Ewa Tylus

Pani Krystyna od trzech lat jest bezdomna. Pod jednym z budynków przy warszawskiej Hali Mirowskiej urządziła sobie niby-namiot z płachty grubego materiału przyłożonego cegłami do chodnika i przybitego do muru. Korzysta z pomocy mieszkańców dzielnicy, którzy przynoszą jej prowiant. Innej pomocy nie chce. Być może byłby w stanie wpłynąć na nią lekarz psychiatra. Jednak czy psychiatrzy zajmują się bezdomnymi? Przebywając w tak skandalicznych warunkach, kobieta niszczy sobie zdrowie, a w trakcie mrozów także naraża się na utratę życia. Dlaczego do tej pory nie udało się jej pomóc? Kobieta konsekwentnie odmawia przewiezienia do noclegowni lub schroniska, ale mówi, że potrzebuje mieszkania. Odrzuciła także propozycję wynajęcia dla niej mieszkania treningowego od Kamiliańskiej Misji...
Państwo polskie przyzwyczaiło się do „biedy” i wydaje się, że zobojętnieli wobec niej nawet ludzie, którzy z urzędu mają zajmować się tą kwestią. O lekceważeniu problemu może świadczyć np. to, że w bieżącym roku Warszawa ustaliła kwotę pomocy dla osób wykluczonych na poziomie 9 mln zł, podczas gdy na pomoc zwierzętom (łącznie z chipowaniem i kastracją) – blisko 15 mln zł 66-letni pan Marian (nazwisko znane redakcji) kilka miesięcy udowadniał urzędnikom, że jest chory i bezdomny i spełnia wszelkie warunki, by znaleźć się na liście oczekujących na Dom Pomocy Społecznej. Nie doczekał się, zmarł w poczuciu opuszczenia przez państwo polskie, zbywany przez instytucje mające za zadanie zaopiekowanie się schorowanym człowiekiem. O śmierci tej poinformowała we wrześniu Warszawskie Centrum...