoć premierem chciał zostać Michał Kamiński. W PJN jest wielu, którzy mogliby zostać premierami – mówi pani Joanna. Wielu, to znaczy wszyscy. Niech się nikomu nie wydaje, że prezentowane przez nich niby-programy kogoś interesują. Dobre programy powstają w dobrych głowach, a tych u nas jak na lekarstwo. Wystarczy popatrzeć na ekipę Donalda Tuska. Ale programy dla niej to pestka,...
„W dniu 12 października 2010 roku została wyemitowana w TVP Opole oraz Radiu Opole w programie »Loża Radiowa« – konferencja prasowa Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej – w której brał udział pozwany Antoni Klusik. Podczas tej konferencji prasowej wypowiedział m.in. słowa, iż »Gazeta Wyborcza jest organizacją przestępczą i organizacją wrogą naszej cywilizacji«” – czytamy w dokumencie podpisanym przez radcę prawnego Małgorzatę Cybińską. – „Pozwany używając ww. sformułowań, które mają niewątpliwie walor pejoratywny, naruszył dobra osobiste powoda, tj. jej dobre imię, dobrą sławę”. Ach, ta krótka pamięć Dzisiaj redaktorzy „Gazety Wyborczej” są urażeni słowami Antoniego Klusika i chcą ciągać go po sądach, ale chyba zapomnieli, co sami pisali. Wielokrotnie już cytowaliśmy akapit z...
Powyższy brytyjski dowcip oddaje klimat tradycyjnego, fanatycznego środowiska kibicowskiego. Ale pokazuje coś jeszcze: typ kibolskiego poczucia humoru, kpiącego z komercyjnego syfu dookoła, ale też mocno autoironicznego. Piszę „kibolskiego”, bo w środowisku kibiców słowo to nie ma negatywnych konotacji. Czym kibolstwo różni się od Małyszomanii? Dlaczego w nowym wspaniałym świecie nie ma być miejsca dla kiboli? Odpowiedź wymaga opisania kilku spraw dla ludzi ze środowiska oczywistych, ale szerszemu odbiorcy papki medialnej kompletnie nieznanych. Kim jest tradycyjny kibol? To ktoś, kto chodzi na mecze niezależnie od tego, czy jego drużyna gra dobrze, czy beznadziejnie. Przeważnie zaczął na nie chodzić mając lat kilkanaście, więc jeśli nie jest już nastolatkiem, parę razy przeżył...
Polska, która jest najważniejsza, pozbawiona będzie dodatkowej rozrywki, jaką niosą ze sobą zabawne, dowcipne i złośliwe spoty, ukazujące w krzywym zwierciadle partię rządzącą. No i inne, konkurencyjne choć opozycyjne. Trzeba tego zabronić. Polska jest poważnym krajem, poza tym nie jest najważniejsza, gdy w grę wchodzi interes partyjny. Ograniczać fundusze partyjne, zabraniać spotów wyborczych, oto właściwa droga do zwycięstwa. Warto się zastanowić, czy aby taki zakaz jest zgodny z konstytucją. Jeśli niezgodny, PJN i PO mogą zadbać o zmiany w konstytucji. Byle iść do przodu, zgodnie z ideologią głównego propagandzisty PJN, Marka Migalskiego: brać od PiS co najlepsze i odcinać się od tego co najgorsze. I dodajmy dla ścisłości: głosować za tym projektem, który jest korzystny dla PJN. I...
Gorzej, gdy do głosu dochodzi skleroza, w tym przedwczesna, u panów kojarzonych z elitą intelektualną oraz artystyczną. Oni walczą za wszelką cenę o pozostanie w kręgu zainteresowania publiczności, o to, by nie musieć przejść na zasłużoną emeryturę. I zapomnieć, że grali kiedyś rolę amantów. Wystarczy, że przy porannej toalecie przejrzy się taki w lustrze i już krew go zalewa na myśl o wrogiej partii i jej przywódcy, choć, jako żywo, ani ta partia, ani przywódca nic mu złego nie zrobili. Nie może grać amanta, ale za to zabłyśnie jako polityczny komentator, na bezrybiu i rak ryba. Jednak między starym komentatorem a starym aktorem jest pewna różnica. Komentator, nawet kiedy zwalcza jakieś poglądy, to potrafi znaleźć uzasadnienie swojej odrazy. Artysta, wszystko jedno – aktor, rysownik...
Obecnie „GP” utrzymuje piąte miejsce w rankingu sprzedaży tygodników opinii, wyprzedzając m.in. „Tygodnik Powszechny”, „Przekrój” i „Przegląd”. Ogromną popularnością cieszy się również portal Niezalezna. pl; liczba odsłon wzrosła z 1,2 mln w okresie od 22 grudnia 2008 r. do 21 stycznia 2009 r. do 8,3 mln od 22 grudnia 2010 r. do 21 stycznia 2011 r. Średni czas spędzany na tym portalu wyniósł 6 minut i 50 sekund. Z kolei Niezależna.tv zajęła pierwszą pozycję wśród kanałów „Wiadomości i polityka” na YouTube, wyprzedzając m.in. kanał Gazeta.pl.
Czterotomowe wydawnictwo „Krzyż Polski”, które swoim patronatem objęła „Gazeta Polska”, ilustrowane jest zdjęciami Adama Bujaka i opatrzone tekstami kard. prof. Stanisława Nagyego, ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, prof. Andrzeja Nowaka i prof. Krzysztofa Ożoga. To nie był ich prezydent Wydawnictwo „Biały Kruk” nie może zrozumieć sytuacji, w której część dystrybutorów odmówiła rozprowadzania tej serii w księgarniach. Odrzucili oni taką możliwość, stwierdzając, iż krzyż jest teraz sprawą polityczną. Postąpili tak zarówno niektórzy właściciele dużych firm, jak i pomniejsi dystrybutorzy. Problemy wydawnictwa z właścicielami hurtowni i księgarń zaczęły się od wcześniej wydanego tytułu „Hołd Katyński”. Właściciele hurtowni i księgarń zakomunikowali wydawcy, że nie będą go...
W grudniu 2006 r. żona i dziecko Dawida Jackiewicza zostali zaatakowani przez pijanego mężczyznę, który bez żadnego powodu szarpał malucha. Zaczęło się w autobusie, a gdy Anna Jackiewicz wysiadła na przystanku, napastnik ruszył za nimi. I ponownie rzucił się na chłopca. Nie wiadomo, jak to by się skończyło, gdyby nie interwencja postronnych osób. Anna Jackiewicz zadzwoniła do męża i opowiedziała, co się stało. Poseł PiS natychmiast przyjechał. Gdy wracali do domu, zauważyli awanturnika stojącego na pętli autobusowej. Jackiewicz zatrzymał samochód, poprosił kierowcę autobusu o wezwanie policji, a sam podszedł do Zbigniewa M. W trakcie rozmowy kompletnie pijany mężczyzna (niemal trzy promile) zamachnął się, aby uderzyć Jackiewicza. Ten odruchowo odepchnął Zbigniewa M., który wywrócił...
Jego zdaniem skazanie go na zesłanie do łagru jest bardzo prawdopodobne – członkowie rodzin ofiar Smoleńska dostają wezwania, w których straszeni są podobną karą. – Trwa polsko-rosyjskie zbliżenie. To naturalne, że Polska zbliża się w tej sytuacji do Rosji także, gdy chodzi o traktowanie opozycji – skomentował postawione mu zarzuty. Politykę PO w stosunku do Rosji zobrazowała postać śpiewającego i chowającego głowę w piasek różowego strusia-zabawki. Lisiewicza doprowadzili do sądu funkcjonariusze w kaskach, za które posłużyły im nocniki z herbem OMON i flagą Rosji. Bez litości okładali oni podsądnego pałkami. Na chodniku przed wejściem do sądu Lisiewicz ćwiczył rąbanie drewna na brzozowych pieńkach. Wraz z resztą uczestników happeningu odwiedził też mieszczącą się na przysądowym...
Demonstranci protestowali przeciw usuwaniu z mediów publicznych dziennikarzy, którzy mają odwagę krytykować rząd Donalda Tuska. Wyczytano nazwiska publicystów wyrzuconych z telewizji i radia oraz nazwy zlikwidowanych programów i audycji. – Tu nie chodzi o dziennikarzy, ale o całe społeczeństwo, o ludzi, którzy teraz nie będą wiedzieli, co się dzieje. Gdyby nie te programy, wiedzielibyśmy o katastrofie smoleńskiej tylko to, co chcieliby nam powiedzieć rządzący – powiedział Bronisław Wildstein. – Naszym błędem przy realizacji filmu „Solidarni”, błędem zdaniem władzy, było oddanie głosu ludziom – mówił Jan Pospieszalski. Przywitany brawami Jan Pietrzak powiedział do zgromadzonych: – Śpiewałem o wolnej Polsce już w latach 70. i można powiedzieć, że ta piosenka wciąż jest aktualna. I...
Taki np. premier Włoch Silvio Berlusconi. Jest i bogaty, i sławny, i w swoim rozumieniu także piękny. Kazał sobie zasiać owłosienie na łysinie i w ten sposób zbliżył się do doskonałości. Czy ten niebywale niepoważny mężczyzna zasługuje jeszcze na bycie premierem dużego, zasłużonego swoją historią kraju? A komu to przeszkadza? Berlusconi imponuje męskiej połowie Italii swoim powodzeniem u dziewcząt i libacjami z udziałem zagranicznych polityków, z Putinem włącznie. To dopiero jest mężczyzna! – jęczą z zazdrości młodzi i starzy, którzy nie są ani bogaci, ani sławni i nie mogą sobie pozwolić na zakup pięknych ciał. Zakup to jedno, ale mało którego stać na to, żeby z tego powodu znaleźć się na pierwszych stronach wszystkich gazet, o telewizji nie zapominając. W zachodnim świecie panuje...
Transfer z KC do ITI Paweł Kosmala, były pracownik Komitetu Centralnego partii walczącej z kapitalizmem, po przemianach politycznych w 1989 r. wprowadzał na rynek mediów markę ITI, w branży spożywczej chipsy Chio Lilly, a teraz zarządza klubem „wojskowych” – Legią Warszawa. W 1992 r. Kosmala zaczął szefować międzynarodowej firmie spedycyjnej Seabridge Poland. Trzy lata później posiadał już znaczącą pozycję w ITI – koncernie założonym przez Mariusza Waltera i Jana Wejcherta. Przejął tam funkcje prezesa firmy Chio Lilly Snack Foods – znanej w latach 90. z produkcji chipsów. Gdy właściciel spółki Optimus i portalu internetowego Onet. pl Roman Kluska w zadziwiających okolicznościach wyzbył się swoich udziałów w świetnie prosperującej firmie, jego akcje przejęło ITI. To właśnie Paweł...
Czy pamiętamy jeszcze, jak w 2005 r. ostrzegano przed zawłaszczaniem państwa, upartyjnieniem mediów, skokiem na nie? Jak ubolewano nad losem dziennikarzy i ostrzegano przed „putinizacją” Polski? Los Teletubisiów, zagrożonych obyczajową cenzurą w Polsce, wstrząsnął europejską opinią publiczną nie mniej niż usunięcie Gombrowicza z listy dodatkowych lektur szkolnych. I nawet w Nowym Jorku z przerażeniem opowiadano sobie w kręgach polonijnych „o czystkach” w Rzeczypospolitej. Inwigilacja dziennikarzy Rzeczywistość wygladała zupełnie inaczej. Jak wiemy, rząd Jarosława Kaczyńskiego był pod stałym obstrzałem mediów, polskich i zagranicznych. Nie przypadkiem to debata telewizyjna, w której publiczność śmiała się i buczała za plecami ówczesnego premiera, rozstrzygnęła o wyniku wyborów w 2007...

Pages