Kultura

Marcin Wolski
Jest historia agenturalnej współpracy znanego operatora Jerzego Lipmana zarejestrowanego jako TW „Jeż”, choć film (leżakujący na półkach telewizji) pokazuje ją dużo ostrzej. I jest Andrzej Wajda. Niezłomny, zyskujący pozytywne noty nawet u donosicieli. Ci w większości pozostają nierozszyfrowani, poza Zygmuntem Kałużyńskim, którego wizerunek jest wyjątkowo paskudny, a dzieło plugawe. Inni TW – tacy jak zarejestrowani pod pseudonimem: „Daniel” Daniel Passent, „Irena” – operator Andrzej Kostenko czy donosząca zapamiętale na swoją koleżankę Czyżewską Krystyna Stypułkowska – nie mają własnych rozdziałów. Autor z dużą wyrozumiałością traktuje rozmaite „grzechy młodości” artystów, jakimi było czytanie przez Łapickiego stalinowskich kronik filmowych, wśród których nie brakowało relacji z...
Maciej Parowski
Miejscowi, m.in. innymi dwie dziewczyny (Frycz i Kulig), zamierzają wystartować – pierwsza chce za wygraną urządzić salon fryzjerski w Irlandii, druga ciuła na kurację nieślubnego niemowlaka w inkubatorze. Na estradzie, w centrum jest sejf ze złożoną tam nagrodą ufundowaną przez biznesmena Stukrotnego (Melski), cynika i despoty. Sejf będzie celem zabiegów paru grup, zakonnicy wyprzedzą wszystkich, ale i tak ich wyczyn zarejestrują kamery w podczerwieni. Na szczęście istnieją cuda, no i zbiegi okoliczności. Ten film jest bajką, może baśnią. Dlatego możliwy jest tu ksiądz (Lichota), który weźmie udział w turnieju z zakonnicą, bo przecież taniec też jest rodzajem modlitwy. Możliwa jest też zakonnica buntownik, kombajnem atakująca limuzynę lokalnego despoty. Możliwe są wielokrotne cuda i...
Marcin Wolski
Niezwykły był ten wybór po krótkim pontyfikacie Jana Pawła I, tak jakby sama Opatrzność pragnęła skorygować ludzki błąd, niezwykłe było też cudowne ocalenie z perfekcyjnie przecież zaplanowanego zamachu. Fascynujące owoce wydała siejba nie tylko w Polsce, podróżował przecież po całym świecie, wszędzie pozostawiając po sobie niezatarte ślady. Wstrząsającym przykładem posługi aż do ostatniego tchnienia był okres świadomego umierania. I jakże znamienne było zamknięcie przez wiatr Świętej Księgi na jego trumnie. Choć przecież zamknął się tylko jeden doczesny rozdział jego egzystencji. A ile jeszcze nie wiemy – co naprawdę zdarzyło się podczas tajemniczego spotkania młodego księdza z Polski z kontrowersyjnym wówczas Ojcem Pio (którego potem ów ksiądz wyniósł na ołtarze), czego dowiedział...
Marcin Wolski
Jak to się stało? Nie uzyskał przecież swojego miejsca przez urodzenie (co jest udziałem wielu synów swoich sławnych ojców, przeważnie zresztą niedorastającym tatusiom do łydek), nie lobbowała za nim żadna z wpływowych mniejszości (etnicznych bądź seksualnych), a wręcz przeciwnie. Stosunek Salonu wyznacza umieszczenie go na czarnej liście Michnika, ale przecież i w kręgu Kaczorów nigdy nie był beniaminkiem. W oczach piłsudczyków jawi się zdecydowanie antysanacyjnie, ale dla endeków jest stanowczo za mało endecki. Więc kto za nim stoi? Zagadka. W dodatku w swojej „spowiedzi” dość pilnie chroni prywatności, napomykając jedynie o epizodach, które wcześniej z wypiekami na twarzy usiłowali rozszyfrowywać i weryfikować czytelnicy „Walca stulecia” i „Ciała obcego”. Z podobnym problemem mamy też...
Maciej Parowski
Departament lekceważy ekspertyzę, po czym dochodzi do inwazji. Mister Joseph drukuje w „New York Times” artykuł krytykujący administrację za wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Ta mści się oskarżając Wilsonów o nepotyzm i za pomocą kontrolowanego przecieku dekonspiruje panią Wilson jako agentkę CIA. Jest to przestępstwo, naraża życie agentki i jej informatorów. Jak bywa w kinie amerykańskim, sprawa globalna łamie się tu przez losy jednostek. Mamy męża i żonę, których zatarg z administracją wystawia na nieuzasadnione napaści, konfliktuje ze sobą. Penn i Watts dobrze sobie radzą z tym aktorskim wyzwaniem – są jak należy, solidarni, twardzi i zdeterminowani. Ale kiedy los przyciśnie, zachowują się histerycznie, okazują słabość, gotowość do odwrotu. Sprawa publiczna rozkłada się na...
Marcin Wolski
Szekspir, wystąp W dobie zaostrzającej się walki politycznej i zarysowujących się możliwości odprężenia międzynarodowego każda inicjatywa jest szczególnie cenna. Może z wyjątkiem prywatnej. Od wieków niejaki William Shakespeare był silną bronią imperialistów brytyjskich w walce z nowymi prądami duchowymi przebiegającymi Europę. Ten burżuazyjno-rojalistyczny twórca, który swoją karierę rozpoczął od stanowiska błazna królowej Elżbiety, wsławionej wojnami zaborczymi i uciskaniem ubogich warstw ludności, oddał swój niewątpliwy talent na usługi ciemnego wstecznictwa politycznego. Bo też przyjrzyjmy się tematyce formalnie nie najgorszych sztuk rzeczonego Shakespeare’a. Gloryfikuje w nich królewskie samodzierżawie ze wszystkimi krwawymi zbrodniami, występkami i nieprawościami, jakie mu...
Marcin Wolski
Bohaterka Anastazja przypomina postać z komiksu, komsomołka do szpiku kości oddana idei komunizmu i Stalinowi osobiście, mimo iż ten wysłał do piachu jej ojca, skądinąd żarliwego bolszewika. Niepokonana w walce wręcz, skoczek spadochronowy, pływaczka w przeręblach, a jednocześnie błyskotliwy analityk i doskonały śledczy. W dodatku piękna, odważna i do nieprzytomności ambitna. Sowiecki nadczłowiek. Nadludzi na kartach powieści Suworowa jest zresztą więcej. Obok Nastii można do nich zaliczyć Chowanowa, człowieka Stalina do tajnych poruczeń, tajemniczego czarodzieja Rudolfa Mazura czy nieustraszonego czekistę, a wcześniej zabójcę czekistów – tytułowego Żmijojada. I oczywiście nadczłowieka numer jeden – towarzysza Józefa Wissarionowicza Stalina, krojonego na olimpijską miarę, tyleż...
Marek Nowakowski
– Jego zło... – mówił adwokat – posiada format! – Napomknął, iż w związku z nim sięgnął znów do Dostojewskiego. Zdjął okulary, przecierać zaczął chusteczką. Oczy czerwone, królicze. Nieprzyjemna odsłona. Od pewnego czasu z głębi sali, poprzez tańczące pary i zmienną grę świateł, dawał mi serdeczne znaki kolega z gimnazjum. Nie widziałem go wiele lat. Zastosowałem płodozmian i opuściłem mecenasa. Chyba obaj byliśmy zadowoleni. Mecenas B. zmęczył się rozmową. Taki był czujny, napięty. Wyraźnie obawiał się moich nałogowych skłonności do opisywania. Zasiedliśmy z gimnazjalnym kolegą na wysokich stołkach przy barze. Lekarz, z paszportem amerykańskim, pierwsza wizyta w kraju od piętnastu lat. Przezywaliśmy go Ypsylon. Nie mam pojęcia dlaczego. Dopytywał się o losy rówieśników....
Maciej Parowski
Wygląda to na spisek matrymonialny. Przeciw żonie przemawiają i sceny wspólnego przyjazdu, i rozbłyski czułych wspomnień Harrisa. Widzom pokazano też jego paszport. Hipoteza amnezji wydaje się nie do utrzymania. Tak reżyser przygotowuje nas do „twistu”, wykręcenia kota ogonem, postawienia akcji na głowie, zmiany moralnych znaków z plusa na minus oraz emocjonalnych identyfikacji. Jak w filmie o duchach, kiedy okazują się nimi ci, których braliśmy za żyjących („Inni”). Tu chodzi o to, że człowiek, którego uważaliśmy za ofiarę, nie do końca nią jest. Finalne wyjaśnienie (trochę w stylu „Syndykatu zbrodni” sprzed półwiecza i „Teorii spisku” sprzed dekady) nie wypada dobrze, wszyscy recenzenci to podkreślają. I nie chodzi tylko o warsztat, ale i – mimo amerykańskiej współprodukcji – o nadto...
Marcin Wolski
Historia rodziny Broków i Sokołów, poprowadzona sprawnie, momentami sensacyjnie, pokazuje najważniejsze momenty naszej historii (a właściwie nie tylko naszej). Pamiętnik Jakuba Broka, bolszewickiego czekisty, przynosi chyba najpełniejszy, a na pewno jeden z najbardziej drastycznych opisów rosyjskiej wojny domowej, porównywalny jedynie z obrazkami Goi z cyklu „Okropności wojny”. Zaczyna się w 1905 r. od pogromu w białorusko-żydowskiej wiosce, a kończy w naszych czasach recydywy III Rzeczypospolitej. Po drodze będzie i rewolucja bolszewicka, i II wojna wraz z Holocaustem, i stalinizm w Polsce, Październik 1956, Marzec 1968, „Solidarność” i stan wojenny... Głównym bohaterem jest Adam Brok, syn Benedykta (Barucha), dziennikarza tygodnika „Republika”, niezwykle podobnego, wręcz tożsamego z...
Maciej Parowski
Bohaterem filmu jest zbiorowość. Córki, wnuczki, zięciowie, krewni i sąsiedzi okrutnika. Także indyferentni policjanci, z dobrym policjantem (Stryj), który, pozbawiony wsparcia, niewiele może zrobić. Film miesza czasy, oglądamy wydarzenia poprzedzające zabójstwo, krótką scenę linczu i jej zdumiewające prawnicze konsekwencje. Zaranek w rewelacyjnej, choć enigmatycznej interpretacji Komasy (aktor nie chciał się utożsamiać z postacią i grał ją zewnętrznie, na zimno) pojawia się jak rekin w filmach przyrodniczych. Szybki, okrutny, nieprzenikniony – atakuje i znika. Drobiazgowa krytyka ma do reżysera pretensje, że nie pokazał Zaranka głębiej, nie dorobił mu rodowodu. Przecież to nieprawda. Oglądamy podobnych Zarankowi zwyrodnialców i poznajemy ich obyczaje podczas więziennej sceny gwałtu na...
Maciej Marosz
O tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem i upominali się o prawdę o Katyniu, mówił podczas mszy św. w intencji ofiar katastrofy o. Roman Majewski, przeor z Jasnej Góry. – Tej prawdy boją się nie tylko Rosjanie, tej prawdy boją się także niektórzy Polacy, którym bliżej do Moskwy aniżeli do Warszawy. W przytoczonej w albumie homilii z 11 listopada 2010 r., abp Sławoj Leszek Głódź przeciwstawił wspólnocie Kościoła i narodu, motywowane politycznie kreowanie podziałów. „Można Polskę dzielić. Można z pogardą i lekceważeniem mówić o Polsce moherów, talibów, Polsce radiomaryjnej, wprowadzać pojęcia ideologii smoleńskiej, smoleńskiego zaczadzenia. Można kreować rzeczywistość wirtualną, w której wyrocznią są słupki sondaży. Można sądzić, że do jej poznania i zrozumienia wystarczy wyreżyserowany...
Marek Nowakowski
Tylko u Gościuków inaczej, taki niby marny interesik, ciasna klitka, uboga wystawa, przeważnie zielonkawe pomidory, słoik z ogórkami i chudy, źle oskubany kogut – i wbrew tym pozorom wszystko szło jak złoto. Ruch, gęstwa klientów, Gościukowie zawsze grzeczni, doważali ździebko więcej, nigdy mniej, w białych fartuchach jak lekarze. I nic dziwnego, że zazdrościli im ludzie. Bo dla porównania, choćby drugi sklepik na tej ulicy. Tam wszystko szło jak krew z nosa, właściciel wiecznie podpity i senny, a jak go coś chwyciło, to potrafił za darmo towar klientom rozdawać; co ładniejszej kobicie mówił: łaskawa pani, w prezenciku ode mnie, albo: bieri, znajta moje serce. On tak z ruska gadał, ze Lwowa pochodził, i jeśli w ogóle jako tako ten interes szedł, to tylko dzięki siostrom Brodacza....
Marcin Wolski
Tytułowy „hak” występował już wcześniej w kilku filmach, w których „ten zły” porywał „temu dobremu” żonę albo dziecko i w zamian za uwolnienie nakazywał dokonanie zbrodniczego czynu, np. zabicia popularnego polityka. Przy okazji sprawca miał być zgładzony, a zbrodniarz i jego mocodawcy nieodnalezieni. Perfidna intryga w filmach nigdy się nie udawała, przeważnie dzięki sile charakteru „tego dobrego”, któremu pomaga jeszcze kilku ludzi dobrej woli. Odkrywczość powieści Deavera polega na tym, że wykorzystywanie ludzi za pomocą „haka” jest dla płatnego zabójcy Harry Lovinga uniwersalną metodą rozwiązywania problemów. Metodą nie wprost, przypominającą raczej zabawy z dominem lub mechanizm, w którym świeczka przepala sznurek, sznurek zwalnia piłeczkę, piłeczka spadając przechyla wagę, z szalki...
Marek Nowakowski
Często wyglądało to mniej więcej tak. Zasłuchany szef w wyszmelcowanym kombinezonie, z uniesionymi na czoło okularami i palnikiem acetylenowym w rękach, a z ciemnego kąta szopy dochodził przyjemny głos hrabiego: „Książęta Thurn und Taxis spokrewnieni są z Radziwiłłami przez...”. I tak dalej. W dodatku lekko grasejował. Tego dnia hrabia otrzymał tygodniówkę od swego pracodawcy i ruszyliśmy w obchód po knajpach. W barze „Metro” przywitał się serdecznie z brodatym śmieciarzem o wyglądzie patriarchy. Niegdyś gościł tego bezdomnego włóczęgę w swoim mieszkaniu. Gdzie indziej wdał się w dyskusję z człowiekiem w okularach. Był to wybitny muzykolog ze skłonnością do alkoholu. Obaj ze znawstwem rozprawiali o wirtuozerii pianistycznej Józefa Hofmana. Dzwoniło szkło. Hrabia miał szeroki gest i...
Maciej Parowski
Edi Mora (Cooper) szelma i nieudacznik znalazł się na zakręcie. Nie może napisać powieści, na którą dostał zaliczkę, rozlatuje mu się związek z piękną dziewczyną, facet leci w dół społecznej drabiny. Ale znajomy wręcza mu pastylkę NZT, tajny produkt Pentagonu, CIA, FBI czy innej demonicznej instytucji. Po jej zażyciu los Ediego się odmienia. Powieść powstaje w parę dni i jest z zachwytem przyjęta, Edi błyskawicznie przyswaja obce języki, dokonuje towarzyskich i giełdowych podbojów, a świat – co kamera pokazuje w niesamowitych jazdach – odsłania mu się jako pulsująca przestrzeń danych, wykresów i eksplodujących kolorów. Kto widzi rzeczywistość na wylot, może grać na niej jak na fortepianie. Pytanie, kiedy mu się wyczerpie organizm albo skończą pastylki? Do czasu widz czuje się...
Marek Nowakowski
– Musimy się zabrać do wymiatania śmieci – mówił głośno młody człowiek, który pracował w tym samym dziale. Ten młody człowiek z sumiastym wąsem cieszył się wśród ludzi autorytetem i zaufaniem. Rozrabiacz. Tak mówił o nim przewodniczący rady zakładowej. Dyrektor systematycznie pozbawiał go nagród i trzymał na niskiej pozycji w tabeli płac. Chcą złamać – śmiał się młody człowiek i pokazywał spod wąsów białe, lśniące zęby. Trzeba innych, czystych ludzi – wszyscy powtarzali zgodnie i patrzyli na niego z sympatią. Już nie przerywali tych gorących rozmów, kiedy do pokoju zaglądali ci z kierownictwa. Więc zebranie było bardzo burzliwe. Stół pokryty został zieloną materią. Świetlica miała wygląd surowy, żadnych haseł, portretów, tylko godło. W odróżnieniu od tych sloganów, transparentów...
Marcin Wolski
Notuje w nich pro memoria co głupsze wypowiedzi Partii i Rządu, piętnuje sługusów i dyspozycyjnych żurnalistów. Nie oszczędza Urbana, Witolda Fillera, Marka Grońskiego czy szczególnie odrażającej kreatury Jerzego Małczyńskiego z „Tu Jedynka”. Z notatek kreślonych na marginesach rocznic i wizyt, pierwszych majów i kolejnych zbrodni wyziera gniew i zafrasowanie. Przyszłością, polityką, młodzieżą, Polską. Jest tam „Solidarność” i festiwal piosenki wojskowej, berliński mur i Czarnobyl. Snują się pomysły nigdy nienapisanych sztuk, fragmenty niewygłoszonych monologów. Chciałoby się zakrzyknąć: „Biada krajom, co własne marnują talenty”. Inna sprawa, czy wolna Polska potrafiłaby zagospodarować Jerzego Dobrowolskiego, czy dałaby mu teatr, pół godziny w telewizji lub chociaż kwadrans w radiu?...
Maciej Parowski
Ten obraz musiał być staroświecki. Alter ego reżysera Ludwika Taschke (Wróblewski) – uczeń, repatriant przyjeżdża z rodzicami i siostrą do powojennego Krakowa ze Lwowa odebranego Rzeczpospolitej. Na ojca czeka praca na poczcie i mieszkanie w poniemieckiej (pożydowskiej) kamienicy. Na syna liceum, w którym spotykają się uciekinierzy, weterani (niedawni powstańcy warszawscy) i nauczyciele żywcem przeniesieni z poprzedniej epoki. Nikt nie jest gotowy na los, jaki zgotowała mu geopolityka i historia. Uradowana publika może na krakowskim rynku podnieść w górę samochód z Mikołajczykiem, ale polscy z nazwy żołnierze sprowokują awanturę, po której co bardziej krewki element zostanie aresztowany, pouczony i zastraszony. Kto tego nie zrozumie, ten zginie w strzelaninie, jak starszy kolega...
Marcin Wolski
Urbankowski surowo, ale rzetelnie ukazuje na szerokim tle gwałt, jaki dokonał się na literaturze polskiej, ale również z pomocą tej literatury. Ramy pracy mieszczą dwie wielkie odsłony stalinizmu na ziemiach polskich, tę z 1939 r. we Lwowie i Wilnie, którą można nazwać „próbą generalną”, i tę, która zaczęła się latem 1944 r. i trwała teoretyczne do 1956 r., symbolicznie do 1989 r., choć w wielu aspektach jej skutki w postaci opiniotwórczej elity obecne są do dziś. Oczywiście reżim łagodniał, później rozkładał się, komuniści stawali się rewizjonistami, a rewolucyjni internacjonaliści przemienili się w Europejczyków, czemu sprzyjały również zamiany pokoleniowe, choć jak wiadomo zajęta pozycja bywa dziedziczna. I w tym sensie żaden proces przeciwko Rymkiewiczowi nie zmieni faktu, że...
Poeta miłości i Miłości Autor „Białej magii” był poetą miłości. Od pierwszych wierszy, dalekich jeszcze od lirycznych arcydzieł, to najważniejszy temat i – można powiedzieć – główny powód sięgania po pióro. Nie wojna uczyniła z niego poetę, lecz przeciwnie, zmusiła do korekty własnej twórczości. Sprostał oczywiście tym wyzwaniom, jednak ostatnim jego słowem nie była powstańcza piosenka czy podniosły utwór tyrtejski, lecz wstrząsający erotyk „Gdy za powietrza zasłoną…”, zamykający niejako wszystkie najważniejsze wątki spełnionego dzieła. W jednym z wierszy, powstałym pół roku przed śmiercią, wyznawał z całą mocą: Tych miłości, które z nami na strumieniach białych płyną, co jak chmury nad głowami czasem każą zapominać, tych miłości jak zwierzęta, co wracają w las od ludzi,...
Marek Nowakowski
– Ja! Od swoich! – zaperzał się. – Co też obywatelka sobie myśli! Od niego nasłuchałem się o majorze Cierniu. Major Cierń, bo taki miał pseudonim z lasu, był postacią legendarną i niezwykłą. Prezentował się okazale: wysoki, szczupły, w dopasowanym mundurze, rogatywka zsunięta lekko na bakier, twarz miał bladą, jakby senną i wypielęgnowane dłonie. Słuchając dziarskim głosem wykrzykiwanych raportów podkomendnych, nigdy nie patrzył na nich, tylko na swoje dłonie właśnie, i nieraz z górnej kieszeni kurtki wyciągał pilnik i manipulował przy paznokciach. Sekretarka Basia i telefonistka, której imienia nie pamiętam, boczyły się na siebie i kiedy jedna rozmawiała z majorem Cierniem, druga spoglądała ponuro i wrogo. Wieczorami dochodził z góry kobiecy śpiew, muzyka z patefonu i męski,...
Maciej Parowski
Satysfakcja tym większa, że Weir to ceniony mag i wizjoner kina. Jego „Truman show” jest błyskotliwą przypowieścią o mediach inscenizujących prawdę, żyjących tą sztuczną prawdą (reality show). Na początku twórczej drogi wyszła spod ręki Weira pochwała tajemnicy – „Piknik pod wiszącą skałą” – fantazja odwołująca się do faktów, ale przystająca w pokorze na magicznej granicy poznania. W filmie „Ostatnia fala” badał obrzędy Aborygenów australijskich i wizje apokaliptycznego potopu nawiedzającego „białego człowieka”. W „Bez lęku” cudowne ocalenie bohatera z katastrofy lotniczej staje się dla Weira punktem wyjścia do rozważań o grze fatum i przypadku. A były jeszcze filmy znane i lubiane, jak „Zielona karta” czy „Stowarzyszenie umarłych poetów” oraz – u nas pokazane tylko w telewizji – „...
Marek Nowakowski
A syn rósł zdrowo i bez kłopotów. Był to chłopak, który inteligencją i urodą sprawiał rodzicom wiele satysfakcji. Ojciec, z natury szorstki i małomówny, nie okazywał swej radości z jedynaka zbyt jawnie. Chłopiec natomiast zachwycał się nim. Pasjonować go zaczęła jego wojenna biografia, służba w spadochroniarskich oddziałach, blizna na ramieniu i odznaczenia; to kojarzyło mu się z ideałem mocnego człowieka, jak z ulubionych amerykańskich westernów. Podziw wzmacniała sprawność fizyczna ojca, jego szerokie bary, twarde mięśnie i wklęsły brzuch; ta niebywała sprawność i refleks mimo pozornej ociężałości. Ciągle przenikał go dreszcz wzruszenia, gdy przypominał sobie ten wieczór, kiedy wracali z ojcem z peryferyjnego kina i usłyszeli rozpaczliwy krzyk w bramie. Ojciec rzucił się bez wahania w...
Marcin Wolski
„Racja stanu” to zbiór artykułów dedykowanych Janowi Olszewskiemu na jego osiemdziesięciolecie. Powstały one jako pokłosie sesji odbytej 4 czerwca 2009 r. pod hasłem 20 lat transformacji narodowej. Data naturalnie nie była przypadkowa. Upamiętniała „półwolne” wybory 1989 r., które pozwoliły zniewolonemu narodowi dać wyraz swoich preferencji poprzez odrzucenie tzw. Listy Krajowej i bezprzykładne zwycięstwo w wyborach do Senatu. Przypominała również, co podkreślił Jan Olszewski, „nocną zmianę” obalenia jego rządu w 1992 r. przez koalicję zmontowaną przez Wałęsę pod wpływem antylustracyjnego lobby. Szczególnie mocne podkreślenie wagi suwerenności znajdziemy w artykule Jarosława Kaczyńskiego – warunkami jej zapewnienia jest silne państwo narodowe, zdolne do ochrony swego bezpieczeństwa...
Maciej Parowski
Dzięki tysiącom godzin zdjęciowych przed niebieskim ekranem i pracy na komputerach Majewski mógł połączyć sceny z obrazu z aktorskimi właściwie bez szwów. Gwiazdy kina odtwarzają Bruegla, jego żonę, mecenasa, a statyści figury z obrazu. Film jest kontemplacją dzieła sztuki, aktorską rekonstrukcją i interpretacją, hołdem wreszcie. Malarstwo ożywa, mieszają się przestrzenie, akcje i czasy. Komentują się nawzajem różne rzeczywistości. Wizualnie i intelektualnie jest to olśniewające. Na oczach widza staje się obraz – wyznanie wiary i zapis Męki Pańskiej, lecz też historyczny i ideowy palimpsest, piętrowa alegoria. Chodzi o ukrzyżowanie Chrystusa oraz podbitą i krzyżowaną przez Hiszpanów XVI-wieczną Flandrię, w której obraz powstaje. Bruegel na płótnie, a Majewski na ekranie, na którym trwa...
Maciej Marosz
Do tych nielicznych środowisk, w których można było głosić prawdę na temat przebiegu katastrofy, zaliczają się nieliczni dziennikarze codziennie dążący do wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy. Znajdują się oni m.in. w Strefie Wolnego Słowa, którą tworzy „Gazeta Polska” z redaktorem naczelnym Tomaszem Sakiewiczem. Chciałam mu podziękować, ponieważ to właśnie on znalazł środki, by mógł powstać ten film. Jest jeszcze jedna bardzo ważna osoba ze Strefy Wolnego Słowa – pani redaktor naczelna „Nowego Państwa”, Katarzyna Gójska-Hejke, która z codzienną determinacją i bez oczekiwania na poklask dąży do wyjaśnienia pełnej prawdy. Była dobrym duchem tego projektu. Bez niej tego filmu by nie było. Bez niej i bez Rafała Dzięciołowskiego, który wspierał mnie w docieraniu do świadków, a także...
Marcin Wolski
Po katastrofie smoleńskiej nie doszło do niczego podobnego – prawda utknęła gdzieś między wielkomocarstwową polityką imperium i doraźnymi, małymi interesami rządzących. Hipotezy o wyłącznej winie pilotów, sformułowane tuż po katastrofie, mają wszelkie szanse zostać uznane za obowiązujące. Nie znaczy to, że społeczeństwo polskie pozostawione samo sobie nie podjęło trudu odtwarzania tych puzzli na własna rękę. W dziesiątkach publikacji prasowych, w internecie, dzięki niezależnym produkcjom filmowym tworzy się rekonstrukcja, której powołane do tego instytucje z jakiegoś powodu dokonać nie mogą. Bo trudno uwierzyć, że nie chcą. Filmy Anity Gargas, Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, Mariusza Pilisa i Artura Dmochowskiego, Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej żmudnie analizują...
Maciej Parowski
Ślesicki, któremu w istocie wyszedł jeden porządny film („Tato”, bo „Sara” była już tylko niezła), nie miał szczególnie szyderczego zamiaru. Podwiązał się pod rocznicę, narracyjnie poleciał Altmanem i jego „Na skróty”. Była nadzieja, że synteza pojawi się sama i powstanie film o moralności. Nie pojawiła się i nie powstał. Jest trochę emocjonalnych scen (do tego Ślesicki ma rękę), dużo śmieszności i chaosu. Ale to jeszcze pogarsza sprawę, bo szyderstwo łatwiej byłoby znieść niż brak taktu i elementarnej zręczności. Reżyser odsłania siebie i swoje środowisko jako artystycznie bezradne wobec konfliktów targających dziś Polską. Także pozbawione odwagi. Nie można udawać, że nic nie dzieje się na Krakowskim Przedmieściu, że nikt nie zginął, nikt nikogo nie zabił ani nie skopał, nikt z nikim...
Marek Nowakowski
Wieczorem jego ślepy pan przenosił się pod luksusowy hotel dla cudzoziemców. Zgarniał pieniądze do kieszeni i gwizdał. Pies zrywał się natychmiast i ślepiec chwytał go za rzemienny pas przytwierdzony do grzbietu. Pies ruszał przodem, a jego pan za nim. Znał szlaki wędrówek żebraka i pewnie torował sobie drogę wśród tłumu przechodniów śpieszących w stronę dworca. Zatrzymywał się przed światłami i ostrożnie wiódł swego pana przez przejścia pozbawione świateł. A kiedy zdarzało się, że znaleźli się na jezdni osaczeni przez sunące w dwie strony auta, pies zatrzymywał się jak wryty. Raz nawet uratował swemu panu życie. Zza zakrętu wyjechała z nadmierną szybkością wywrotka załadowana żwirem. Byli akurat naprzeciw niej i pies silnym szarpnięciem rzemiennego uchwytu pociągnął człowieka za sobą....
Alicja Patey – Grabowska Ziemia smoleńska Pamięci Ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym przyjaciołom z Rodziny Katyńskiej Ziemio Katyńska Ziemio Smoleńska Ziemio bólem rozpaczą przesiąknięta Wyciągasz w niebo martwe ramiona drzew aby przycisnąć do wyschłego łona ofiarę z krwi Mgła trupim oddechem spowija ciała Tylko cisza niemo nad szczątkami płacze i drzewo ścięte ze zgrozą przyklęka Już dosyć ziemio pochłonęłaś ofiar Ziemio przeklęta Kwiecień 2010 Bohdan Wrocławski Smoleńska mgła Mgła nad Smoleńskim lotniskiem nadal nie opada staje się trwała jak instytucje państwowe które odznacza się w dni świąteczne i tylko pogrzeby wyzwalają nasze myśli wciąż jeszcze pozbawiane wolności i wyobraźni powoli przechodzimy wzdłuż ściany płaczu...
Polak, co nie chciał zostać Kainem, Że chciał być wiernym ojczyźnie synem, Chciał jej wolności w słońcu i chwale, A że śmiał mówić o tym zuchwale, Że nie chciał, by go więziono, bito, Był reakcyjnym polskim bandytą... O Boże! Chciałbym zapytać Ciebie, Jakich Polaków najwięcej w niebie? (...) Płaszczem mej chwały, blaskiem okryci Są tutaj wszyscy polscy bandyci. Upiory puszczy Jastrun ukazał swoich rodaków, stawiających zbrojny opór sowietyzacji Polski, zgodnie z dyrektywami partii, do której należał, a więc w duchu czarnej legendy. Patrzą „spode łba”, zatem nie mogą mieć dobrych zamiarów. Co z tego, że noszą polskie mundury, skoro pod nimi biją „serca wrogów”? Jakaż ich obłuda! – „Szkaplerz lub krzyż na szyi, w ręku broń angielska”. Chodzą ze znakami religii miłości,...
Marek Nowakowski
Nie wszystkim niewolnikom hordy los tak zaszczytny został przeznaczony. Większość do posług najniższych przypisana została. Katorżnicze bytowanie zamieniło ich w bydlęta/ których jedynym pragnieniem był pełny brzuch i sen w cieple do syta. Bywali wśród brańców i tacy, co wolą ucieczki żyli przez lat dziesiątki. W okienkach twierdz i kazamatów wystawali, przeklinając wraży widok. Marzyli o ojczyźnie dalekiej. Niektórzy piłowali grube kraty. Przychwyceni na próbie ucieczki, wtrąceni zostawali do ciemnic i tam, przykuci łańcuchami, ślepnąc, swego męczeńskiego życia dożywali. Mało komu z ziem hordy zbiec się udawało. Śmiałkowie tacy niezwykłymi przymiotami ducha i ciała musieli być obdarzeni. Dla sprawiedliwości należy powiedzieć że swoim horda nie o wiele lepszy los zgotowała. Zawsze był...
Maciej Parowski
To jest przypadek „Władców umysłów” nakręconych na podstawie dwudziestostronicowej nowelki „Ekipa Dostosowawcza” z 1953 r. Nolfi, autor m.in. „Ultimatum Bourne’a” czy „Ocean” Twelve: Dogrywka”, umie robić dynamiczne kino akcji. Toteż opowieść o mężczyźnie, który spóźnia się do pracy i dzięki temu dostrzega zadziwiającą przerwę w funkcjonowaniu rzeczywistości, zamienia w przypowieść polityczną. U Dicka widać przez chwilę czas i materię, które się rozsypują, tajemnicze ekipy w kombinezonach przeprowadzające naprawy i odbierające pamięć tym, którzy cokolwiek spostrzegli. Bohater niechcący podgląda to wszystko i myśli, że oszalał. U Nolfiego mężczyźni w prochowcach bardzo uważnie obserwują posunięcia i karierę młodego polityka (Damon). A zwłaszcza niepokoi ich stająca na jego drodze piękna...
Elżbieta Królikowska-Avis
Pragmatyczna romantyczka Elizabeth, choć Amerykanka z krwi i kości, na świat przyszła w Londynie, w zamożnej dzielnicy Hampstead, gdzie jej ojciec zajmował się handlem dziełami sztuki, a matka właśnie zrezygnowała z aktorstwa, by poświęcić się rodzinie. Rodzice bardzo dbali o artystyczną edukację córki i kiedy Taylorowie wrócili do Los Angeles, gdzie ojciec założył galerię sztuki, matka zajęła się jej karierą. Mała Elizabeth zadebiutowała na dużym ekranie w wieku 10 lat w skautowskim filmie „There’s One Born Every Minute”. Wypadła tak dobrze, że wytwórnia MGM podpisała z nią kontrakt na wyłączność na kolejnych 20 lat. Kiedy pojawiła się w swoim najbardziej znanym z tego okresu obrazie „Lassie wróć”, wszyscy wiedzieli, że oto narodziła się gwiazda. Szybko okrzyknięto ją „najpiękniejszą...
Elżbieta Królikowska-Avis
W oparach hipokryzji Obraz Krauzego – podobnie jak „Krwawa niedziela” Paula Greengrassa z 2002 r., będąca rekonstrukcją wypadków z 30 stycznia 1972 r., kiedy w Derry w Irlandii Płn. żołnierze brytyjscy zabili 14 protestujących przeciw ustawie zezwalającej aresztować każdego Irlandczyka jako „podejrzanego o terroryzm” – jest jednym z tych dzieł, które przypominają najczarniejsze, najbardziej dramatyczne karty z historii kraju. I trudno nie zgodzić się ze scenarzystą Michałem Pruskim, kiedy mówi, że „w tym jednym dniu, 17 grudnia 1970 r., zogniskowało się całe zło i okrucieństwo ówczesnej władzy, jej perfidia i nieliczenie się z obywatelami własnego państwa, kiedy niczego niespodziewających się robotników zwabiono w pułapkę, aby strzelać do nich jak do żywych tarcz”. Minęło 40 lat i...
Marek Nowakowski
I tak chodzimy we trójkę po ulicy, dzień, nie powiem, ładny, ale w środku człowieka trzęsie, więc siedliśmy sobie na schodkach przed sodowiarnią, może się jakiś znajomy trafi. I nagle zza rogu strzały słychać, krzyki, myślę, Niemcy łapankę robią, patrzymy, a tu od Tamki wali cała gromada, ze trzydziestu chłopaczków z biało-czerwonymi opaskami, niektórzy w hełmach, furażerkach, idą roześmiani, taki ich komandir z wisem przy boku, też młodziak, oni byle jak uzbrojeni, parę karabinów, a tak to przeważnie po granacie mieli. Baby wybiegły z domów, dzieciarnia, rany boskie, wojsko polskie, płaczą, żegnają się, a Bolek powiada, polskie to polskie, ale z tego tylko grubsza nieprzyjemność może być, i mówi: idę gdzieś spokojnie to przeczekać. On po wódce zawsze taki strachliwy. Jeszcze kilkunastu z...
Marcin Wolski
„Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej” Sławomira Kopra wbrew tytułowi nie jest naukowym kompendium na temat rzeczywistości towarzyskiej Międzywojnia. Owszem, pierwsza część poświęcona ówczesnym obyczajom stanowi niezły wstęp, zakreśla ramy i naświetla podstawowe odmienności tamtego świata – owe rauty, bankiety, five o'clocki, kodeks honorowy i świat pojedynków, pasje okultystyczne, kabarety, wreszcie życie rodzinne. Stanowi to jedynie przygrywkę dla siedmiu życiorysów Polaków, którzy w tamtej dobie odegrali rolę szczególną – Wieniawa i „Dziadek Piłsudski”, wirtuoz Paderewski i marszałek Rydz Śmigły, prezydenci Wojciechowski i Mościcki, czy najwierniejszy z wiernych – Walery Sławek. Większość z nich doczekała się solennych monografii, jednak praca Kopra łączy w atrakcyjny sposób...
Ponadto w filmie znalazło się niepublikowane wcześniej nagranie z szefem Kancelarii Bronisława Komorowskiego, który potwierdza, że to on zdecydował o przeniesieniu Krzyża, i zaraz zapewnia, że „nie ma nic wspólnego z Platformą”. W pokazie uczestniczyli m.in. twórcy filmu Ewa Stankiewicz i Jan Pospieszalski, obrońcy Krzyża Pamięci, redaktor Tomasz Sakiewicz z żoną, Antoni Macierewicz, współautorka filmu „Mgła” Joanna Lichocka.
Marek Nowakowski
I tak zacząłem się tułać, u kumplów spałem, trochę w budach na Kercelaku, na dworcu też. W tym czasie w naszej dzielnicy Tasiemka grasował taki znany kozak. Bramy za mordę trzymał, złodzieje, handlarze, rzemieślnicy płacili mu normalny podatek. I policja też dobrze żyła z Tasiemką, z niego w ogóle panisko, tylko w knajpie siedział, lepszą gorzałkę ciągnął, ubrany jak lord, w knajpie oddzielną salę zajmował. Żyd do niego, wielce wielmożny panie Tasiemka, i coraz jego żuliki z meldunkiem i forsą przychodzili, a to od psich handlarzy z Wołówki, a to od rzeźników, a Tasiemka tylko liczył. On miał w urzędach wielkie fory, podobno legionista, i Dziadek do niego słabość miał, a mój starszy brat Janek urządził się przy Tasiemce, pięknie sobie żył, tylko matka płakała, że kiedyś go zarżną... Ale...
Maciej Parowski
U Komasy jest podobny wirtualny świat. Też nie dokucza nam jego umowny kształt – nie z powodu wyjątkowego wdzięku, ale dlatego, że pod postaciami heroin, rycerzy, paziów, podrasowanych potworków kryją się zranione dusze. W tytułowej celi, w przestrzeni ze świata fantasy, gromadzą się sadyści, manipulatorzy i poddani, rywalizujący o względy wyniosłej władczyni. Wszyscy anonimowi, choć ich głosy wibrują od bolesnych emocji. Ukryci za maskami i ciałami hybryd, doświadczają tu więzi silniejszych niż w rzeczywistym świecie. Oto jeden z nich – Dominik (Gierszał), synalek wysoko postawionych rodziców, nieznośny jak oni i jak całe pokolenie emo. Ma dziewczynę, ojca na ministerialnym stanowisku, matkę dyktatorkę mody, osobistego kierowcę, dobrą szkołę, z „Hamletem” przerabianym na lekcji i judo...
Tomasz Terlikowski
Przez Jezusa do Kościoła Obraz Jezusa Chrystusa, jaki otrzymujemy w tej publikacji, przekłada się jednak również na obraz Kościoła. Benedykt XVI, analizując nauczanie czy postawę Chrystusa, pokazuje również, kim powinni być chrześcijanie (w końcu naszym celem jest naśladowanie Zbawiciela) i jak powinien działać i wyglądać Kościół. Mocno brzmią ostrzeżenia przed próbami upolitycznienia (przez którąkolwiek ze stron) ewangelicznego przekazu. Nauczanie Jezusa Chrystusa nie jest wezwaniem do rewolucji, a Jego Królestwo nie jest z tego świata – przypomina bardzo jednoznacznie papież. Ale największe wrażenie robią rozważania nad postawą św. Piotra. Benedykt XVI pokazuje, że pierwszy papież ulegał – jeszcze za życia Chrystusa – mocnej pokusie odrzucenia krzyża i interpretowania posługi...
Marcin Wolski
„Hamlet w stanie spoczynku” jest opowieścią o Skolimowie. Gabriel Michalik, pochodzący z rodziny aktorskiej, emocjonalnie związany jest z tym miejscem. Autor podjął trud opracowania ponadstuletniej historii przedsięwzięcia, które po trzech dekadach przymiarek urzeczywistniło się w latach dwudziestych dzięki ofiarności rodziny Premierów i Mikulskich oraz niezmordowanemu animatorowi Antoniemu Bednarczykowi. Autor snuje gawędy o pensjonariuszach, opiekunach, sprzętach, nie tając wzruszenia. Opowiada więc o lasce Ewy Kuniny, szefowej Komisji Skolimowskiej w latach pięćdziesiątych, która odegrała u Bieruta swoisty happening, skłaniając go do dofinansowania rozbudowy Domu, i o fortepianie ofiarowanym przez Stefana Martykę, niesławnej pamięci spikera „Fali 49”. We wspomnieniach przewija się...
Środowisko „Glaukopisu” Tytuł recenzowanej książki wskazuje, że jest ona naukową polemiką z nagłośnioną w ostatnich miesiącach przez liberalno-lewicowe media publikacją małżeństwa mieszkającego na stałe w USA: socjologa Jana T. Grossa oraz filologa Ireny Grudzińskiej-Gross. W istocie jednak tylko część tekstów zawartych w „Złotych sercach” odnosi się czy polemizuje bezpośrednio z rewelacjami Jana Grossa, zarzucającymi po raz kolejny Polakom współudział w Holokauście oraz w rabunku i profanacji zwłok zgładzonych Żydów. Autorzy książki jakkolwiek byli zainspirowani tekstem Grossów, to jednak postanowili potraktować problem relacji polsko-żydowskich w XX w. tyleż ambitnie, co i w szerokim kontekście jego złożoności oraz wielobarwności. W efekcie zaprezentowali polskiemu czytelnikowi...
Maciej Parowski
Jedno, co potrafi Ward/Wahlberg, to stanąć na ringu i przyjmować uderzenia, aż przeciwnik się zmęczy, by w drugiej połowie walki, sam rozbity, mógł rozstrzygnąć starcie paroma ciosami. Za taką rolę nie ma Oscara – życie jest niesprawiedliwe – przypadnie on odtwórcom blagierów, wydrwigroszy, niebieskich ptaków. Na szczęście szkicowana mapa emocji wygląda w życiu i na ekranie bardziej zawile. Między młodszym Mickim a Dickym istnieją niekłamane więzi. Ten starszy był kiedyś wzorem, młodszy uczył się odeń życia i boksu. A Dicky miał zadatki na dobrego zawodnika, powalił Raya Sugar Leonarda. Do dziś, mimo że siedział w więzieniu i na krótko pociągnął tam za sobą Mickeya, Dicky może bratu coś podpowiedzieć, coś dać. No i sam przy okazji wyjść na prostą. Na ekranie trochę bezwolny, trochę...

Pages