Kultura

Maciej Parowski
Film Steve McQueena, brytyjskiego reżysera, twórcy głośnego „Głodu”, pokazuje ich jako osobników godnych współczucia. Oto Brandon (Fassbender), nowojorczyk, z niezłą pracą, mieszkaniem, przyzwoitą fizis, doskonale utrzymaną sylwetką. W pracy, na ulicy, w metrze patrzy na kobiety jak na zwierzynę. Wysyła sygnały, niektóre są odbierane, wtedy dochodzi do szybkiego seksu w bramie, na dachu. No co dzień, żeby zaspokoić głód, Brandon musi opłacać prostytutki. Wstydliwym kłopotem okazuje się też pornograficzna zawartość jego pracowniczego komputera, co wychodzi na jaw podczas dorocznego przeglądu. Brandon jest zimnym, seksualnym maniakiem ukrywającym prawdziwą naturę. Choć inni są niewiele lepsi. Szef, erotoman gawędziarz, kiedy może, nie przepuści okazji. Koleżanka z pracy umówi się z...
Maciej Parowski
Film nie jest socjologicznym traktatem. Mamy tu kameralną opowieść dwóch dziewczyn, które oferują mężczyznom za pieniądze to, czego ci nie potrafią uzyskać od bliskich. Chodzi o zmysłowość, chwilę rozmowy, czułość, akceptację. Ale również, a nawet przede wszystkim – o realizację wymyślnych seksualnych, czasem okrutnych fantazji. Nic nowego pod słońcem, choć kiedyś nie brały się za to studentki. W filmie epizody z alkowy przeplatają się z wywiadami, z wzajemnymi podchodami, nawet kuszeniem dziennikarki przez dziewczyny. Młodość, powodzenie daje im przewagę. Dziennikarka ma swoje wątpliwości i skrywane bolesne reminiscencje. Ważne jest to, czego w filmie nie ma – punktu moralnego oparcia. Nie widać powodu, dla którego ludzie (mężczyźni i kobiety) mieliby się zachowywać inaczej. Jedna z...
Marcin Wolski
I zdarzył się cud, wyśniony półtora wieku wcześniej przez Słowackiego: „Pośród niesnasków, Pan Bóg uderza w ogromny dzwon”... W ów październikowy wieczór 1978 r. niewielu śledzących wydarzenie w telewizji zdawało sobie sprawę z efektów wyboru przez kolegium kardynalskie „słowiańskiego papieża” – Karola Wojtyły, Jana Pawła II. Stosunkowo najszybciej zorientowało się w sytuacji sowieckie KGB – efekt był jasny, a decyzja Biura Politycznego KPZR, mimo dwuznacznej formuły „powstrzymać wszelkimi dostępnymi środkami” – jednoznaczna. Pielgrzymka do Polski w 1979 r., strajki sierpniowe, niezależne związki zawodowe, wizyta Solidarności w Rzymie – przyśpieszyły odliczanie... Próbę egzekucji podjęto 13 maja 1981 r. na placu św. Piotra. „Armia Boga”, jak ją nazywa w swojej pracy dziennikarz i...
Filip Rdesiński
Choreografia Emila Wesołowskiego okazała się perełką nie tylko repertuaru nowo powstałego Bałtyckiego Teatru Tańca, ale też jednym z najbardziej znaczących dokonań w tanecznej interpretacji muzyki Chopina w skali światowej. Nie mogliśmy przejść obojętnie wobec takiego wydarzenia. Poprosiliśmy Emila o pierwszą część wieczoru chopinowskiego i tę premierę pokazujemy Państwu razem z drugą częścią sprzed dwóch lat. Jestem przekonany, że całość wejdzie do żelaznego kanonu naszych spektakli nie tylko ze względu na wysoką wartość artystyczną, ale również, a może przede wszystkim dlatego, że stanie się ulubionym tytułem naszej publiczności. Dlaczego zainspirowała Państwa właśnie muzyka Chopina? Co takiego ma w sobie, że była w stanie pobudzić wyobraźnię tancerzy? Emil Wesołowski, choreograf...
Marek Klecel
Pisarz miał już ponad 80 lat, gdy witał tak wybór polskiego papieża. Jego słowa zdradzały „mieszane uczucia” wobec tak zaskakującego wydarzenia: „Obejrzałem »Urbi et orbi« Wojtyły i potem wszystko mi się kłębiło przez całą noc”. Kilka dni później wydarzenie to wywołuje dalsze refleksje: „Wczorajsza uroczystość na »moim placu«, na naszym placu. Jakoś miotali się po tym placu nasi ludzie w rzeczywistości i w imaginacji. I co za szamotanina. Niedawno Mickiewicz tak pociągnął Piusa IX za pantofel, aż ten musiał oprzeć się o stolik. To była zawsze walka o ten plac, o rząd dusz nie Polaków, ale o całe Uniwersum. Czy Karolek potrafi walczyć o całe Uniwersum?”. Widok kardynałów, składających hołd nowemu papieżowi, wywołał w pisarzu zachwyt, wzruszenie i dalsze wypowiedzi, na które dotąd sobie nie...
Aleksandra Rybińska
Najczęściej są tu powielane najbardziej uproszczone płciowe stereotypy: chłopcy są aktywni, bawią się na dworze i rywalizują ze sobą, a dziewczynki są przedstawiane w sytuacjach domowych, sprzątają, gotują bądź opiekują się młodszym rodzeństwem. To kształtuje dzieci. Wmawia się im, że takie są role płciowe od najmłodszego wieku – dodaje Semian. Organizacja domaga się, aby wszystkie bajki, także te powstałe w XIX w. i wcześniej, m.in. bajki braci Grimm, zostały „zaktualizowane”, biorąc pod uwagę ewolucję ról płciowych. Zamiast rycerzy, rycerki walczące ze smokiem, Królewna Śnieżka jako królewicz, i to najlepiej czarnoskóry, a u jego boku siedmiu krasnali płci żeńskiej. – Walka z brakiem równości płci powinna zacząć się we wczesnym dzieciństwie. Po takiej lekturze dziewczynki nie mają...
Łukasz Adamski
„Pius XII pod rzymskim niebem” jest znakomicie zrealizowanym filmem telewizyjnym z bardzo dobrym aktorstwem i ciekawie poprowadzoną narracją. Wielkie brawa należą się przede wszystkim odtwórcy roli papieża, amerykańskiemu mistrzowi drugiego planu, Jamsowi Cromwellowi, który stworzył postać wrażliwego, ale niezwykle mocnego człowieka, który stawia czoło nazistowskim zbrodniarzom. Jest to zasługa nie tylko ciekawego scenariusza, ale również sprawnej reżyserii Christiana Duguaya, który ma na koncie znakomity miniserial „Hitler: Narodziny Zła” z Robertem Carlylem w tytułowej roli. Dobry warsztat twórcy jest widoczny choćby w znakomitym wkomponowaniu w akcję filmu wielu ciekawostek związanych ze stosunkiem Piusa XII do Hitlera  (m.in. egzorcyzmy, które papież sprawował w celu uwolnienia...
Marcin Wolski
Na szczęście Tom Clancy od czasu swego debiutanckiego „Polowania na Czerwony Październik” nie zaraził się nagminną aberracją. Bohaterem kolejnych książek był Jack Ryan, agent CIA, który został prezydentem USA (co wyraźnie nawiązywało do kariery Busha ojca) i w swoich działaniach kierował się interesem narodowym, a nie lewackim dyrdymałami. W najnowszej powieści „Poszukiwany żywy lub martwy” postać starego Ryana jest głównie tłem dla jego syna, który idzie w ślady ojca, broniąc Ameryki na granicy prawa, a nawet poza nią. O czym Jack Ryan dowie się poniewczasie, stając w szranki nowej kampanii prezydenckiej. A sytuacja jest bardzo niebezpieczna, Stanami Zjednoczonymi rządzi niejaki Ed Kealty, ulubieniec „postępowych” elit, zwolennik socjalnych eksperymentów i praktycznego rozbrojenia...
Maciej Parowski
To wszystko, a nawet więcej, znajdziemy w filmie Curtisa. Fakt, amerykańska gwiazda czuła się wśród Anglików samotna. Jej małżeństwo przechodziło kryzys, który cztery lata później skończył się rozwodem. Iskrzyło też między rozkosznie roztrzepaną Marilyn i rygorystycznym Olivierem. Zderzały się dwie szkoły aktorstwa: klasyczna – angielska, z amerykańską metodą (Strasberga właśnie), podług której grali potem Brando, Newman, Nicholson. Marilyn miała kłopoty z duszą i ciałem, histeryzowała, manipulowała. Dziwne to było przedsięwzięcie, dzięki któremu gwiazda chciała się poczuć aktorką, a aktor gwiazdą, oboje darli koty – a wyszło im coś lekkiego, uroczego, autoironicznego. Film podąża tropem młodego Clarka (Redmayne), który dzięki determinacji zatrudnia się przy filmie, by szybko stać się...
Bohdan Urbankowski
Nocą, serdecznie W środku nocy budzą nas głosy nie, to nie krzyki bólu ani długo powstrzymywany skowyt dochodzący z czyjegoś snu – raczej głośna, dziwnie czuła rozmowa – Ktoś kogoś pociesza głosem serdecznym, gorącym jak krew z aorty. Tłumaczy niczym dziecku: wyjdziesz, na pewno wyjdziesz będziesz tańczyć na weselu córki! Brunatne plamy same spłyną z twarzy! Ktoś opowiada nowiny co w mieście, co u sąsiadów bratki na balkonie wciąż kwitną choć to już tyle miesięcy, groszki gorzej zniosły rozłąkę... Mówiąca zawiesza głos i nagle wybucha śmiechem albo wykrzykuje pozdrowienia od znajomych i nieznajomych Tak, to stara Lenora z salki na końcu korytarza nikt nie chce z nią rozmawiać, ani mieszkać nikt nie chce słuchać jej skowytów o lęku przed śmiercią i o...
Józef Darski
A teraz sprawdźmy kryteria. Przywódców miała wyeliminować „katastrofa”. Od 2007 r. obserwujemy stale kampanie nienawiści i skłócanie ludzi, np. ostatnio lekarzy i pacjentów. Warunki bytowe uniemożliwiają aktywność społeczną, a wszelkie oznaki braku uwielbienia dla rządzącej oligarchii kończą się Berufsverbot. Wolność słowa znikła, a media pełnią funkcję karbowego i ubeka. Relatywizm moralny jest wtłaczany 24 godziny na dobę nie tylko przez Czerską, a jest to główny warunek ubezwłasnowolnienia ludzi i zniszczenia łączących ich więzi. Dodajmy do tego szkoły produkujące całkowicie wykorzenionych półidiotów – kudryków. Propagowanie nienawiści do chrześcijaństwa i nobilitacja dewiacji. W pseudodemokracjach takich jak III RP rozwija się – zdaniem Pawełczyńskiej – nowy wariant totalitaryzmu,...
Filip Rdesiński
Ferie z Lisem Witalisem, czyli spektakl „Brzechwa 2. Szelmostwa Lisa Witalisa”, to propozycja Teatru Polskiego w Bydgoszczy na zwalczenie zimowej nudy. Spektakl wbrew tytułowi nie jest jedynie rozrywką dla młodszej publiczności. Inscenizacja historii tytułowego Lisa może być też ciekawą przygodą dla dorosłych widzów. Niepozbawiona głębszej symboliki choreografia i scenografia przenoszą nas do współczesnej rzeczywistości. Do świata kultury masowej, w której liczy się tanie gwiazdorstwo i medialne show. Utrzymany w musicalowym stylu spektakl oglądać będzie można od 22 do 24 lutego. Ceny biletów normalny od 30 do 35 zł, ulgowy 25 zł. Wydarzenie Tony Bennett znów na fali. Ten 85-letni muzyk nie tylko nie nudzi się kolejnemu pokoleniu słuchaczy, ale jest jeszcze na tyle kreatywny, że...
Marcin Wolski
Zasługi Macieja dla tego segmentu literatury popularnej są nie do przecenienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że Parowski nie tylko tę fantastykę opisał, ale poniekąd stworzył. Jako redaktor działu polskiej prozy w „Fantastyce”, jako jej ponaddziesięcioletni naczelny czy wreszcie szef kwartalnika „Czas Fantastyki” był niestrudzonym kreatorem, inspiratorem, selekcjonerem, matką i ojcem dla młodych autorów, których zachęcał, kształtował, poprawiał, niekiedy – odnoszę wrażenie – nawet pisał za nich, wreszcie kategoryzował, zaliczał do kolejnych nurtów, generacji. Co smutne, rzadko spotykała go za to wdzięczność. „Małpy” są w istocie wyborem tekstów wcześniej publikowanych w prasie, znajdziemy tam szkice krytyczne, rozmowy, które Parowski przeprowadził, i takie, podczas których to...
Maciej Parowski
W „Good Day, and Good Luck” (2004) pokazał Clooney stację telewizyjną doprowadzającą do upadku senatora McCarhty’ego, który polował w USA na komunistów. W jego najnowszym filmie chodzi o partyjne prawybory. Oglądamy je przez pryzmat losów utalentowanego wilczka Stephena (Gosling), który zajmuje się pijarem kandydata na prezydenta, gubernatora Mike’a (Clooney). Mike wygląda na idealistę, Stephen prowadzi jego sprawy bezbłędnie, w dodatku cechuje go naiwna wiarę w słowa kandydata. Dopiero rozmowa z Tomem (Giamatti), szefem obozu przeciwnika, zachwieje i tą wiarą, i nadzieją w zwycięstwo. Koleżanka ze sztabu wyborczego (Wood), wścibska dziennikarka (Tomei), senator Thomson (Wright), o którego poparcie zabiega ekipa Mike’a, to pozostali rozgrywający dramatu. Ale Stephen nie zrelacjonuje...
Jarosław Marek Rymkiewicz
Cytując ludzi rozsądnych, którzy pojawili się w polskim sejmie w kwietniu 1773 r., Mickiewicz pisał tak: „Gdzież r o z s ą d e k – wołano – chcieć opierać się woli trzech dworów? Gdzie są ś r o d k i oparcia się? Czy jest c z a s po temu? Czy nie lepiej c z ę ś ć poświęcić, aby r e s z t ę zachować?”. Ludzie rozsądni rozprawiali więc (według Mickiewicza) – rozprawiali, kiedy ginęła Rzeczpospolita, kiedy gwałcono jej prawa, kiedy rozpadały się jej instytucje, kiedy jej król (król-zdrajca) zabawiał się z tancereczkami, kiedy ulice Warszawy patrolowali rosyjscy i pruscy żołnierze – o rozsądku, o środkach, o czasie, o stosunku części do całości. Polacy, przynajmniej ci nierozsądni (czyli, można by powiedzieć, trochę gorzej zorientowani w sytuacji, w jakiej znalazła się wówczas Polska; w...
KALENDARIUM 15.02.1833 – we Lwowie miała miejsce premiera sztuki „Śluby panieńskie” pióra Aleksandra Fredry. 17.02.1600 – w Rzymie z rozkazu trybunału inkwizycyjnego spłonął na stosie Giordano Bruno, włoski filozof i humanista. 19.02.1958 – urodziła się angielska pisarka i dziennikarka Helen Fielding, autorka powieści „Dziennik Bridget Jones” i „W pogoni za rozumem”. Koncert Joe Bonamassa zagra w Warszawie. Wybitny gitarzysta nazywany królem postmodernistycznego bluesa 1 marca wystąpi w Sali Kongresowej. Będzie to jego jedyny koncert w Polsce. Wirtuozeria 34-letniego dziś Bonamassy, łącząca różne nurty muzyki bluesowej z elementami rocka, zachwyca miłośników gitarowego szaleństwa od ponad dwudziestu lat. Joe sceniczną karierę zaczynał już bowiem w wieku 12 lat, dając...
Akces do ludzi „objaśniających wszystko” Tymczasem nadszedł czas II wojny światowej i okupacji: hitlerowskiej i sowieckiej. Niewątpliwie doświadczając boleśnie tragedii tamtego okresu, po wojnie Szymborska zwraca się jednak w stronę ideologii marksizmu-leninizmu-stalinizmu. I to owa ideologia wywiera największy wpływ na kształt jej ówczesnej postawy. Efektem jej przyjęcia są opublikowane kilka lat po oficjalnym debiucie (1945) dwa tomy socrealistyczne: „Dlatego żyjemy” (1952) i „Pytania zadawane sobie” (1954). To stąd właśnie pochodzi cytat o Leninie jako „nowego człowieczeństwa Adamie”. Po latach, w 1991 r., w związku z otrzymaniem Nagrody Goethego Szymborska próbuje jakoś zmierzyć się z ówczesnym doświadczeniem. Podczas wręczenia nagrody we Frankfurcie nad Menem, w wygłoszonym...
Marcin Wolski
Znajomość epoki idzie u niego w parze z płodnością. W ciągu ostatnich lat otrzymaliśmy m.in. „Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej”, następnie „Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej”, potem „Afery i skandale...”, a obecnie „Wpływowe kobiety…”. Czytelnik nie powinien szukać tam jakichś szczególnie głębokich refleksji, myśli historiozoficznej, bo nie to jest ambicją autora. Może natomiast znaleźć mnóstwo ciekawych, nieraz prowokacyjnych informacji o życiu postaci mniejszych i większych, które umarły wystarczająco dawno, by nie protestować, że ktokolwiek grzebie w ich życiorysach. W tego rodzaju opracowaniach zawsze można dyskutować o doborze postaci. Dotkliwy może być brak kobiet Józefa Piłsudskiego – od żon po Kazimierę Iłłakowiczówną czy tajemniczo zmarłą...
Maciej Parowski
Można mieć zasadnicze wątpliwości wobec takich kulturowych przebieranek. Tyle że krytyka zgodnie powtarza, że jeśli już, to właśnie reżyserowi amerykańskiej wersji – Fincherowi najbardziej się owa robota należała. To nie są puste słowa. Zanim Oplev nakręcił „Millennium…”, ba – zanim Larsson napisał trylogię o dziennikarzu i tajemniczej hakerce – to Fincher prezentował publiczności mroczne „Siedem” (1995 r.) Tamten film traktował o zbrodni dokonywanej podług biblijnych cytatów i o dwóch detektywach depczących mordercy po piętach. Potem był podobnie pomyślany „Zodiak” (2007 r.) Obie ekranizacje były zainspirowane przez prawdziwe wydarzenia w USA. Larsson musiał widzieć pierwszy z tych filmów. Dlatego, być może, mamy tu do czynienia z kulturowym wpływem biegnącym w obie strony. Kino jest...
Agentura Działania agentury rekrutowanej spośród elit zachodnich najlepiej widać na przykładzie Roosevelta i jego ekipy New Dealu. Przyjacielem doradcy politycznego prezydenta Harry’ego Hopkinsa był as wywiadu NKWD Icchak Achmerow, w Jałcie Rooseveltem sterował Alger Hiss z Departamentu Stanu*, od wielu lat agent sowiecki, a przemówienia dla prezydenta pisał inny sowiecki szpieg, Michael Straghit. Nie lepiej sprawy miały się w Wlk. Brytanii, gdzie dla Moskwy pracowało 21 szpiegów zwerbowanych z wyższych klas. Warto tu przypomnieć Johny’ego Caincrossa, jednego ze szpiegów „Pierścienia Pięciu” (Philby, Blunt, MacLean, Burgess), który pisał raporty dla doradcy wojskowego Churchilla, przekonując, że AK zamiast walczyć z Niemcami, morduje komunistów i Żydów. Jak widzimy, jest to do dziś...
Marcin Wolski
Co najmniej trzy z wydanych powieści nie mieszczą się w konwencji tradycyjnego kryminału – nie ma pytania, kto zabił, ani nawet tradycyjnego śledztwa. Są to raczej interesujące zapisy czasów i zaplątanych w nich ludzi. „Miałem tylko jedno życie” to porażające studium pogłębiającego się alkoholizmu, akcja osadzona jest w latach okupacji i początków okresu Polski socjalistycznej. „Kobiety i telefon” to opowieść o konsekwencji jednej pomyłki telefonicznej, która kompletnie masakruje życie czwórki ludzi. Wreszcie „Przygoda w Warszawie”, którą można uznać za wnikliwą analizę presji i rozpracowania, jakiemu poddawany był obywatel w PRL-u, aż po wykorzystanie psychuszek, w celu łamania opornych. Co ciekawe, autor pisząc powieść, nie znał metod stosowanych powszechnie w systemie sowieckim....
Maciej Parowski
Tytułowa Róża (znakomita Kulesza) jest wdową po niemieckim żołnierzu. Tadeusz (równie dobry Dorociński), żołnierz AK, któremu Niemcy zabili żonę, jedzie na Mazury pozbierać się po jej śmierci i traumie Powstania, a przy okazji przekaże Róży ostatnią wieść od owego męża. Rzeczywistość wygląda tam przerażająco. Plenią się bandy, ale groźniejsi i bardziej bezwzględni są sowieccy wyzwoliciele. Nieliczni Mazurzy, którzy nie wyjechali, mimo polskiej mowy traktowani są przez polskie władze jak Niemcy, czyli podludzie. Nie tak było w „Samych swoich”. Okrucieństwo, barbarzyństwo w Polsce powojennej, w filmach takich jak „Południk zero” czy „Prawo i pięść” przejrzało się tylko częściowo. Tu oglądamy je we właściwych proporcjach, jako serię nieszczęść spadających na lokalną społeczność, zwłaszcza...
Tomasz Terlikowski
Socha bez wiary Sama autorka filmu sugeruje zupełnie jasno, że nie zna odpowiedzi na pytanie o przyczyny takiego, a nie innego zachowania Sochy. – On sam nie wie, kim jest i dlaczego robi to, co robi – oznajmia Holland. A ja, czytając taką opinię, odnoszę wrażenie, że równie dobrze mogłaby się ona odnosić do Camusowego bohatera „Obcego”, który – też, jak opisywany przez Holland Socha, „nie był dobry ani zły”, i też zupełnie jak filmowy Socha nie wiedział „dlaczego zrobił to, co zrobił”... Tyle że jeden z nich zabił, a drugi ratował z narażeniem własnego życia. Jeden wiedział, co ma zrobić i robił to, drugi oślepiony słońcem zabił. Skąd ta różnica między nimi? Z filmu absolutnie to nie wynika. Ale istotną wskazówkę do jej odczytania znaleźć można na stronach Forum Żydów Polskich. Tam...
Maciej Parowski
Nie tak było w „Samych swoich”. Okrucieństwo, barbarzyństwo w Polsce powojennej, w filmach takich jak „Południk zero” czy „Prawo i pięść” przejrzało się tylko częściowo. Tu oglądamy je we właściwych proporcjach, jako serię nieszczęść spadających na lokalną społeczność, zwłaszcza Różę, której nie daje spokoju sowiecki oficer zalotnik (Lubos). Przed widzem obraz powszechnego zniszczenia ludzkich dusz i pejzażu, w którym zaczyna się mościć nowa władza. Jej przedstawicielami będzie oficer NKD (Zmiejew), oficer UB (Bobrowski) – tak się składa, że zarazem kolega Tadeusza z Powstania. Tadeusz, czego zrazu nie ujawnia, jest nie tylko wypalonym wdowcem, ale również wojownikiem. I głodnym normalności mężczyzną. To go zbliży do Róży. Pomoże jej przy gospodarstwie, rozminuje pole. Jako wojownik...
Łukasz Adamski
Rzecz w tym, że powinnam wiedzieć, gdzie się udaję i powinnam zrobić lepsze rozeznanie” – powiedziała kilka dni temu Swank, przyciskana przez Jaya Leno. „Głęboko żałuję udziału w tym wieczorze” – oświadczyła wcześniej w komentarzu dla Associated Press. „Gdybym miała pełną wiedzę o tym, co to będzie za przyjęcie, nigdy bym nie pojechała” – dodała. Swank mijała się jednak z prawdą, pisząc, że nie wiedziała, dla kogo śpiewa „Happy Birthday”. Miesiąc przed imprezą organizacje praw człowieka apelowały, by celebryci nie występowali na urodzinach człowieka o takiej reputacji. Agent Swank zapewniał obrońców praw człowieka kilka dni przed wydarzeniem, że aktorka „absolutnie” nie zamierza brać udziału w tej imprezie. Mimo że Swank, Mae i Van Damme zostali mocno skrytykowani przez organizację...
Maciej Parowski
Na szkolnej przerwie chłopak wali patykiem kolegę i uszkadza mu zęby, gdyż ten nie chciał go dopuś-cić do paczki i nazwał kapusiem. Światli dorośli próbują to wyjaśnić. Spotkanie organizują matka i ojciec ofiary (Foster, Reilly). Zaczyna się od pisania wspólnego oświadczenia. Rodzice agresora (Winslet, Waltz) łagodnie korygują daleko idące sformułowania. Spokojna rozmowa o szalonych dzieciach, której kulturalni ludzie potrafią sprostać, nie zapowiada starcia. Pary wręcz przypadają sobie do gustu. Na stole stoją tulipany, leżą albumy o sztuce, zaraz będzie kawa i domowa szarlotka. Później zjawi się whisky, ale to już w apogeum konfliktu. Pójdzie o słowa. Skrucha gości okaże się zbyt skromna. Ich plany wychowawcze niesatysfakcjonujące. Bohater grany przez Waltza bez przerwy gada przez...
Marcin Wolski
A przecież nie były to wyłącznie dzieła mistrzów polskich. Wśród inspiratorów gniewnego chłopca z gitarą, jakim zapamiętałem go, gdy byłem jurorem Jarmarku Piosenki w warszawskim Remoncie, gdzie debiutował, znajdziemy Vermeera, Holbeina. Michała Anioła, szczególnie ulubionego przez artystę Breughla, tajemniczego Boscha czy wstrząsającego Goyę. Pieśń pt. „Sąd nad Goyą” (1999 r.) o umierającym malarzu, od lat porażonym głuchotą, stanowi jakby zapowiedź własnego końca, śmierci na raka, który zaatakował organ dla Kaczmarskiego najważniejszy – gardło. Krążą opowieści, że wczesna operacja mogła go uratować, ale bojąc się utraty głosu, poeta odmówił. Odniesienia do malarstwa europejskiego pozwalają śpiewać artyście o człowieczej doli, jak w „Pejzażu zimowym” według Breughla: Człowiek w...
Maciej Parowski
Holland czyni z tego opowieść pełną napięcia i studium postaw ludzi w potrzasku. Jej (i Więckiewicza) Socha jest aktywny w działaniu, ratowanie staje się jego pasją, nałogiem, obsesją. Wciąga w to kolegów, ryzykuje. Wdaje się w groźną grę z ukraińskim faszystą, kumplem z kryminału. Uzyskuje pomoc żony, naraża córkę. Rozkochuje w sobie żydowską rodzinę, choć ci ze strachu chcieli go zabić. Krytyka podkreśla, że Holland nie uwzniośla żydowskich bohaterów. W grupie dochodzi do aktów zdrady, do waśni, matka morduje noworodka, bo jego krzyk może ściągnąć Niemców; w kanałach uprawia się seks, kompulsywny, bez miłości. To bodaj filmowa specjalność autorki „Kobiety samotnej”. Groźny jest świat na dole, ale bardziej przerażający na górze. Antysemityzm niemiecki ma klasę. Bo ten polski, jak...
Marcin Wolski
Fenomen polskiego Kościoła, co stanowi przewodni motyw pracy Andrzeja Nowaka „Czas walki z Bogiem”, polegał na tym, że zawsze stał po stronie narodu. Często wbrew Watykanowi, co jakże pięknie opisał Słowacki, który skadinąd w swojej poetyckiej imaginacji wyśnił słowiańskiego papieża. Inaczej niż w kręgu kultury bizantyjskiej, gdzie był składnikiem władzy, czy na Zachodzie, gdzie był opoką feudalizmu, nasz Kościół od trzech wieków dzielił dole i niedole swojego ludu. Bywali naturalnie biskupi zdrajcy (kilku nawet skończyło na szubienicach), przeważali jednak ci, którzy upominali się o los narodu wymazanego z mapy Europy, dostarczali pociechy i azylu. Byli, jak to się mówi, z ludźmi i dla ludzi. Mówili nie tylko do nas, ale również za nas. Szli w pole w oddziałach partyzanckich, lądowali w...
Łukasz Adamski
Pomnikowy film ulubieńca salonów Nie ulega wątpliwości, że z tego powodu nie powstał w ciągu ostatnich 20 lat żaden film opowiadający o ikonie polskiej walki o niepodległość. Były oczywiście plany realizacji takiego obrazu z Robertem de Niro w roli głównej, ale nie doszły do skutku. Teraz za historię Wałęsy wziął się reżyser, który swoje najlepsze lata ma dawno za sobą, ale jest jedynym, któremu wolno podejmować tematy narodowe. Niestety, jest niemal pewne, że film Andrzeja Wajdy na podstawie scenariusza Janusza Głowackiego będzie mitologiczną wersją skomplikowanej historii Wałęsy i polskiego wyjścia z komunizmu. Oczywiście, ocenianie filmu przed jego obejrzeniem jest nieroztropne, ale w przypadku tego specyficznego obrazu można powiedzieć, że nie jest to wróżenie z fusów. Wnioski na...
Maciej Parowski
Akcja trwa kilkanaście godzin, reżyser sprowadza to do paru mityngów, spotkań, wściekłych, rozpaczliwych rozmów gniewnych ludzi, którzy ratując własną skórę, muszę znaleźć kozła ofiarnego i jelenia (a właściwie stado jeleni), jakim będą poranni nabywcy śmieciowych aktywów. Nielicznych niezłomnych (Spacey), odwołujących się do dobrej opinii, na którą firma pracowała latami, przekona argument nie do zbicia – wszyscy mamy kredyty do spłacenia. O Bogu, diable i piekle nikt nie wspomina. Max Weber ze swoimi uwagami o protestanckiej, kapitalistycznej mentalności brzmiałby w tym towarzystwie jak ględziarz. Chandor, amerykański debiutant wspierany przez aktorską czołówkę Hollywood, znany dotąd z filmów dokumentalnych i naukowych, pokazuje wszystko niezwykle przekonywająco. Podobno miał ojca...
Od razu powiem: dawno nie czytałem książki polskiego autora, która byłaby tak dobrze napisana. Płynnie, dowcipnie, lekko, ciekawie, życzliwie wobec świata. Siebie samego autor traktuje autoironicznie, z dużym dystansem, co pozwala narratorowi, a w ślad za nim i czytelnikowi spojrzeć na opowiadaną nam historię niejako z zewnątrz. „Krowy tłuste, krowy chude” mają zresztą w gruncie rzeczy dwóch autorów. Pierwszą część zatytułowaną „Rodowód” wypełnia w dużym stopniu autentyczny, po raz pierwszy publikowany w całości, pamiętnik ojca pisarza, przed wojną łódzkiego adwokata, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej (mamy jej bardzo interesujący opis z pozycji nie sztabowca, lecz zwykłego żołnierza), człowieka także bardzo utalentowanego literacko. Autor właściwy, czyli syn, wtrąca od czasu do czasu...
Urszula M. Radziszewska
Milicjant też człowiek Irena Gumowska była autorką ogromnej liczby książek poświęconych dobrym manierom, kuchni i zdrowemu żywieniu. W latach 60., gdy podręczniki savoir-vivre’u znikały z półek w księgarniach, a w prasie roiło się od rubryk omawiających problemy w rodzaju „Co robić, gdy sąsiedzi wciąż przychodzą do nas oglądać telewizję?” (młodszym czytelnikom wyjaśniamy, że wówczas telewizor był luksusem), jej książki zrobiły zawrotną karierę. Do dziś sporo wydawnictw Gumowskiej znajduje się w domowych biblioteczkach. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że Gumowska stała się dla Polaków guru – uczyła jak siedzieć, jak pisać listy, jak się kłaniać, jak i co jeść, jak urządzać przyjęcia, czyścić framugi okien cebulą, wychowywać dzieci, prać wełniane swetry, rozmawiać przez telefon i...
Tomasz Terlikowski
Oblicza islamu, oblicza ojca Ten opis ojca pełnego wiary i miłosierdzia dla czytelnika niezorientowanego w meandrach Bliskiego Wschodu może stać w sprzeczności z informacją o tym, że był on jednym z siedmiu założycieli Hamasu, a z czasem wyrósł na jednego z najważniejszych jego liderów politycznych. Ta sprzeczność jest jednak pozorna. Szajch Jusuf przez wiele lat był głównie liderem religijnym. Skupiał się na opiece nad ubogimi, rozsądzał spory i starał się, by rodząca się Palestyna była jak najbardziej religijna. Polityka interesowała go tylko tyle, o ile pozwalała umacniać islam i bronić praw Palestyńczyków. I robić to miał zawsze szczerze, bez nienawiści wobec Żydów czy Izraela. W niczym nie zmienia to jednak faktu, i jego syn przyznaje to całkowicie szczerze, że miłość do islamu...
Marcin Wolski
Tom „Dlaczego toniemy” zawiera dramatyczny, a zaraz erudycyjny obraz upadku cywilizacji Zachodu. Zachodu, który odciął się od korzeni i stał się bezbronny wobec wyzwań, jakie rzucają mu inne cywilizacje – np. chińska czy muzułmańska. Kasandryczne tony kreują go na współczesnego Aecjusza, nazwanego przed laty przez Teodora Parnickiego ostatnim Rzymianinem. Choć ów wódz był człowiekiem czynu, a nie intelektualistą. Tych w V w. zabrakło. Jęczmyk jest świadomy nie tylko nieuchronnego nadejścia barbarzyńców, ale w dodatku zestawia katalog przyczyn ułatwiających to przyjście. Większość znamy już z czasów antyku – upadek demograficzny, do którego przyczyniała się łatwość rozwodów i aborcji, kryzys kultury i myślenia państwowego, którego młode chrześcijaństwo nie mogło i nie chciało ratować, do...
Maciej Parowski
Łatwo przewidzieć, co się stanie. Piękna służąca zwróci uwagę zgorzkniałego pana, zresztą nie tylko na siebie. Pan makler dowie się dzięki niej, że nad jego głową istnieje świat, o którym nie miał pojęcia, i że są ważniejsze rzeczy od dobrze ugotowanego jajka na miękko. Zrazu nie rozumie, co czuje. Powodowany ciekawością i dobrym sercem pomaga kobietom. Musiały myć się na korytarzu, używać paskudnej toalety, podróżować na górę nie windą, lecz schodami, bo taki był kaprys wścibskiej i złośliwej konsjerżki. Ta, nie dość że nie pozwalała korzystać Hiszpankom z telefonu, to jeszcze nie oddawała im listów. Oto różne formy nowoczesnego niewolnictwa. W skrajnej postaci doprowadza ono do izolowanych obozów pracy, jakie odkryto we Włoszech, i porwań do domów publicznych, jak jest w Niemczech i...
Tomasz Terlikowski
Pamięć i tożsamość W takiej sytuacji, gdy – i nie jest to tylko objaw jesiennej depresji – gołym okiem widać spadek nastrojów społecznych, pogłębiany jeszcze nieuchronnym i coraz mocniej zapowiadanym kryzysem gospodarczym, szczególnie istotne jest budowanie pamięci i tożsamości. A ta, przynajmniej w obozie patriotyczno-konserwatywnym (niezależnie od licznych dzielących go różnic, także – ostatnio – partyjnych) związana jest z wydarzeniami z 10.04.10, i z dniami, które po nim nastąpiły. To wtedy – jak świetnie uchwytuje to poeta Wojciech Wencel w filmie „Przebudzenie” – zobaczyliśmy prawdziwe, a nie tylko pozorne oblicze Polski i Polaków. Adam Mickiewicz mówił o lawie, której wewnętrznego ognia nic nie jest w stanie wyziębić, i właśnie na ulicach Warszawy, Krakowa i innych polskich...
Maciej Parowski
Później sprawy stanęły mniej ostro – sputniki i Voyagery odczarowały kosmos, zimna wojna zelżała, a po misjach Apollo skończyły się i lęki, i gwiezdne marzenia. Toteż u Carpentera zamiast polityki i klimatów kosmicznych ważniejsze są efekty. Także rozkład emocji i racji w grupie oraz to, jak organizuje się ona w walce i uczy odróżniać zainfekowanych od czystych. Ale najważniejsze są obrazy istot rozrywanych przez transformującą w nich obcą formę, co w sensie filmowym zrobiono olśniewająco. Jeśli chodzi o ekspresję, bo nie artyzm, był to krok naprzód wobec tego, co Ridley Scott pokazał w „Alienie”. I milowy skok wobec tego, co sygnalizowano w „Zemście kosmosu”. Heijningen robi podobny film jak Carpenter, tyle że kończy tam, gdzie tamten zaczyna. Kręci prequele. U Amerykanina była mowa o...
Duch to słowo właściwe. Zwłaszcza w przypadku „Doktora Styksa”. Najnowsza powieść nadredaktora Wolskiego naznaczona jest bowiem radiowym genius loci. Duch z ulicy Myśliwieckiej unosi się nad jej kartami nieustannie, przywołany przez doskonale zaznajomionego z nim bywalca Trójkowych korytarzy, twórcę słynnej „Sześćdziesiątki”. Radio jest miejscem ze wszech miar magicznym, co udało się już pokazać w kilku niezłych filmach. Jego magia bierze się wprost z materii, jaką jest wyobraźnia. Mowa oczywiście nie o radiach prezentujących muzykę z komputera czy informacje prosto z biura politycznego, lecz o klasycznym medium (nomen omen) nadającym słuchowiska, reportaże, piosenki z tekstem i skecze. O radiu pobudzającym wyobraźnię, skłaniającym do myślenia, w odróżnieniu od telewizji hipnotyzującej...
Marcin Wolski
Mimowolnie tworzyła się wspólnota telewidzów, a obrazy wpadały w pamięć na lata. Wszystko to wróciło przy lekturze książki Piotra Piotrowskiego „Kultowe seriale”. Autor jako fotografik poznawał wiele realizacji od zaplecza. Dziś przywołuje tamten świat, ujawnia kulisy i smakowite szczegóły. Serial serialowi nierówny. Dlatego zapewne nie poczytamy w książce o mało sympatycznej „Doktor Ewie” czy produkcyjnych „Dyrektorach”. Bardziej brakuje „Kolumbów” oraz „Polskich dróg”. Nadreprezentowane są seriale dla dzieci i młodzieży, ale trzeba przyznać, że i one były przykładem doskonałego rzemiosła. Serial, podobnie jak cały film polski tamtych lat, był dziełem profesjonalnym i solidnym – świetni reżyserzy, zawodowi scenarzyści, (często znakomici pisarze), utalentowani kompozytorzy, wreszcie...
Maciej Parowski
Na pierwszym planie kilku działaczy, którzy czują bliski koniec solidarnościowego święta. Najbardziej rozważny przypomina o związkowej kasie, którą trzeba ocalić. Najodważniejszy demaskuje na cmentarzu SB-ków, którzy profanują sowieckie groby, by móc oskarżać ekstremę solidarności. Mają rodziny, swoje sprawy, uczestniczą w zebraniach, szumią na ulicach, umawiają się z kobietami. Pomysł z bankiem nie od razu wydaje się racjonalny. Ale wrzenie narasta, a przesilenie tuż-tuż. Tłem jest tu dolny Śląsk, głównie Wrocław, region dzielny i mocno niesubordynowany. Sprawiała to wyrobiona przemysłowo i społecznie klasa robotnicza i klimat miasta, budowany przez ludzi i instytucje kultury. Stworzyli je przesiedleńcy z kresów, którzy napatrzyli się na bolszewickie zbrodnie i nie mieli złudzeń. Za...
Andrzej Nowak
Kiedy na stół wjechały paluszki Lajkonik, a pierwsze pragnienie zaspokoiliśmy dobrze destylowaną wodą z zapasów Gospodyni naszej, temat rozmowy – wcale oczywisty – podała Baronowa. – Słyszeliście Państwo, że obserwatorium astronomiczne w piwnicy Uniwersytetu Bydgosko-Bromberskiego odebrało właśnie pierwszy intelligibilny sygnał z kosmosu najodleglejszego? Otóż, okazuje się, kosmos mówi Sikorskim! – Tak, tak – wtrąciła Radczyni. Niezależnie ten sam sygnał z kosmosu odczytały anteny naszej Telewizji Najczulszej (w skrócie: TVN). Nie ma już wątpliwości. Przemówienie ministra Sikorskiego w Berlinie ma rezonans kosmiczny. Nareszcie coś nam się udało. Znów o nas głośno. Koniec z zaściankiem! Traktory zdobędą wiosnę! Pardon, zagalopowałam się nieco – zdyszana przypływem entuzjazmu Radczyni...
Tak czy inaczej oficjalna sytuacja, jaką było publiczne prezentowanie kandydata na ministra, wyklucza z narracji tego rodzaju prostackie określenia. Formowanie rządu to nie gra na boisku. Po takiej uwerturze z tym większym zaciekawieniem słuchałam sejmowego exposé Donalda Tuska. Nie było w nim podobnych kolokwializmów, poza nieco rażącymi: koma zamiast przecinek, czy mundurówki zamiast emerytury służb mundurowych. Natomiast na uwagę zasługiwało co innego. Pan premier w godzinnym przemówieniu użył 38 razy czasownika chcieć w formie chcę lub chcemy, w ten sposób rozpoczynając kolejne fragmenty swego wystąpienia, na przykład: „Chcę podkreślić…”, „Chcę powiedzieć…”, „Chcę dziś mocno zadeklarować…”, „Chcę podziękować…”, „Chcę uczciwie skoncentrować się na wyzwaniach…”, „Chcemy zapewnić...
Maciej Parowski
Ten film to szachy. Wielopolowe szachy. Grają instytucje i agenci. Swoi i tamci. Obok Brytyjczyków są kuzyni, Amerykanie. Każda strona najpewniej ma u tej drugiej własne wtyki. Sowiecki kret w brytyjskich szeregach musi zablokować próbę przejścia na brytyjską stronę sowieckiego agenta. Inaczej sam zginie. Anglicy próbują dotrzeć do chętnego zdrajcy z tamtej strony, jeden z nich odkrywa, że to piękna kobieta. Owszem, jest trochę seksu, ale nie ma happy endu. Nie można dopuścić do wycieku informacji, warto zbadać, jakimi kanałami jest przekazywana. Dlatego skłonni do zdrady nie wpadają od razu. Są pułapki, podchody, długie okresy przyczajenia i krwawe rozstrzygnięcie jak grom z jasnego nieba, zaraz znów przykryte następującą po nich szarością. Smailey (Odman), bohater paru powieści Le...

Pages