Bez wyścigu szczurów

Zacznę od wyznania. Całe niemal życie byłem szkolnym obibokiem. W podstawówce dobra pamięć, sprawne pióro i wygadanie pozwalały mi jeszcze zachować czerwony pasek, ale… w liceum już nie. Świadectwo maturalne mam ukryte głęboko w szafie, żeby dzieci go nie zobaczyły, bo pół roku przed maturą poznałem swoją żonę i – co zrozumiałe – nie miałem czasu na naukę.
 
Uczyć zacząłem się dopiero na studiach, a to tylko dlatego, że naprawdę mnie fascynowały. Po co o tym piszę? Bo nie mam wrażenia, żeby te braki w edukacji, niewątpliwe dziury w kwestii wiedzy z chemii czy fizyki, jakoś zasadniczo pogarszały moje samopoczucie czy miejsce na rynku pracy. Jako wieloletni leń
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: