Wojciech Piotr Kwiatek

Na tym tle „Skecz zwany morderstwem” jest rodzynkiem smakowitym: konsekwentnie trzymając się realiów PRL-u (Autor demonstruje tu wierną niesamowicie pamięć co do szczegółów i konsekwencję w ich przywoływaniu!), pokazuje świat znany tylko nielicznym: uczestnikom objazdowych chałtur („chał tour”), artystom terenowym mniej lub bardziej zdolnym, mniej lub bardziej zdemoralizowanym, dożywającym często swoich zawodowych lat w „składankach estradowych”. Można nawet wyrazić żal, że ten wątek obecny szeroko na początku powieści ustępuje później miejsca zbrodni i zagadce, owszem, przeplatając się z nią, ale w stopniu zbyt małym, wykorzystanym chyba za słabo. A to byłby dopiero smaczek! Wszak Marcin Wolski takie „podróże artystyczne” zna z autopsji; wie też, co to jest konstrukcja, co to jest...